Witam wszystkich!Dziś kolejny rozdział,zapraszam wszystkich do czytania i zostawienie komentarza z opinią na temat rozdziału.Przepraszam,że dodaję go dopiero teraz ale miałam problem z internetem,w wynagrodzenie wam czekania jutro dodam kolejny rozdział. Rozdział dedykuję Weronice Pataj.Życzę miłego czytania.Pozdrawiam Aaliyah Hunger Games.
Już mam zamiar nacisnąć na klamkę kiedy słyszę dźwięk przekręconego klucza.Drzwi się otwierają i widzę w nich Peetę.
-Cześć Katniss
-Cześć,mogę wejść?
-Oczywiście,wchodź-przepuszcza mnie w drzwiach.
Wchodzę do domu blondyna w,którym roznosi się aromat pieczonego chleba.Ściągam buty oraz kurtkę i kładę ją na wieszaku.
-Napijesz się czegoś ciepłego?-pyta troskliwym głosem.
-Może być kakao.
-Już się robi.
Wchodzę do pokoju gościnnego, siadam na miękkim fotelu koło okna i patrzę przez nie.Przyglądam się jak drobne płatki śniegu powoli opadają na dachy domów.Przymykam oczy i przypominam sobie tamten dzień parę lat temu kiedy byłam jeszcze bardzo mała.Tamten dzień wyglądał całkiem jak ten,tata przyszedł wcześniej z pracy w znakomitym humorze i powiedział mi,że ma dla mnie niespodziankę i,że pokarze mi ją po obiedzie.Po skończonym obiedzie ubraliśmy się ciepło i wyszliśmy na dwór.Tam tata kazał mi zamknąć oczy a kiedy policzę do 20 mam je otworzyć.Gdy już skończyłam liczyć i otworzyłam oczy ukazały mi się pięknie ręcznie robione sanki w kolorze czerwonym.Nie mogłam wtedy uwierzyć własnym oczom,marzyłam wtedy o sankach a tata kiedy to usłyszał postanowił pracować codziennie o kilka godzin dłużej w kopalni aby móc mi je kupić.Podbiegłam wtedy do taty i rzuciłam mu się na szyję.Tuliłam go z całych sił i mówiłam mu jak bardzo go kocham.On pocałował mnie w czoło i kazał mi usiąść na sankach,ponieważ chciał zabrać mnie na przejażdżkę.Byłam w tamtym momencie najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.Przez kilka godzin tata woził mnie na sankach i cieszył się razem ze mną.
Czuję na ramieniu ciepłą dłoń blondyna,obracam się w jego stronę i zauważam,że przygląda mi się już od dłuższej chwili.
-Twoje kakao-podaje mi kubek z ciepłym napojem.
-Dziękuję.
-O czym myślałaś?
-O tacie-odpowiadam bez żadnego zastanowienia.
-Tęsknisz za nim prawda?
-Każdego dnia.
Peeta nic nie mówi tylko patrzy na mnie.
-A ty tęsknisz za swoim?
-Cały czas- jego twarz posmutniała.
Do moich oczu napływają ciepłe łzy.Jest mi bardzo żal Peety.Stracił wszystkich,których kocha i na,których mu zależało.Stracił ich wszystkich na zawsze.Miesiąc temu stracił i mnie,ponieważ bałam mu się pomóc z błyszczącymi wspomnieniami.Wstaję z fotela i podchodzę do blondyna i mocno się do niego przytulam a on od razu obejmuje mnie swoimi szerokimi,silnymi ramionami.Kładę głowę na jego ramieniu i pozwalam łzą słynąć po moich policzkach.Peeta to zauważa i odrywa się ode mnie.
-Katniss dlaczego płaczesz?
-Przepraszam cię Peeta.
-Nie przepraszaj mnie.
-Jestem głupia,nie powinnam zostawiać cię tutaj samego z tym wszystkim-przytulam się do chłopaka a on ponownie mnie obejmuje.
-Nie wiedziałem co mam robić,wszystko błyszczało.Dopiero po kilku godzinach doszedłem do siebie,nie wiedziałem co zrobiłem,bałem się,że coś ci zrobiłem i gdzie jesteś.Pobiegłem do Haymitcha,powiedziałem mu wszystko co pamiętałem,potem zaczęli cię szukać a mnie wysłali na leczenie.Cały czas się o ciebie martwiłem bo wiedziałem,że to przeze mnie uciekłaś.
-Tękniłam- szepcze mu do ucha.
-Ja za tobą też.Katniss...?
-Tak?
-Zaczniemy od nowa?
-Oczywiście-uśmiecham się do blondyna.
-Co stało się z tobą po tym...
-Uciekłam do lasu,potem zaatakowały mnie psy,Gale mnie uratował,zabrał mnie do chaty w lesie i tam się mną opiekował.Codziennie polowaliśmy.Poznałam jego dziewczynę Judy,pamiętasz ją?
-Ta blondyna z naszej klasy?
-Tak to ona.
-Wybaczyłaś mu wszystko?
-Tego ja sama nie wiem Peeta,wytłumaczył mi wszystko,starałam się go zrozumieć ale to co stało się z Prim jest niewybaczalne.
-Rozumiem ale cieszę się,że już jest jakiś postęp.
-A ja,że odzyskałam ciebie-uśmiecham się do blondyna.
Siadamy obok siebie na kanapie,Peeta skacze po kanałach i natrafia na komedię o dwóch mężczyznach,którzy żeby zmienić bieg wydarzeń proszę czarnoksiężnika aby przeniósł ich w czasie do chwili tamtego zdarzenia.Mężczyzna robi to o co go proszą ale popełnia błąd i nie dodaje odpowiedniego składniku i dwaj mężczyźni nie przenoszą się do przeszłości tylko do przyszłości.Dawno się tak nie uśmiałam,przy scenie picia wody z toalety razem z Peetą prawie posikaliśmy się ze śmiechu.Po świetnej komedii postanawiam podziękować za spędzony czas po czym żegnam się z nim i idę do swojego domu.
Wchodzę do swojego domu i idę prosto kieruję się do swojego pokoju.Rozpuszczam włosy i przebieram się w pidżamę,kładę się na łóżku i zasypiam.
Dzisiejszej nocy spałam bez żadnych koszmarów.Przez cały tamten miesiąc każdej nocy nękały mnie koszmary wtedy Gale za wszelką cenę próbował mnie uspokoić lecz nigdy mu się to nie udawało.
Postanawiam iść do sklepu na nieduże zakupy.W sklepie spotykam Gale razem z Judy,wyglądają razem bardzo słodko,że prawie się rozklejam.Jestem szczęśliwa z ich szczęścia,że im się układa i,że planują razem wspólne życie.
Przychodzę do domu z niedużą torbą zakupów.Kładę torbę na stole i wyciągam jej zawartość.Mama przychodzi do kuchni i szykujemy razem śniadanie.Po śniadaniu idę do Peety go odwiedzić.
Wita mnie z uśmiechem na ustach i wpuszcza mnie do środka.Gdy już wchodzę do jego domu słyszę,że ma gości.
-Cześć Katniss- mówi wesoło Effie.
-Cześć
-Witaj ciemna maso.
-Co to za zgromadzenie?
-Planujemy wystrój pokoju dla dziecka-mówi z grymasem na twarzy Haymitch.
-Tak szybko?
-Lepiej wszystko mieć zaplanowane od początku.
-Effie się uparła- Haymitch pokazuje palcem na Effie.
-Słucham??Co ty powiedziałeś?-pyta poirytowana.
-Nic nic- Haymitch spuszcza głowę i milknie.
-Też tak sądzę.
Wszyscy wybuchamy śmiechem na widok miny zbitego psa Haymitcha.
-Effie znacie już płeć dziecka?
-Jeszcze nie,pojadę do ginekologa za jakieś 2 tygodnie.
-To dlaczego chcecie już planować pokój?Macie jeszcze 2 tygodnie czasu.
-Wiesz,że nasza kochana Effie lubi mieć wszystko zaplanowane i dopięte na ostatni guzik.
-Oczywiście,dlatego przyszliśmy zapytać Peetę czy pomoże nam pomalować pokój.
-A ty?-wskazuję głową Johannę.
-Tak wpadliśmy z Samem na kawę.A ty ciemna maso?
-Również.
-Mi się wydaje,że nie-puszcza do mnie oczko.
Siadam obok Peety przy stole i rozmawiamy z Effie,Haymitchem,Samem i Johanna.Wszystkim dopisują humory i miło spędzamy czas delektując się przepysznym czekoladowym ciastem upieczonym przez Peetę.
Po godzinie żegnamy się z Effie,Haymitchem,Johanną i Samem i siadamy razem w kuchni.
-Aż miło na nich patrzeć
-Może w końcu przestanie tyle pić.
-Boi się jej-blondyn cicho się śmieje.
Odwracam się do chłopaka i również zaczynam chichotać.
-Ładnie dziś wyglądasz.
-Dziękuję-uśmiecham się do Peety.
-Masz może ochotę mi pomóc?
-A w czym konkretnie?
-W pieczeniu pizzy dla Johanny.
-Ale ja nie umiem gotować.
-Razem jakoś damy radę-podaje mi swoją dłoń.
Peeta wyciąga wszystkie składniki i kładzie je na stole.Wyciąga dużą zieloną miskę i wsypuje do niej składniki a ja bacznie go obserwuję.Kiedy skończył już mieszać wszystkie składniki mówi mi,że teraz moja kolej aby uformować ciasto.Przecząco kręcę głową.
-To nie jest trudne-staje za moimi plecami i kładzie swoje silne dłonie na moich i powoli pomaga mi w formowaniu ciasta.Nie potrafię się skupić na tym o co prosił mnie blondyn.Kiedy czuję jego ciepło,zapach i dotyk momentalnie przestaję logicznie myśleć.Nie patrzę na to co robię tylko przyglądam się twarzy blondyna na moim ramieniu.Po dłuższej chwili to zauważa i przygląda mi się z figlarnym uśmiechem na ustach.Odwracam się twarzą do niego i patrzę w jego piękne błękitne oczy w,których momentalnie się zatapiam,podchodzę do niego bliżej i przytulam się do niego z całej siły.Kładzie dłoń na moim policzku i przyciąga mnie na długi czuły pocałunek.Kładę dłonie na jego kark a on obejmuje mnie w talii by pogłębić pocałunek.Po całym moim ciele rozchodzi się fala gorąca od czubka głowy po palce u stóp.Blondyn odrywa się ode mnie i patrzy mi prosto w oczy.
-Przepraszam.
-Ale za co ty mnie przepraszasz?
-Za ten pocałunek nie powinienem.
-A ja ci za niego dziękuję-uśmiecham się do chłopaka i całuję go delikatnie w policzek.
Dokańczamy razem pizzę dla Johanny i Sama i zanosimy im do domu,Johanna nazwała pizzę romantyczną kolacją dla dwojga chociaż ja uważam,że pizza jest potrawą mało romantyczną lecz o gustach się nie dyskutuje.Następnie kierujemy się do najbliższego supermarketu na duże zakupy.Jest on ogromny,nigdy nei byłam w takim sklepie dlatego robi on na mnie takie wielkie wrażenie.Są tu miliony półek,kas,koszyków,wózków i wiele innych rzeczy.W sklepie roi się od rodzin z wrzeszczącymi dziećmi oraz starszymi osobami polującymi na promocje,Stwierdzam,że raczej nie będę częstym gościem takiego rodzaju sklepów.Spędzamy tu razem z Peeta dobre 2 godziny na szukaniu produktów co jest bardzo wyczerpujące ,na dodatek zgubiłam się i przez 30 minut szukałam Peety między pułkami.Po zakupach idziemy prosto do domu blondyna i zaczynamy wypakowywać wszystko z toreb i wkładanie do szafek.
Gdy prawie kończymy pracę blondyn podchodzi do mnie i składa mi propozycję.
-Co powiesz,żebyśmy wybrali się dziś do kina?-pyta mnie z uśmiechem na twarzy.
Dalsze losy Katniss i Peety. Blog <3 zapraszam serdecznie do czytania i komentowania.
wtorek, 3 listopada 2015
wtorek, 27 października 2015
Rozdział 8.Szokująca wiadomość
Witam wszystkich bardzo serdecznie,dziś kolejny rozdział..Nie zapomnijcie zostawić po sobie komentarza z opinią.Pozdrawiam.
Moja mama podchodzi do mnie i patrzy na mnie badawczym wzrokiem.
-Po co tu przyjechałaś?-prycham
-Musiałam tu przyjechać kiedy usłyszałam,że uciekłaś,bałam się,że coś ci się stało.
-Jak wyjeżdżałaś bez pożegnania to jakoś się nie bałaś.
-Katniss przepraszam,nie mogłam tutaj zostać.
-Jak to nie mogłaś?!!!-krzyczę na nią.
-Wszystko co tutaj było kojarzyło mi się z twoim ojcem i Prim.Nie mogłam spać całymi nocami,bałam się,że znowu będzie wojna,że stracę i ciebie.
-Wyjeżdżając i zostawiając mnie samą co myślałaś? Że mi będzie lżej?Gdyby nie Peeta nie byłoby mnie tutaj,to była wtedy jedyna osoba na,której mogłam polegać,mogłaś tutaj w ogóle nie przyjeżdżać,zmarnowałaś tylko swój czas!
-Katniss kochanie ja nie widziałam co mam robić,nie mogłam patrzeć na to wszystko.
-A ja mogłam?-z moich policzków zaczynają płynąć ciepłe,słone łzy.
-Przepraszam,nigdy sobie tego nie wybaczę-podchodzi do mnie i mnie przytula.
Z początku niechętnie przytuliłam mamę,dopiero po chwili uświadomiłam sobie jak bardzo mi jej brakowało.Jestem na nią wściekła za to,że zostawiła mnie samą na pastwę losu ale z drugiej strony ciesze się,że przyjechała i martwiła się o mnie,lecz nie będę tego okazywać,niech wie,że jestem na nią zła.
Odrywam się od mamy i patrzę głęboko w jej niebieskie oczy.Uśmiecha się do mnie,po czym z jej oczu zaczynają płynąć łzy wzruszenia.Staram się również do niej uśmiechnąć ale wychodzi mi to z ogromnym trudem.Spoglądam na stojącego obok okna Peetę,który wpatruje się we mnie.Podchodzę do niego i patrzę w jego piękne błękitne oczy,nie widziałam ich miesiąc a już zdążyłam się za nimi stęsknić.Blondyn uśmiecha się do mnie a ja odwdzięczam mu uśmiech.
-Katniss przepraszam cię za wszystko,jestem potworem wiem,że nigdy mi tego nigdy nie wybaczysz.
Nie mogę wykrztusić z siebie ani jednego słowa,jestem zszokowana całą sytuacją i nie potrafię dobrać odpowiednich słów.
-Peeta przestań....-mówię cicho ale stanowczo.
-Wiem,że mnie nienawidzisz i zapewne nie będziesz ze mną rozmawiać,wiem o tym.Przepraszam.
Błękitnooki patrzy prosto w moje szare oczy oczekując najgorszego,prawdopodobnie myśli,że zaraz go uderzę lub zacznę się po nim wydzierać.Nie robię tego,podchodzę bliżej chłopaka i mocno go przytulam.
-To ja powinnam cię przeprosić-szepcze wprost do ucha blondyna.
Blondyn przytula mnie jeszcze mocniej do siebie po czym spogląda jeszcze raz na mnie nic nie mówiąc.
-Zniszczyłem wszystko co odbudowałem-mówi ledwo słyszalnym głosem.
-Dlatego spróbujemy to powoli odbudować-uśmiecham się do Peety.
-Dziękuję.
-Tak oto więc panna Katniss i pan Peeta nareszcie się pogodzili!Dziękujemy wszystkim za uwagę-mówi przez śmiech Johanna.
Wszyscy patrzymy się na nią ze zdziwieniem
-Przepraszam was wszystkich ale muszę znaleźć Effie-wtrąca Haymitch.
-Idziemy razem z tobą-zwraca się do niego Johanna.
-Nie,wolę załatwić to sam.
-Nie ma mowy pijaku-mówi poirytowana Mason.
-Coś ty powiedziała?
-To co słyszałeś,jedziemy z tobą i koniec.
Haymitch burczy coś pod nosem i pokazuje ręką żebyśmy poszli za nim.
Mama została sama w domu,nie miałam najmniejszej ochoty z nią teraz rozmawiać ani ją ze sobą zabierać.Boli mnie to,że zostawiła mnie samą na tyle miesięcy.Nie jestem w stanie z nią teraz rozmawiać,mogłabym znowu zacząć płakać lub zacząć ją wyzywać jaką to jest okropną matką.
Całą czwórką idziemy do poduszkowca.Siadam koło Johanna i zapinam pasy bezpieczeństwa.
Przez całą drogę do Kapitolu unikam rozmowy z Peetą.Jestem wściekła na samą siebie za to jak zareagowałam na jego atak,powinnam rzeczywiście poinformować o tym wszystkich a nie uciekać do lasu i chować się razem z Galem w drewnianej chatce przez miesiąc.Jak mogłam być tak głupia i zostawić go z błyszczącymi wspomnieniami.Przecież to nie jest jego wina co zrobił z nim Kapitol.
Po 20 minutach drogi wchodzimy do 40 piętrowego bloku mieszkalnego,w środku panuje istny chaos kolorów.Jest tu ich tak dużo,że całkowicie tracę orientację.Na suficie wisi ogromny 5 metrowy żyrandol z migoczącymi lampkami,które rażą na wszystkich w oczy.Wchodzimy do windy i jedziemy na 9 piętro.
Wychodzimy i kierujemy się do mieszkania matki Effie.Haymitch nerwowo naciska kilka razy dzwonek dopóki nie otworzyła nam starsza kobieta.Ma około 60 lat,na twarzy ma ogromną ilość makijażu,która mogłaby być wykorzystana do wymalowania około 5 osób, kręcone rude włosy sięgają jej do ramion.Ubrana jest w zieloną koszulę do połowy ramion z dużym dekoltem,czarne szerokie spodnie i zielone buty na wysokim obcasie.
-Dzień dobry w czym mogę państwu służyć?
-Dzień dobry czy zastaliśmy może Effie?
-A kto pyta jeśli mogę zapytać?
-Nazywam się Katniss,to jest Johanna,Peeta i Haymitch.
Na dźwięk imienia Haymitch,uśmiech z twarzy starszej kobiety znika natychmiastowo,bierze zamach i trzaska drzwiami.Zdenerwowany Haymitch zaczyna naciskać nerwowo na dzwonek i bić pięścią o drzwi.
Po kilku chwilach kobieta ponownie otwiera nam drzwi po czym rozbija dzbanek na głowie naszego byłego mentora.Oszołomiony kiwa się na wszystkie strony i nie potrafi nic powiedzieć.Idzie kilka kroków do tyłu i opiera się o ścianę by utrzymać równowagę.
-Ałaaaa!Co pani do diabła wyprawia,chce pani mnie zabić?!-warczy Haymitch.
-To co zrobiłeś mojej córce jest niewybaczalne.
-Co takiego?-pyta Johanna.
-Nienawidzę cię za to co jej zrobiłeś!Jeszcze masz czelność tutaj przyjeżdżać?Wynoś się stąd.
-Ja nic nie zrobiłem Effie,ja chce z nią tylko porozmawiać.
-Wynoście się stąd wszyscy bo wezwę policję!
-Ale panno Trinket- zwraca się do niej Peeta.
-Czy ja mówię niewyraźnie?Wynoście się z mojego domu!
-Mamo-krzyczy zza kobiety Effie.
-Effie,proszę cię ja chcę z tobą tylko porozmawiać.
-Do jasnej cholery ty skończony pijaku wynoś się stąd!-krzyczy na niego wściekła kobieta.
-Mamo proszę,pozwól im wejść to są moi przyjaciele.
- Co takiego?Ty tego skończonego łajdaka nazywasz przyjacielem?
-Mamo proszę uspokój się.
-Rób już jak uważasz,ale jeszcze raz przyjdziesz mi do mojego domu z płaczem to nie ręczę za siebie.
-Effie,co się stało?
-Może najpierw wejdziecie do środka.
Wchodzimy powoli do domu matki Effie.Na samym środku ogromnego mieszkania stoi kilkumetrowe akwarium w,którym pływa mnóstwo różnych gatunków ryb.Ściany pomieszczenia mienią się różnymi odcieniami koloru brzoskwiniowego na,których wiszą obrazy z panoramą miast.Z lewej strony znajdują się piękne,metalowe,czarne,kręcone schody ze zdobieniami prowadzące na górę.
Może napijecie się czegoś lub coś zjecie?Mam bardzo dobre ciasto i sok porzeczkowy.
-Z miłą chęcią Effie.
-Już wam przynoszę.
Po chwili wychodzi z kuchni i podaje nam duży kawałek sernika i sok porzeczkowy po czym podchodzi do mnie.
-Katniss, jak dobrze cię widzieć!-mówi z uśmiechem na twarzy, w między czasie całując mnie w oba policzki.
-Mnie ciebie też-odwzajemniam jej uśmiech.
Siadamy na czarnej skórzanej kanapie.
-Effie?-pyta podenerwowany Haymitch.
-Ty nic nie zrozumiałeś z tej kartki,którą ci napisałam i zostawiłam na stoliku w sypialni?
-Ja..no-jąka się.
Effie wzdycha i bierze głęboki oddech.
-Powiedz w końcu do jasnej cholery-Johanna nie wytrzymuje.
-Jestem w ciąży.
-To już wiem ale z kim?
-Z Haymitchem
Johanna krztusi się sokiem porzeczkowym po czym wypluwa go na śnieżnobiały dywan.Peeta zamiera w bezruchu a ja cicho się śmieję.Naprawdę nie pomyślałabym,że Effie z Haymitchem może być w ciąży.Dawno mnie tak nikt nie zaskoczył i,że Haymitch może być z Effie.
-Johanna ten dywan kosztował majątek!
-A ja omal nie dostałam przez was zawału!Jak to z nim?
-Wiesz jak trudno doprać taki śnieżnobiały dywan?
-Dobra,dobra panno Trinket odkupię ci ten cholerny dywan-mówi z irytacją w głosie.
-Który to miesiąc?-pytam.
-Jestem w trzecim miesiącu ciąży.
-Gratuluję-mówi ciepło Peeta.
-Ale jak to z nim?-Johanna wybucha śmiechem i spada na podłogę.
-Dziękuję,tak jakoś wyszło.Przepraszam was,że was tak zostawiłam ale bałam się wam to powiedzieć a w szczególności Haymitchowi.A ty panno Mason co wyprawiasz?Nasi sąsiedzi pomyślą,że jesteśmy jakimiś dzikusami.
Mason nie reaguje tylko nadal turla się po podłodze próbując powstrzymać się od śmiechu.
-Dlaczego mi od razu tego nie powiedziałaś?
-Ty myślisz,że to było dla mnie łatwe?Ja też byłam w ogromnym szoku jak się dowiedziałam.
-A ja??Myślisz,że nie jestem w szoku?
-Przepraszam was moi drodzy.Muszę porozmawiać z nim w cztery oczy.
-Dobrze,to poczekamy.
Effie prowadzi Haymitcha do drugiego pokoju.Johanna nie wytrzymuje i idzie za nimi i podgląda ich przez dziurę od klucza.
-Kłócą się teraz.
-Johanna daj im spokój.
-Ciii mi tam,jedzcie ten sernik i nie gadajcie.
Spoglądam na Peete a on na mnie,zaczynamy cicho chichotać.
-Ooo całują się-Johanna naciska klamkę drzwi i wkracza do pokoju.
-Nie mogłam przepuścić takiej okazji-wybucha śmiechem.
-Zwariowałaś?
-Dobra gołąbeczki ale musiałam to zobaczyć,ja lepiej już pójdę.
Dumna Johanna przychodzi do nas i siada na kanapie.Niedługo po niej wracają do nas Effie z Haymitchem,siadają obok nas i dokańczamy jedzenie pysznego ciasta.Następnie Effie informuje nas,że postanowiła wrócić do 12 i zamieszkać razem z Haymitchem.
Potem wszyscy pomagamy Effie pozbierać ,,kilka'' jej pudeł z butami i ubraniami.Gdy weszłam do jej starego pokoju dostałam oczopląsu.Po całym pomieszczeniu walają się buty we wszystkich możliwych wzorach i kolorach.Nigdy w życiu nie widziałam,żeby jedna osoba miała ich aż tyle. Zabieramy większość pudeł i wnosimy je do poduszkowca i lecimy z powrotem do dwunastki.
Kieruję się prosto do swojego domu,nie obracam się za siebie,ponieważ wiem,że Peeta cały czas na mnie patrzy,wiem,że czeka na mnie,żebym z nim porozmawiała ale czeka mnie jeszcze poważna rozmowa z moją mamą.Postaram się szybko z nią porozmawiać a potem zajrzę do Peety.
Wchodzę cicho do swojego domu.Ściągam kurtkę i kładę ją na wieszaku następnie ściągam zaśnieżone buty i kładę je równo obok kaloryfera.Wchodzę do kuchni i widzę mamę przeglądającą gazetę.
-Cześć kochanie.
-Cześć.
-Jesteś może głodna?Zrobiłam gulasz,wyszedł mi całkiem nieźle.
-Nie dziękuję nie jestem głodna.
-Ależ nalegam,żebyś coś zjadła.
-Mamo przestań,nie jestem głodna.Lepiej mi powiedz co spowodowało twój przyjazd.
-Musiałam się z tobą zobaczyć.Kiedy Haymitch zadzwonił do mnie i powiedział,że zaginęłaś rzuciłam wszystko i przyjechałam tutaj.
-Dopiero teraz zaczęło ci na mnie zależeć?
-Kochanie,jesteś moją córką,nigdy nie przestanie mi na tobie zależeć.Kocham cię najmocniej na świecie.
-To dlaczego wyjechałaś i zostawiłaś mnie tu samą?!-krzyczę.
-Myślałam,że nie chcesz mnie widzieć,praktycznie ze sobą nie rozmawiałyśmy.Wydawało mi się to wtedy najlepszym rozwiązaniem.
-To się myliłaś,brakowało mi ciebie.A ty miałaś mnie gdzieś przez tyle miesięcy.Dopiero teraz obudziło się w tobie sumienie?Co z ciebie za matka.
Z policzków mamy zaczynają płynąć strumienie łez,których nie chce w żaden sposób zamaskować.
- Przepraszam kochanie.
-Zwykłe przepraszam nie wystarczy mamo,nie rozumiesz,że przez ten cały czas mi ciebie brakowało?Zostałam całkowicie sama a ty pojechałaś bez słowa pożegnania.
-Nie wiedziałam co robić.Nie mogłam tutaj zostać.
-A ty co myślisz,że ja mogłam?-krzyczę na nią.
-Katniss ja tak bardzo cię przepraszam,wybacz mi.
-Przepraszam nic nie zmieni!-krzyczę.
W mojej głowie rodzi się coś na kształt współczucia.Nadal jestem zła na nią,że zostawiła mnie tutaj całkiem samą ale z jednej strony jest mi jej trochę jej teraz żal i cieszę się,że zrozumiała swój błąd i przyjechała tutaj.Musiałam jej wszystko powiedzieć co czuję,ponieważ bym nie wytrzymała dusząc to wszystko w sobie.Mam nadzieję,że nasze relacje będą teraz lepsze i nie zostawi mnie po raz kolejny samą.Po raz kolejny odzyskałam dawną matkę.
-Cieszę się,że przyjechałaś.
-Co?-ociera łzy z policzków.
-Cieszę się,że przyjechałaś-powtarzam wyraźnie.
Mama wstaje z krzesła i mnie przytula.Obejmuję ją rękami i przytulam się do niej mocno.
-Kocham cię mamo.
-Ja ciebie też kochanie.
Proszę mamę o nałożenie gulaszu do miski,ona odpowiada mi szczerym uśmiechem i robi to o co ją proszę.
Kiedy kończę jeść gulasz dziękuję mamie za dobry obiad i za to,że postanowiła przyjechać.Później idę na górę zmienić ubranie i wziąć prysznic.Przez cały czas myślę co mogłabym powiedzieć Peecie.Jak bardzo go przepraszam za swoje zachowanie i jaka jestem zła na siebie za to,że go zostawiłam.Nie potrafię wymyślić sensownego wytłumaczenia ale postanawiam,że jeszcze dzisiaj pójdę do jego domu.Gdy już się umyłam i ubrałam schodzę z powrotem na dół,ubieram kurtkę i buty i udaję się prosto do domu Peety.
Przechodzę kilka metrów przez zaśnieżoną drogę i już jestem przed domem blondyna.Wchodzę po schodach i kilka razy naciskam na dzwonek.
Moja mama podchodzi do mnie i patrzy na mnie badawczym wzrokiem.
-Po co tu przyjechałaś?-prycham
-Musiałam tu przyjechać kiedy usłyszałam,że uciekłaś,bałam się,że coś ci się stało.
-Jak wyjeżdżałaś bez pożegnania to jakoś się nie bałaś.
-Katniss przepraszam,nie mogłam tutaj zostać.
-Jak to nie mogłaś?!!!-krzyczę na nią.
-Wszystko co tutaj było kojarzyło mi się z twoim ojcem i Prim.Nie mogłam spać całymi nocami,bałam się,że znowu będzie wojna,że stracę i ciebie.
-Wyjeżdżając i zostawiając mnie samą co myślałaś? Że mi będzie lżej?Gdyby nie Peeta nie byłoby mnie tutaj,to była wtedy jedyna osoba na,której mogłam polegać,mogłaś tutaj w ogóle nie przyjeżdżać,zmarnowałaś tylko swój czas!
-Katniss kochanie ja nie widziałam co mam robić,nie mogłam patrzeć na to wszystko.
-A ja mogłam?-z moich policzków zaczynają płynąć ciepłe,słone łzy.
-Przepraszam,nigdy sobie tego nie wybaczę-podchodzi do mnie i mnie przytula.
Z początku niechętnie przytuliłam mamę,dopiero po chwili uświadomiłam sobie jak bardzo mi jej brakowało.Jestem na nią wściekła za to,że zostawiła mnie samą na pastwę losu ale z drugiej strony ciesze się,że przyjechała i martwiła się o mnie,lecz nie będę tego okazywać,niech wie,że jestem na nią zła.
Odrywam się od mamy i patrzę głęboko w jej niebieskie oczy.Uśmiecha się do mnie,po czym z jej oczu zaczynają płynąć łzy wzruszenia.Staram się również do niej uśmiechnąć ale wychodzi mi to z ogromnym trudem.Spoglądam na stojącego obok okna Peetę,który wpatruje się we mnie.Podchodzę do niego i patrzę w jego piękne błękitne oczy,nie widziałam ich miesiąc a już zdążyłam się za nimi stęsknić.Blondyn uśmiecha się do mnie a ja odwdzięczam mu uśmiech.
-Katniss przepraszam cię za wszystko,jestem potworem wiem,że nigdy mi tego nigdy nie wybaczysz.
Nie mogę wykrztusić z siebie ani jednego słowa,jestem zszokowana całą sytuacją i nie potrafię dobrać odpowiednich słów.
-Peeta przestań....-mówię cicho ale stanowczo.
-Wiem,że mnie nienawidzisz i zapewne nie będziesz ze mną rozmawiać,wiem o tym.Przepraszam.
Błękitnooki patrzy prosto w moje szare oczy oczekując najgorszego,prawdopodobnie myśli,że zaraz go uderzę lub zacznę się po nim wydzierać.Nie robię tego,podchodzę bliżej chłopaka i mocno go przytulam.
-To ja powinnam cię przeprosić-szepcze wprost do ucha blondyna.
Blondyn przytula mnie jeszcze mocniej do siebie po czym spogląda jeszcze raz na mnie nic nie mówiąc.
-Zniszczyłem wszystko co odbudowałem-mówi ledwo słyszalnym głosem.
-Dlatego spróbujemy to powoli odbudować-uśmiecham się do Peety.
-Dziękuję.
-Tak oto więc panna Katniss i pan Peeta nareszcie się pogodzili!Dziękujemy wszystkim za uwagę-mówi przez śmiech Johanna.
Wszyscy patrzymy się na nią ze zdziwieniem
-Przepraszam was wszystkich ale muszę znaleźć Effie-wtrąca Haymitch.
-Idziemy razem z tobą-zwraca się do niego Johanna.
-Nie,wolę załatwić to sam.
-Nie ma mowy pijaku-mówi poirytowana Mason.
-Coś ty powiedziała?
-To co słyszałeś,jedziemy z tobą i koniec.
Haymitch burczy coś pod nosem i pokazuje ręką żebyśmy poszli za nim.
Mama została sama w domu,nie miałam najmniejszej ochoty z nią teraz rozmawiać ani ją ze sobą zabierać.Boli mnie to,że zostawiła mnie samą na tyle miesięcy.Nie jestem w stanie z nią teraz rozmawiać,mogłabym znowu zacząć płakać lub zacząć ją wyzywać jaką to jest okropną matką.
Całą czwórką idziemy do poduszkowca.Siadam koło Johanna i zapinam pasy bezpieczeństwa.
Przez całą drogę do Kapitolu unikam rozmowy z Peetą.Jestem wściekła na samą siebie za to jak zareagowałam na jego atak,powinnam rzeczywiście poinformować o tym wszystkich a nie uciekać do lasu i chować się razem z Galem w drewnianej chatce przez miesiąc.Jak mogłam być tak głupia i zostawić go z błyszczącymi wspomnieniami.Przecież to nie jest jego wina co zrobił z nim Kapitol.
Po 20 minutach drogi wchodzimy do 40 piętrowego bloku mieszkalnego,w środku panuje istny chaos kolorów.Jest tu ich tak dużo,że całkowicie tracę orientację.Na suficie wisi ogromny 5 metrowy żyrandol z migoczącymi lampkami,które rażą na wszystkich w oczy.Wchodzimy do windy i jedziemy na 9 piętro.
Wychodzimy i kierujemy się do mieszkania matki Effie.Haymitch nerwowo naciska kilka razy dzwonek dopóki nie otworzyła nam starsza kobieta.Ma około 60 lat,na twarzy ma ogromną ilość makijażu,która mogłaby być wykorzystana do wymalowania około 5 osób, kręcone rude włosy sięgają jej do ramion.Ubrana jest w zieloną koszulę do połowy ramion z dużym dekoltem,czarne szerokie spodnie i zielone buty na wysokim obcasie.
-Dzień dobry w czym mogę państwu służyć?
-Dzień dobry czy zastaliśmy może Effie?
-A kto pyta jeśli mogę zapytać?
-Nazywam się Katniss,to jest Johanna,Peeta i Haymitch.
Na dźwięk imienia Haymitch,uśmiech z twarzy starszej kobiety znika natychmiastowo,bierze zamach i trzaska drzwiami.Zdenerwowany Haymitch zaczyna naciskać nerwowo na dzwonek i bić pięścią o drzwi.
Po kilku chwilach kobieta ponownie otwiera nam drzwi po czym rozbija dzbanek na głowie naszego byłego mentora.Oszołomiony kiwa się na wszystkie strony i nie potrafi nic powiedzieć.Idzie kilka kroków do tyłu i opiera się o ścianę by utrzymać równowagę.
-Ałaaaa!Co pani do diabła wyprawia,chce pani mnie zabić?!-warczy Haymitch.
-To co zrobiłeś mojej córce jest niewybaczalne.
-Co takiego?-pyta Johanna.
-Nienawidzę cię za to co jej zrobiłeś!Jeszcze masz czelność tutaj przyjeżdżać?Wynoś się stąd.
-Ja nic nie zrobiłem Effie,ja chce z nią tylko porozmawiać.
-Wynoście się stąd wszyscy bo wezwę policję!
-Ale panno Trinket- zwraca się do niej Peeta.
-Czy ja mówię niewyraźnie?Wynoście się z mojego domu!
-Mamo-krzyczy zza kobiety Effie.
-Effie,proszę cię ja chcę z tobą tylko porozmawiać.
-Do jasnej cholery ty skończony pijaku wynoś się stąd!-krzyczy na niego wściekła kobieta.
-Mamo proszę,pozwól im wejść to są moi przyjaciele.
- Co takiego?Ty tego skończonego łajdaka nazywasz przyjacielem?
-Mamo proszę uspokój się.
-Rób już jak uważasz,ale jeszcze raz przyjdziesz mi do mojego domu z płaczem to nie ręczę za siebie.
-Effie,co się stało?
-Może najpierw wejdziecie do środka.
Wchodzimy powoli do domu matki Effie.Na samym środku ogromnego mieszkania stoi kilkumetrowe akwarium w,którym pływa mnóstwo różnych gatunków ryb.Ściany pomieszczenia mienią się różnymi odcieniami koloru brzoskwiniowego na,których wiszą obrazy z panoramą miast.Z lewej strony znajdują się piękne,metalowe,czarne,kręcone schody ze zdobieniami prowadzące na górę.
Może napijecie się czegoś lub coś zjecie?Mam bardzo dobre ciasto i sok porzeczkowy.
-Z miłą chęcią Effie.
-Już wam przynoszę.
Po chwili wychodzi z kuchni i podaje nam duży kawałek sernika i sok porzeczkowy po czym podchodzi do mnie.
-Katniss, jak dobrze cię widzieć!-mówi z uśmiechem na twarzy, w między czasie całując mnie w oba policzki.
-Mnie ciebie też-odwzajemniam jej uśmiech.
Siadamy na czarnej skórzanej kanapie.
-Effie?-pyta podenerwowany Haymitch.
-Ty nic nie zrozumiałeś z tej kartki,którą ci napisałam i zostawiłam na stoliku w sypialni?
-Ja..no-jąka się.
Effie wzdycha i bierze głęboki oddech.
-Powiedz w końcu do jasnej cholery-Johanna nie wytrzymuje.
-Jestem w ciąży.
-To już wiem ale z kim?
-Z Haymitchem
Johanna krztusi się sokiem porzeczkowym po czym wypluwa go na śnieżnobiały dywan.Peeta zamiera w bezruchu a ja cicho się śmieję.Naprawdę nie pomyślałabym,że Effie z Haymitchem może być w ciąży.Dawno mnie tak nikt nie zaskoczył i,że Haymitch może być z Effie.
-Johanna ten dywan kosztował majątek!
-A ja omal nie dostałam przez was zawału!Jak to z nim?
-Wiesz jak trudno doprać taki śnieżnobiały dywan?
-Dobra,dobra panno Trinket odkupię ci ten cholerny dywan-mówi z irytacją w głosie.
-Który to miesiąc?-pytam.
-Jestem w trzecim miesiącu ciąży.
-Gratuluję-mówi ciepło Peeta.
-Ale jak to z nim?-Johanna wybucha śmiechem i spada na podłogę.
-Dziękuję,tak jakoś wyszło.Przepraszam was,że was tak zostawiłam ale bałam się wam to powiedzieć a w szczególności Haymitchowi.A ty panno Mason co wyprawiasz?Nasi sąsiedzi pomyślą,że jesteśmy jakimiś dzikusami.
Mason nie reaguje tylko nadal turla się po podłodze próbując powstrzymać się od śmiechu.
-Dlaczego mi od razu tego nie powiedziałaś?
-Ty myślisz,że to było dla mnie łatwe?Ja też byłam w ogromnym szoku jak się dowiedziałam.
-A ja??Myślisz,że nie jestem w szoku?
-Przepraszam was moi drodzy.Muszę porozmawiać z nim w cztery oczy.
-Dobrze,to poczekamy.
Effie prowadzi Haymitcha do drugiego pokoju.Johanna nie wytrzymuje i idzie za nimi i podgląda ich przez dziurę od klucza.
-Kłócą się teraz.
-Johanna daj im spokój.
-Ciii mi tam,jedzcie ten sernik i nie gadajcie.
Spoglądam na Peete a on na mnie,zaczynamy cicho chichotać.
-Ooo całują się-Johanna naciska klamkę drzwi i wkracza do pokoju.
-Nie mogłam przepuścić takiej okazji-wybucha śmiechem.
-Zwariowałaś?
-Dobra gołąbeczki ale musiałam to zobaczyć,ja lepiej już pójdę.
Dumna Johanna przychodzi do nas i siada na kanapie.Niedługo po niej wracają do nas Effie z Haymitchem,siadają obok nas i dokańczamy jedzenie pysznego ciasta.Następnie Effie informuje nas,że postanowiła wrócić do 12 i zamieszkać razem z Haymitchem.
Potem wszyscy pomagamy Effie pozbierać ,,kilka'' jej pudeł z butami i ubraniami.Gdy weszłam do jej starego pokoju dostałam oczopląsu.Po całym pomieszczeniu walają się buty we wszystkich możliwych wzorach i kolorach.Nigdy w życiu nie widziałam,żeby jedna osoba miała ich aż tyle. Zabieramy większość pudeł i wnosimy je do poduszkowca i lecimy z powrotem do dwunastki.
Kieruję się prosto do swojego domu,nie obracam się za siebie,ponieważ wiem,że Peeta cały czas na mnie patrzy,wiem,że czeka na mnie,żebym z nim porozmawiała ale czeka mnie jeszcze poważna rozmowa z moją mamą.Postaram się szybko z nią porozmawiać a potem zajrzę do Peety.
Wchodzę cicho do swojego domu.Ściągam kurtkę i kładę ją na wieszaku następnie ściągam zaśnieżone buty i kładę je równo obok kaloryfera.Wchodzę do kuchni i widzę mamę przeglądającą gazetę.
-Cześć kochanie.
-Cześć.
-Jesteś może głodna?Zrobiłam gulasz,wyszedł mi całkiem nieźle.
-Nie dziękuję nie jestem głodna.
-Ależ nalegam,żebyś coś zjadła.
-Mamo przestań,nie jestem głodna.Lepiej mi powiedz co spowodowało twój przyjazd.
-Musiałam się z tobą zobaczyć.Kiedy Haymitch zadzwonił do mnie i powiedział,że zaginęłaś rzuciłam wszystko i przyjechałam tutaj.
-Dopiero teraz zaczęło ci na mnie zależeć?
-Kochanie,jesteś moją córką,nigdy nie przestanie mi na tobie zależeć.Kocham cię najmocniej na świecie.
-To dlaczego wyjechałaś i zostawiłaś mnie tu samą?!-krzyczę.
-Myślałam,że nie chcesz mnie widzieć,praktycznie ze sobą nie rozmawiałyśmy.Wydawało mi się to wtedy najlepszym rozwiązaniem.
-To się myliłaś,brakowało mi ciebie.A ty miałaś mnie gdzieś przez tyle miesięcy.Dopiero teraz obudziło się w tobie sumienie?Co z ciebie za matka.
Z policzków mamy zaczynają płynąć strumienie łez,których nie chce w żaden sposób zamaskować.
- Przepraszam kochanie.
-Zwykłe przepraszam nie wystarczy mamo,nie rozumiesz,że przez ten cały czas mi ciebie brakowało?Zostałam całkowicie sama a ty pojechałaś bez słowa pożegnania.
-Nie wiedziałam co robić.Nie mogłam tutaj zostać.
-A ty co myślisz,że ja mogłam?-krzyczę na nią.
-Katniss ja tak bardzo cię przepraszam,wybacz mi.
-Przepraszam nic nie zmieni!-krzyczę.
W mojej głowie rodzi się coś na kształt współczucia.Nadal jestem zła na nią,że zostawiła mnie tutaj całkiem samą ale z jednej strony jest mi jej trochę jej teraz żal i cieszę się,że zrozumiała swój błąd i przyjechała tutaj.Musiałam jej wszystko powiedzieć co czuję,ponieważ bym nie wytrzymała dusząc to wszystko w sobie.Mam nadzieję,że nasze relacje będą teraz lepsze i nie zostawi mnie po raz kolejny samą.Po raz kolejny odzyskałam dawną matkę.
-Cieszę się,że przyjechałaś.
-Co?-ociera łzy z policzków.
-Cieszę się,że przyjechałaś-powtarzam wyraźnie.
Mama wstaje z krzesła i mnie przytula.Obejmuję ją rękami i przytulam się do niej mocno.
-Kocham cię mamo.
-Ja ciebie też kochanie.
Proszę mamę o nałożenie gulaszu do miski,ona odpowiada mi szczerym uśmiechem i robi to o co ją proszę.
Kiedy kończę jeść gulasz dziękuję mamie za dobry obiad i za to,że postanowiła przyjechać.Później idę na górę zmienić ubranie i wziąć prysznic.Przez cały czas myślę co mogłabym powiedzieć Peecie.Jak bardzo go przepraszam za swoje zachowanie i jaka jestem zła na siebie za to,że go zostawiłam.Nie potrafię wymyślić sensownego wytłumaczenia ale postanawiam,że jeszcze dzisiaj pójdę do jego domu.Gdy już się umyłam i ubrałam schodzę z powrotem na dół,ubieram kurtkę i buty i udaję się prosto do domu Peety.
Przechodzę kilka metrów przez zaśnieżoną drogę i już jestem przed domem blondyna.Wchodzę po schodach i kilka razy naciskam na dzwonek.
niedziela, 25 października 2015
Rozdział 7.Gale
Witajcie!Dziś kolejny rozdział,wybaczcie mi,że nie dodałam go wcześniej ale nie mam ostatnio czasu na nic.Z góry przepraszam za błędy.
Zapraszam was serdecznie do czytania i komentowania.Każdy wasz komentarz i opinia są dla mnie bardzo ważne.
Zbiegam przerażona po schodach i wbiegam do salonu gdzie widzę zapaloną lampkę.
Rozglądam się po pomieszczeniu i dostrzegam w prawym rogu Peetę,który trzyma w prawej ręce zakrwawiony nóż.Z jego dłoni leje się krew,która kapie na drewnianą podłogę.
Podchodzę do niego i przyklękam obok,dotykam jego dłoni i mówię
-Peeta dlaczego to zrobiłeś?-pytam blondyna przerażona.
Nie odpowiada tylko skupia swój wzrok na suficie.
-Peeta proszę odpowiedz mi co ci się stało,dlaczego się pociąłeś,chodź opatrzę ci ręce.-mówię przerażona i próbuję ponownie dotknąć zakrwawionych dłoni chłopaka.
Blondyn wstaje i patrzy na mnie przestraszony swoimi błękitnymi oczami,które wyglądają inaczej niż te w,których zawszę się zatapiałam.
Chcę go przytulić ale on z całej siły popycha mnie na ścianę
-Nienawidzę cię ty zmieszańcu!-krzyczy na mnie.
Uderzam plecami o ścianę i nieruchomieję w miejscu.
-Zabiłaś moich rodziców!Teraz i mnie chcesz zabić!
-Co ty mówisz Peeta,ja ich nie zabiłam oni zginęli w bombardowaniu.
-To twoja wina,ty ich zabiłaś!
-Nie możesz tak mówić,kocham cię a ty mnie,ja nigdy nie zrobię ci krzywdy.
-Kłamiesz,jesteś pier******m potworem!Nienawidzę cię,ty wszystko zniszczyłaś!
-Nie mów tak kocham cię i nigdy nie zrobiłam ci krzywdy.
-Nigdy cię nie kochałem!Jesteś nędznym potworem,spier****j stąd.
-Peeta.
-Zamknij się potworze!Zabiję cię jeżeli się do mnie zbliżysz!-wrzeszczy.
-Peeta...
-Zabiję cię słyszysz?-krzyczy i rzuca się na mnie.
Chwyta mnie za ramiona i uderza mną o ścianę,padam na twarz a on kopie mnie kilka razy w brzuch.
-Nienawidzę cię!-wrzeszczy na całe gardło.
Obraca się w stronę okna i podchodzi do niego,chwyta się drewnianego parapetu tak mocno,że niemal go łamie.Ja leżę na zimnej podłodze i próbuję powoli wstać.Nie potrafię nic powiedzieć,zaczynam płakać z bólu.Kiedy po paru minutach udaje mi się wstać wybiegam najszybciej jak potrafię w salonu,biorę kurtkę i uciekam.Wybiegam z domu i biegnę tam gdzie poniosły mnie nogi,do lasu,który zawsze był moim schronieniem przed światem..Przechodzę przez pozostałości po dawnym murze i biegnę ile mam sił.Mimo okropnego bólu brzucha,staram się uciec jak najdalej od blondyna.
Postanawiam się zatrzymać dopiero po kilometrze biegu,staję przy wysokim drzewie i opieram się o niego.Próbuję uspokoić oddech i kucam obok drzewa.Opieram głowę o pień i zakrywam załzawione oczy.
Nie potrafię się uspokoić,przez całe moje ciało przechodzą dreszcze,wybucham jeszcze większym płaczem.
Do moich uszu docierają odgłosy watahy dzikich psów,które są już niedaleko mnie.Nim zdążyłam zareagować one są już przy mnie.Jedyne co widzę to wygłodniałe pyski pełne ostrych zębów.
Budzę się prawdopodobnie wczesnym rankiem,nie wiem gdzie obecnie teraz się znajduję.Czuję pod sobą delikatny materac,moje ciało okrywa ciepły, gruby,zielony koc.Dotykam swojego czoła i czuję,że mam na nim dość sporą ilość bandaży.Dostrzegam,że na moich dłoniach znajduję się ich również spora ilość.
Rozglądam się nerwowo po drewnianym pokoju i niemal uderzam w czyjąś głowę.
-Hej Kotna.
-Co ty tutaj robisz?-podskakuję przerażona na łóżku.
-Znalazłem cię.
-Dlaczego ja tu jestem?!-krzyczę.
-Zmarzłabyś,dlatego cię tutaj zabrałem.
-Ale jak ty się tutaj znalazłeś?
-Przyjechałem,zobaczyłem cię pod tym drzewem i zabrałem cię tutaj.
-Ale...
-Kiedy wyjechaliście z Kapitolu to ja również wyjechałem,chciałem jeszcze raz z tobą porozmawiać i cię przeprosić.Potem zobaczyłem jak wybiegałaś z domu a potem te zdziczałe psy cię dopadły.Dobrze,że cię znalazłem.
-Jak je odpędziłeś?
-Znalazłem twój łuk w drzewie.
Kompletnie o nim zapomniałam przez wczorajsze wydarzenia.Byłam tak przerażona atakiem Peety,że nawet nie pomyślałam o niebezpieczeństwie i o tym,że mój łuk jest kilka kroków ode mnie,jestem skończoną idiotką.
-Błyszczące wspomnienia wróciły-mówię ledwo słyszalnym głosem podpierając się rękami na delikatnej powierzchni materaca.
-Co?
-Peeta chciał mnie zabić,błyszczące wspomnienia wróciły on oszalał.
-To było nieuniknione,one w każdej chwili mogą wrócić Kotna.
-Jakbym nie wiedziała!-krzyczę na chłopaka.
-Uspokój się-szepcze podając mi kubek ciepłej herbaty.
Nic mu nie odpowiadam,nadal nie mam ochoty z nim rozmawiać po tym co zrobił.Po co on tutaj przyjechał?
Dlaczego mnie uratował przed wygłodniałymi psami i zabrał mnie do tej chaty?
Wszystkie myśli plączą mi się w głowie,która boli mnie niemiłosiernie,na dodatek mam pogryzione ręce i otłuczone dłonie i nogi.Przez dobre 4 godziny Gale siedział przy mnie i obserwował każdy choćby najmniejszy mój ruch.Ciągle wypytując mnie czy czegoś potrzebuję i jak się czuję.Przez ten czas starałam się nie myśleć o Peecie co sprawiało mi ogromną trudność,bo kiedy tylko przypomniałam sobie o chłopaku do moich oczu zaczynały napływać łzy.Gale zauważył to natychmiastowo,próbował mnie pocieszać choć ja tłumaczyłam łzy bólem brzucha i głowy.Po kilku godzinach postanowił coś upolować ja zostałam sama w tej niedużej 3 pokojowej chatce.Może na serio źle go oceniłam,przecież on był moim najlepszym przyjacielem,może też próbował zapomnieć o całej wojnie i wrócić do normalności.Teraz gdy się mną opiekuję zaczynam przeczuwać,że może Gale'owi może zależeć na mnie.
Mijają kolejne dni,które wyglądają praktycznie tak samo.Codziennie budzę się wczesnym rankiem razem z Galem i robimy śniadanie,następnie szykujemy się na polowanie.Polujemy zazwyczaj na jelenie lub króliki,czasami zdarzy się nam również zapolować na indyki.Po udanych łowach wracamy do chaty i przyrządzamy z nich obiad i kolację.Resztę dnia spędzamy sprzątając,spacerując po lesie i oglądając telewizję.Z czasem razem z Galem powoli zaczęliśmy się dogadywać tak jak kiedyś,może nie aż tak ale widać znaczną poprawę w stosunkach między nami.Nadal nie jestem pewna do jego szczerości,dlatego nie poruszam przy nim wszystkich męczących mnie pytań.
Pewnego wieczoru,kiedy uciekliśmy do domu przed wygłodniałym niedźwiedziem spytałam go co robił w Kapitolu,wyjaśnił mi,że wezwała go Paylor by został jej prywatnym ochroniarzem,odmówił jej co bardzo jej się nie spodobało,chciała go wrzucić do więzienia lecz nie miała nic przeciwko niemu.Ale kiedy dowiedziałam się od niego co było prawdziwym powodem wezwania do Kapitolu dostałam ogromnego szoku.Kiedy Paylor wyrzuciła Gale'a za drzwi podsłuchał jej rozmowę z doradcami.Krzyczała po nich,że mają się mnie pozbyć oraz Peety.Kazała im mnie śledzić kiedy szłam do łazienki po wywiadzie,powiedziała im ,że muszę cierpieć za to,że ostatnie igrzyska się nie odbyły,ponieważ to wszystko przeze mnie i przez Peetę,co jest oczywiście zwykłym kłamstwem.Gale dowiedział się od ludzi Paylor,że przez ostatnie miesiące dzieje się z nią coś niedobrego.Krzyczy i wyzywa swoich podwładnych bez powodu i wrzuca ich do więzienia.Dostaje ataków histerii i nic nie pomaga jej się uspokoić,na dodatek jest bardzo agresywna i ostatnio prawie zabiła swoją osobistą sekretarkę,gdyby nie wkroczyli jej ochroniarze.
Ta wiadomość mną wstrząsnęła,przeczuwałam,że z Paylor dzieje się coś niedobrego ale tego się nie spodziewałam.Muszę na siebie uważać.
Parę tygodni później.
Po miesiącu postanawiam razem z Galem iść do miasta by odwiedzić jego dziewczynę.
Jest to szczupła długowłosa blondynka o dużych zielonych oczach.Ma piękne duże usta i proste sięgające do połowy pleców włosy.Znam tą dziewczynę,chodziła razem ze mną do klasy,ma na imię Judy.Jeszcze zanim pojechałam na igrzyska rozmawiałyśmy ze sobą,głownie o interesach,ponieważ pochodziła z lepszej rodziny
dlatego mogła pozwolić sobie na kupno mięsa z jelenia czy też kilku indyków parę razy w tygodniu,które upolowaliśmy z Gale'm.Rzadko z nim rozmawiała,kiedy już miała się do nas odezwać to rozmawiała ze mną,było po niej widać,że się go wstydziła.
Wychodzimy z drewnianej chaty i kierujemy się w stronę miasta.
Po kilku dobrych minutach nie wytrzymuję i pytam bruneta.
-Jak to z wami jest?
-Co niby?
-No kiedy zaczęliście się spotykać,jak ją znalazłeś.
-Po wojnie kiedy wyjechałem do 2 zobaczyłem ją w parku niedaleko mojego domu,postanowiłem do niej podejść i z nią chwilę porozmawiać.
-Ile już jesteście ze sobą?
- Jakieś chyba 4 miesiące,nie wiem jakoś nigdy nie przywiązywałem do tego wagi.
-Rozumiem.
Na tym nasza rozmowa się kończy,nie chcę być wścibska i wtrącać się w nie swoje sprawy.Gdyby Gale chciał mi coś więcej powiedzieć to zrobiłby to.
Idziemy pod nowo otwartą kawiarnię o nazwie ,,Sweet'',siadamy na ławeczce obok niej i oczekujemy na przyjście Judy.Gale powiedział mi,że kawiarnię otworzył kuzyn Peety niecałe 2 tygodnie temu i jest bardzo często odwiedzana.Czekamy na dziewczynę około 10 minut,kiedy już do nas przychodzi na jej twarzy pojawia się szeroki i szczery uśmiech.Ubrana jest w czarny,elegancki płaszcz sięgający jej do połowy uda,na szyi ma zawieszony gruby,czerwony szalik.Na stopach ubrane ma wysokie buty w kolorze ciemno szarym,sięgające jej przed kolana.
Witają się czule po czym ściskam i lekko uśmiecham się do wybranki Gale'a
-Cześć Katniss
-Cześć Judy
-Miło mi cię znów widzieć.
-Mi ciebie również,myślałam,że nie żyjesz.
-Nie było by mnie teraz gdyby nie Gale-całuje Gale'a w policzek.
Uśmiecham się do nich.Ktoś podbiega do mnie z lewej strony i szarpie mnie za ramię.
-Co ty sobie wyobrażasz?-krzyczy pijany Abernathy.
-Co?!!-krzyczę zdezorientowana.
-Myśleliśmy,że nie żyjesz,dlaczego uciekłaś?
-On chciał mnie zabić!-wybucham
-To wszystko przez te cholerne wspomnienia Katniss,to nie jest jego wina!- wrzeszczy na mnie Johanna.
-Nazwał mnie mordercą i chciał mnie zabić-wybucham płaczem.
-Katniss...
-Gdyby nie Gale,na pewno bym już nie żyła.
-On był przez cały miesiąc na leczeniu,przez ten cały czas był w szpitalu i mówił ciągle o tobie.Pytał gdzie jesteś i dlaczego cię przy nim nie ma a ja nigdy nie mogłem mu powiedzieć prawdy skarbie.To nie jego wina!
Patrzę karcącym spojrzeniem na pijanego Haymitcha,ponieważ nie rozumiem dlaczego on jest na mnie taki wściekły,przecież ja nic nie zrobiłam złego.Czy on w ogóle wie co stało się tamtej nocy i co mnie spotkało?
-Ty idiotko jak mogłaś zostawić go samego!
-Ogłuchłaś?!On chciał mnie zabić!
-Mogłaś nam o tym powiedzieć!A nie znikać na cały miesiąc.Martwiliśmy się o ciebie ciemna maso,co ty sobie wyobrażałaś.Myśleliśmy,że coś ci się stało.
Czy ja mówię do nich niewyraźnie,nie mogłam zostać w domu,Peeta jest nieobliczalny,mógł zrobić mi krzywdę albo na dodatek mnie zabić.Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo bez żadnego zastanowienia,więc niech ci idioci skończą po mnie krzyczeć i niech zajmą się swoimi własnymi sprawami.
Po 30 minutach sprzeczek między mną a Johanną ,Haymitch namówił mnie na krótkie odwiedziny w domu Peety dlatego iż podobno za mną bardzo tęskni i chce mnie zobaczyć,chociaż kiedy widziałam go po raz ostatni chciał mnie zabić.Gale razem z Judy poszli na romantyczną kolację,za wszelką cenę próbowali iść z nami do domu Peety lecz kazałam im zostać,ponieważ nie chciałabym ich mieszać w swoje prywatne sprawy a chciałam żeby cieszyli się wspólną kolacją. Kiedy już jesteśmy niedaleko domu Peety, Aberntahy postanawia jeszcze zajrzeć do swojego domu i powiadomić Effie,że nic mi nie jest i ,że żyję,ponieważ przez cały miesiąc okropnie się o mnie martwiła i cały czas błagała go,żeby poszedł mnie szukać.Po upływie kilku sekund trzaska drzwiami i wybiega z domu jak poparzony z kartką papieru w dłoni.
-Widziałaś Effie jak wychodziła?-pyta zdyszany Mason.
-Nie.
-Effie!!Zobacz co ta wariatka napisała-podaje mi kartkę papieru.
,,Haymitch !''
,,Nie mogłam tego dłużej znieść,próbowałam ci o tym powiedzieć ale nic do ciebie nie docierało a na dodatek się bałam.Wyjeżdżam, nie szukaj mnie,może kiedyś spotkamy się razem we troje''
-Co to ma do cholery być?
W głowie krążą mi tysiące myśli,ale obstawiam jedną,Effie może być w ciąży.
Tylko z kim,no na pewno nie z Haymitchem,to byłoby niemożliwe i niewyobrażalne.Ktoś musi być ojcem dziecka tylko kto.Nie bez powodu napisałaby taką kartkę i nie wspominałaby,że spotkają się razem we troje.Podaję kartkę mentorowi i odchodzę od niego parę kroków.
Były mentor ponownie do mnie podchodzi i patrzy na mnie wyczekującym wzrokiem.
-O co jej chodzi?
-Ona może być w ciąży!-nie wytrzymuję i krzyczę na mężczyznę.
-Co takiego?
-Nie rozumiesz?Ona jest w ciąży!-krzyczy Johanna oglądając kartkę.
Haymitch odchodzi ode mnie parę kroków,chwyta się za głowę i klnie pod nosem.
Patrzę na niego i zastanawiam się dlaczego on tak zareagował,może on wie coś czego ja nie wiem.
Może wie kto może być ojcem dziecka Effie ale dlaczego zareagował tak gwałtownie?
Wchodzę razem z Haymitchem oraz Johanną do domu Peety .W środku panuje idealna cisza a w powietrzu unosi się woń pieczonego chleba.Ściągamy buty i kurtki i idziemy do salonu,przy oknie stoi Peeta,przez ten miesiąc zmienił się,schudł parę kilogramów,jego skóra stała się o wiele bledsza a włosy są w okropnym nieładzie.Podchodzimy do sofy i siadamy na niej,blondyn obraca się w naszą stronę i nie odzywa się,skupia swój wzrok na ciemno pomarańczowej ścianie salonu.
-Ty żyjesz-mówi cicho.
Spuszczam wzrok z chłopaka,przypominam sobie tą noc,kiedy jego wspomnienia wróciły,gdy mnie uderzył i oskarżył o zabicie swoich rodziców.Nie mam w sobie na tyle odwagi by spojrzeć chłopakowi w oczy.Mimo tego,że minął już miesiąc i Peeta przeszedł terapię nie potrafię.
-Chyba musicie sobie coś wyjaśnić-mówi donośnym głosem Johanna.
-Nic nie musimy sobie wyjaśniać-prycham.
Do pokoju wchodzi osoba,którą widziałam ostatni raz ponad pół roku temu,kiedy wchodziła do taksówki i nawet się ze mną nie pożegnała.Teraz wygląda inaczej,przytyła kilka kilogramów,ma teraz krótsze włosy i pomalowane usta.Na jej twarzy nie widać już takiego zmęczenia jak kiedyś,gdybym jej nie znała nie poznałabym jej.
Zapraszam was serdecznie do czytania i komentowania.Każdy wasz komentarz i opinia są dla mnie bardzo ważne.
Zbiegam przerażona po schodach i wbiegam do salonu gdzie widzę zapaloną lampkę.
Rozglądam się po pomieszczeniu i dostrzegam w prawym rogu Peetę,który trzyma w prawej ręce zakrwawiony nóż.Z jego dłoni leje się krew,która kapie na drewnianą podłogę.
Podchodzę do niego i przyklękam obok,dotykam jego dłoni i mówię
-Peeta dlaczego to zrobiłeś?-pytam blondyna przerażona.
Nie odpowiada tylko skupia swój wzrok na suficie.
-Peeta proszę odpowiedz mi co ci się stało,dlaczego się pociąłeś,chodź opatrzę ci ręce.-mówię przerażona i próbuję ponownie dotknąć zakrwawionych dłoni chłopaka.
Blondyn wstaje i patrzy na mnie przestraszony swoimi błękitnymi oczami,które wyglądają inaczej niż te w,których zawszę się zatapiałam.
Chcę go przytulić ale on z całej siły popycha mnie na ścianę
-Nienawidzę cię ty zmieszańcu!-krzyczy na mnie.
Uderzam plecami o ścianę i nieruchomieję w miejscu.
-Zabiłaś moich rodziców!Teraz i mnie chcesz zabić!
-Co ty mówisz Peeta,ja ich nie zabiłam oni zginęli w bombardowaniu.
-To twoja wina,ty ich zabiłaś!
-Nie możesz tak mówić,kocham cię a ty mnie,ja nigdy nie zrobię ci krzywdy.
-Kłamiesz,jesteś pier******m potworem!Nienawidzę cię,ty wszystko zniszczyłaś!
-Nie mów tak kocham cię i nigdy nie zrobiłam ci krzywdy.
-Nigdy cię nie kochałem!Jesteś nędznym potworem,spier****j stąd.
-Peeta.
-Zamknij się potworze!Zabiję cię jeżeli się do mnie zbliżysz!-wrzeszczy.
-Peeta...
-Zabiję cię słyszysz?-krzyczy i rzuca się na mnie.
Chwyta mnie za ramiona i uderza mną o ścianę,padam na twarz a on kopie mnie kilka razy w brzuch.
-Nienawidzę cię!-wrzeszczy na całe gardło.
Obraca się w stronę okna i podchodzi do niego,chwyta się drewnianego parapetu tak mocno,że niemal go łamie.Ja leżę na zimnej podłodze i próbuję powoli wstać.Nie potrafię nic powiedzieć,zaczynam płakać z bólu.Kiedy po paru minutach udaje mi się wstać wybiegam najszybciej jak potrafię w salonu,biorę kurtkę i uciekam.Wybiegam z domu i biegnę tam gdzie poniosły mnie nogi,do lasu,który zawsze był moim schronieniem przed światem..Przechodzę przez pozostałości po dawnym murze i biegnę ile mam sił.Mimo okropnego bólu brzucha,staram się uciec jak najdalej od blondyna.
Postanawiam się zatrzymać dopiero po kilometrze biegu,staję przy wysokim drzewie i opieram się o niego.Próbuję uspokoić oddech i kucam obok drzewa.Opieram głowę o pień i zakrywam załzawione oczy.
Nie potrafię się uspokoić,przez całe moje ciało przechodzą dreszcze,wybucham jeszcze większym płaczem.
Do moich uszu docierają odgłosy watahy dzikich psów,które są już niedaleko mnie.Nim zdążyłam zareagować one są już przy mnie.Jedyne co widzę to wygłodniałe pyski pełne ostrych zębów.
Budzę się prawdopodobnie wczesnym rankiem,nie wiem gdzie obecnie teraz się znajduję.Czuję pod sobą delikatny materac,moje ciało okrywa ciepły, gruby,zielony koc.Dotykam swojego czoła i czuję,że mam na nim dość sporą ilość bandaży.Dostrzegam,że na moich dłoniach znajduję się ich również spora ilość.
Rozglądam się nerwowo po drewnianym pokoju i niemal uderzam w czyjąś głowę.
-Hej Kotna.
-Co ty tutaj robisz?-podskakuję przerażona na łóżku.
-Znalazłem cię.
-Dlaczego ja tu jestem?!-krzyczę.
-Zmarzłabyś,dlatego cię tutaj zabrałem.
-Ale jak ty się tutaj znalazłeś?
-Przyjechałem,zobaczyłem cię pod tym drzewem i zabrałem cię tutaj.
-Ale...
-Kiedy wyjechaliście z Kapitolu to ja również wyjechałem,chciałem jeszcze raz z tobą porozmawiać i cię przeprosić.Potem zobaczyłem jak wybiegałaś z domu a potem te zdziczałe psy cię dopadły.Dobrze,że cię znalazłem.
-Jak je odpędziłeś?
-Znalazłem twój łuk w drzewie.
Kompletnie o nim zapomniałam przez wczorajsze wydarzenia.Byłam tak przerażona atakiem Peety,że nawet nie pomyślałam o niebezpieczeństwie i o tym,że mój łuk jest kilka kroków ode mnie,jestem skończoną idiotką.
-Błyszczące wspomnienia wróciły-mówię ledwo słyszalnym głosem podpierając się rękami na delikatnej powierzchni materaca.
-Co?
-Peeta chciał mnie zabić,błyszczące wspomnienia wróciły on oszalał.
-To było nieuniknione,one w każdej chwili mogą wrócić Kotna.
-Jakbym nie wiedziała!-krzyczę na chłopaka.
-Uspokój się-szepcze podając mi kubek ciepłej herbaty.
Nic mu nie odpowiadam,nadal nie mam ochoty z nim rozmawiać po tym co zrobił.Po co on tutaj przyjechał?
Dlaczego mnie uratował przed wygłodniałymi psami i zabrał mnie do tej chaty?
Wszystkie myśli plączą mi się w głowie,która boli mnie niemiłosiernie,na dodatek mam pogryzione ręce i otłuczone dłonie i nogi.Przez dobre 4 godziny Gale siedział przy mnie i obserwował każdy choćby najmniejszy mój ruch.Ciągle wypytując mnie czy czegoś potrzebuję i jak się czuję.Przez ten czas starałam się nie myśleć o Peecie co sprawiało mi ogromną trudność,bo kiedy tylko przypomniałam sobie o chłopaku do moich oczu zaczynały napływać łzy.Gale zauważył to natychmiastowo,próbował mnie pocieszać choć ja tłumaczyłam łzy bólem brzucha i głowy.Po kilku godzinach postanowił coś upolować ja zostałam sama w tej niedużej 3 pokojowej chatce.Może na serio źle go oceniłam,przecież on był moim najlepszym przyjacielem,może też próbował zapomnieć o całej wojnie i wrócić do normalności.Teraz gdy się mną opiekuję zaczynam przeczuwać,że może Gale'owi może zależeć na mnie.
Mijają kolejne dni,które wyglądają praktycznie tak samo.Codziennie budzę się wczesnym rankiem razem z Galem i robimy śniadanie,następnie szykujemy się na polowanie.Polujemy zazwyczaj na jelenie lub króliki,czasami zdarzy się nam również zapolować na indyki.Po udanych łowach wracamy do chaty i przyrządzamy z nich obiad i kolację.Resztę dnia spędzamy sprzątając,spacerując po lesie i oglądając telewizję.Z czasem razem z Galem powoli zaczęliśmy się dogadywać tak jak kiedyś,może nie aż tak ale widać znaczną poprawę w stosunkach między nami.Nadal nie jestem pewna do jego szczerości,dlatego nie poruszam przy nim wszystkich męczących mnie pytań.
Pewnego wieczoru,kiedy uciekliśmy do domu przed wygłodniałym niedźwiedziem spytałam go co robił w Kapitolu,wyjaśnił mi,że wezwała go Paylor by został jej prywatnym ochroniarzem,odmówił jej co bardzo jej się nie spodobało,chciała go wrzucić do więzienia lecz nie miała nic przeciwko niemu.Ale kiedy dowiedziałam się od niego co było prawdziwym powodem wezwania do Kapitolu dostałam ogromnego szoku.Kiedy Paylor wyrzuciła Gale'a za drzwi podsłuchał jej rozmowę z doradcami.Krzyczała po nich,że mają się mnie pozbyć oraz Peety.Kazała im mnie śledzić kiedy szłam do łazienki po wywiadzie,powiedziała im ,że muszę cierpieć za to,że ostatnie igrzyska się nie odbyły,ponieważ to wszystko przeze mnie i przez Peetę,co jest oczywiście zwykłym kłamstwem.Gale dowiedział się od ludzi Paylor,że przez ostatnie miesiące dzieje się z nią coś niedobrego.Krzyczy i wyzywa swoich podwładnych bez powodu i wrzuca ich do więzienia.Dostaje ataków histerii i nic nie pomaga jej się uspokoić,na dodatek jest bardzo agresywna i ostatnio prawie zabiła swoją osobistą sekretarkę,gdyby nie wkroczyli jej ochroniarze.
Ta wiadomość mną wstrząsnęła,przeczuwałam,że z Paylor dzieje się coś niedobrego ale tego się nie spodziewałam.Muszę na siebie uważać.
Parę tygodni później.
Po miesiącu postanawiam razem z Galem iść do miasta by odwiedzić jego dziewczynę.
Jest to szczupła długowłosa blondynka o dużych zielonych oczach.Ma piękne duże usta i proste sięgające do połowy pleców włosy.Znam tą dziewczynę,chodziła razem ze mną do klasy,ma na imię Judy.Jeszcze zanim pojechałam na igrzyska rozmawiałyśmy ze sobą,głownie o interesach,ponieważ pochodziła z lepszej rodziny
dlatego mogła pozwolić sobie na kupno mięsa z jelenia czy też kilku indyków parę razy w tygodniu,które upolowaliśmy z Gale'm.Rzadko z nim rozmawiała,kiedy już miała się do nas odezwać to rozmawiała ze mną,było po niej widać,że się go wstydziła.
Wychodzimy z drewnianej chaty i kierujemy się w stronę miasta.
Po kilku dobrych minutach nie wytrzymuję i pytam bruneta.
-Jak to z wami jest?
-Co niby?
-No kiedy zaczęliście się spotykać,jak ją znalazłeś.
-Po wojnie kiedy wyjechałem do 2 zobaczyłem ją w parku niedaleko mojego domu,postanowiłem do niej podejść i z nią chwilę porozmawiać.
-Ile już jesteście ze sobą?
- Jakieś chyba 4 miesiące,nie wiem jakoś nigdy nie przywiązywałem do tego wagi.
-Rozumiem.
Na tym nasza rozmowa się kończy,nie chcę być wścibska i wtrącać się w nie swoje sprawy.Gdyby Gale chciał mi coś więcej powiedzieć to zrobiłby to.
Idziemy pod nowo otwartą kawiarnię o nazwie ,,Sweet'',siadamy na ławeczce obok niej i oczekujemy na przyjście Judy.Gale powiedział mi,że kawiarnię otworzył kuzyn Peety niecałe 2 tygodnie temu i jest bardzo często odwiedzana.Czekamy na dziewczynę około 10 minut,kiedy już do nas przychodzi na jej twarzy pojawia się szeroki i szczery uśmiech.Ubrana jest w czarny,elegancki płaszcz sięgający jej do połowy uda,na szyi ma zawieszony gruby,czerwony szalik.Na stopach ubrane ma wysokie buty w kolorze ciemno szarym,sięgające jej przed kolana.
Witają się czule po czym ściskam i lekko uśmiecham się do wybranki Gale'a
-Cześć Katniss
-Cześć Judy
-Miło mi cię znów widzieć.
-Mi ciebie również,myślałam,że nie żyjesz.
-Nie było by mnie teraz gdyby nie Gale-całuje Gale'a w policzek.
Uśmiecham się do nich.Ktoś podbiega do mnie z lewej strony i szarpie mnie za ramię.
-Co ty sobie wyobrażasz?-krzyczy pijany Abernathy.
-Co?!!-krzyczę zdezorientowana.
-Myśleliśmy,że nie żyjesz,dlaczego uciekłaś?
-On chciał mnie zabić!-wybucham
-To wszystko przez te cholerne wspomnienia Katniss,to nie jest jego wina!- wrzeszczy na mnie Johanna.
-Nazwał mnie mordercą i chciał mnie zabić-wybucham płaczem.
-Katniss...
-Gdyby nie Gale,na pewno bym już nie żyła.
-On był przez cały miesiąc na leczeniu,przez ten cały czas był w szpitalu i mówił ciągle o tobie.Pytał gdzie jesteś i dlaczego cię przy nim nie ma a ja nigdy nie mogłem mu powiedzieć prawdy skarbie.To nie jego wina!
Patrzę karcącym spojrzeniem na pijanego Haymitcha,ponieważ nie rozumiem dlaczego on jest na mnie taki wściekły,przecież ja nic nie zrobiłam złego.Czy on w ogóle wie co stało się tamtej nocy i co mnie spotkało?
-Ty idiotko jak mogłaś zostawić go samego!
-Ogłuchłaś?!On chciał mnie zabić!
-Mogłaś nam o tym powiedzieć!A nie znikać na cały miesiąc.Martwiliśmy się o ciebie ciemna maso,co ty sobie wyobrażałaś.Myśleliśmy,że coś ci się stało.
Czy ja mówię do nich niewyraźnie,nie mogłam zostać w domu,Peeta jest nieobliczalny,mógł zrobić mi krzywdę albo na dodatek mnie zabić.Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo bez żadnego zastanowienia,więc niech ci idioci skończą po mnie krzyczeć i niech zajmą się swoimi własnymi sprawami.
Po 30 minutach sprzeczek między mną a Johanną ,Haymitch namówił mnie na krótkie odwiedziny w domu Peety dlatego iż podobno za mną bardzo tęskni i chce mnie zobaczyć,chociaż kiedy widziałam go po raz ostatni chciał mnie zabić.Gale razem z Judy poszli na romantyczną kolację,za wszelką cenę próbowali iść z nami do domu Peety lecz kazałam im zostać,ponieważ nie chciałabym ich mieszać w swoje prywatne sprawy a chciałam żeby cieszyli się wspólną kolacją. Kiedy już jesteśmy niedaleko domu Peety, Aberntahy postanawia jeszcze zajrzeć do swojego domu i powiadomić Effie,że nic mi nie jest i ,że żyję,ponieważ przez cały miesiąc okropnie się o mnie martwiła i cały czas błagała go,żeby poszedł mnie szukać.Po upływie kilku sekund trzaska drzwiami i wybiega z domu jak poparzony z kartką papieru w dłoni.
-Widziałaś Effie jak wychodziła?-pyta zdyszany Mason.
-Nie.
-Effie!!Zobacz co ta wariatka napisała-podaje mi kartkę papieru.
,,Haymitch !''
,,Nie mogłam tego dłużej znieść,próbowałam ci o tym powiedzieć ale nic do ciebie nie docierało a na dodatek się bałam.Wyjeżdżam, nie szukaj mnie,może kiedyś spotkamy się razem we troje''
-Co to ma do cholery być?
W głowie krążą mi tysiące myśli,ale obstawiam jedną,Effie może być w ciąży.
Tylko z kim,no na pewno nie z Haymitchem,to byłoby niemożliwe i niewyobrażalne.Ktoś musi być ojcem dziecka tylko kto.Nie bez powodu napisałaby taką kartkę i nie wspominałaby,że spotkają się razem we troje.Podaję kartkę mentorowi i odchodzę od niego parę kroków.
Były mentor ponownie do mnie podchodzi i patrzy na mnie wyczekującym wzrokiem.
-O co jej chodzi?
-Ona może być w ciąży!-nie wytrzymuję i krzyczę na mężczyznę.
-Co takiego?
-Nie rozumiesz?Ona jest w ciąży!-krzyczy Johanna oglądając kartkę.
Haymitch odchodzi ode mnie parę kroków,chwyta się za głowę i klnie pod nosem.
Patrzę na niego i zastanawiam się dlaczego on tak zareagował,może on wie coś czego ja nie wiem.
Może wie kto może być ojcem dziecka Effie ale dlaczego zareagował tak gwałtownie?
Wchodzę razem z Haymitchem oraz Johanną do domu Peety .W środku panuje idealna cisza a w powietrzu unosi się woń pieczonego chleba.Ściągamy buty i kurtki i idziemy do salonu,przy oknie stoi Peeta,przez ten miesiąc zmienił się,schudł parę kilogramów,jego skóra stała się o wiele bledsza a włosy są w okropnym nieładzie.Podchodzimy do sofy i siadamy na niej,blondyn obraca się w naszą stronę i nie odzywa się,skupia swój wzrok na ciemno pomarańczowej ścianie salonu.
-Ty żyjesz-mówi cicho.
Spuszczam wzrok z chłopaka,przypominam sobie tą noc,kiedy jego wspomnienia wróciły,gdy mnie uderzył i oskarżył o zabicie swoich rodziców.Nie mam w sobie na tyle odwagi by spojrzeć chłopakowi w oczy.Mimo tego,że minął już miesiąc i Peeta przeszedł terapię nie potrafię.
-Chyba musicie sobie coś wyjaśnić-mówi donośnym głosem Johanna.
-Nic nie musimy sobie wyjaśniać-prycham.
Do pokoju wchodzi osoba,którą widziałam ostatni raz ponad pół roku temu,kiedy wchodziła do taksówki i nawet się ze mną nie pożegnała.Teraz wygląda inaczej,przytyła kilka kilogramów,ma teraz krótsze włosy i pomalowane usta.Na jej twarzy nie widać już takiego zmęczenia jak kiedyś,gdybym jej nie znała nie poznałabym jej.
środa, 14 października 2015
Rozdział 6.Trudna rozmowa.
Witam was serdecznie!Dziś kolejny rozdział!Przepraszam,że tak długo nie dodawałam kolejnego rozdziału ale cierpię na totalny brak czasu i nie mam kiedy pisać kolejnych.Życzę wam miłego czytania i z góry przepraszam na błędy ortograficzne i nie tylko.Nie jestem żadną wybitną blogerką,niestety nie potrafię pisać jak wspaniała Suzanne Collins,wybaczcie mi moje błędy,postaram się je naprawić.Nawet w szkole nasza pani od polskiego nie potrafi nas niczego nauczyć tak na marginesie to my kompletnie nic nie robimy xD.
Czekam na wasze komentarze.Mam nadzieję,że rozdział wam się spodoba.
Pozdrawiam Aaliyah Hunger Games <3.
-Co?!-krzyczę.
-Dziś będziecie mieli wywiad z Caesarem,jedziemy do Kapitolu.
-Co takiego?!-wrzeszczy Johanna.
-Kto ma mieć ten niby wywiad?-pyta głośno Peeta
-My wszyscy,ja,ty,Katniss i Johanna.
-Ja nie mam zamiaru nigdzie jechać-prycham.
-To nie ja o tym decyduję skarbie tylko Paylor.
-Nigdzie nie pojadę!
-Poduszkowiec już leci więc się zbieraj.
-Nie rozumiesz?Ja nie mam zamiaru jechać do tego durnego Kapitolu!!-wrzeszczę.
Wybiegam z kuchni i biegnę do sypialni,zamykam drzwi na klucz i rzucam się na łóżko.
Nienawidzę Kapitolu,już na samą myśl robi mi się niedobrze.Nie dość,że wszyscy wyglądają i zachowują się
jak skończeni idioci to to miejsce kojarzy mi się głównie ze Snowem i śmiercią Prim.Gdy tylko pomyśle o o niej widzę ją jako płonącą pochodnię.Kapitol to ostatnie miejsce w które chciałabym się udać.Co tym razem Paylor wymyśliła?I po co każe nam udzielać wywiadu?Moje przemyślenia przerywają uderzenia do drzwi mojej sypialni.
-Katniss otwórz drzwi!-mówi Peeta uderzając ręką o drzwi .
-Nie!Nigdzie nie jadę!-odkrzykuję.
-Proszę otwórz drzwi.
-Nie mam zamiaru!
-Otwórz te cholerne drzwi!
-Sam sobie je otwórz a najlepiej idź stąd!
-Myślisz,że ja chce tam jechać?Zrobimy to co nam każe i wrócimy.
-Odczep się!Ja nie mam zamiaru.
-Otwórz drzwi.Katniss proszę,chcę tylko z tobą porozmawiać.
-Nie!
Peeta nie odpowiada,może zrezygnował z tej idiotycznej kłótni i postanowił jakoś przekonać Haymitcha,żebym nie musiała jechać do Kapitolu.Jednak mylę się,mimo protezy Peeta szybko wchodzi na balkon po drabinie i już na nim stoi.Otrzepuje spodnie z śniegu i patrzy ze zdziwieniem na mnie.
-Czego ty chcesz?-burczę.
-Otwórz drzwi proszę .
-Nie mam zamiaru.
-Paylor chce tylko,żebyśmy udzielili wywiadu i tyle.Ludzie chcą tylko wiedzieć jak się trzymamy po tym wszystkim.Będziemy tam tylko jeden dzień.
-A co mnie to obchodzi?
-Katniss proszę otwórz te drzwi-pokazuje palcem na drzwi balkonowe.
-A co niby będę z tego miała?Jak sam się tu wspiąłeś to możesz jeszcze zejść.
Peeta obraca się plecami i próbuje zejść po drabinie.
W moim duchu pojawiają się wyrzuty sumienia dlatego postanawiam otworzyć mu drzwi.Nie wytrzymała bym tego gdyby Peecie się coś stało gdyby schodził po tej drabinie.
Zanim wchodzi do sypialni ja otwieram drzwi sypialni i schodzę z powrotem na dół do kuchni.
Po długich namowach Haymitcha postanowiłam jednak polecieć do tego nieszczęsnego Kapitolu by udzielić
wywiadu.Nie wiem czemu ten wywiad ma służyć,on wspominał o tym,że Kapitolończycy chcą wiedzieć
co u mnie,jak sobie radzę w życiu po śmierci siostry i z kim jestem aktualnie w ,,związku''.
Dobija mnie fakt,że ludzi interesują takie rzeczy jak moje prywatne życie.Najchętniej zostałabym
w domu a nie leciała tutaj i słuchała jakichś bzdetów.Życie w Kapitolu nigdy
by mi nie odpowiadało,męczyła bym się tutaj,musiałabym ubierać się w te dziwaczne stroje i gadać
z tym idiotycznym akcentem.
Po godzinie przylatuje po nas poduszkowiec,niechętnie wchodzę do niego i siadam obok Peety i Johanny.
Nie włączam się do dyskusji,nie mam na nią najmniejszej ochoty.Cały czas patrzę przez okno i oglądam widoki.Przelatujemy nad dystryktami,które zmieniły się nie do poznania,nie widać w nich żadnego śladu po wojnie.Nie ma tu już żadnych ogrodzeń,murów ani pozostałości po zburzonych domach.Jest za to pełno pięknych lasów,nowych budynków,mieniących się przeróżnymi kolorami,jest też o wiele więcej łąk na których pasą się krowy.Przed domami widzę gromadki dzieci bawiących się,kilka metrów od nich widzę prawdopodobnie ich rodziców,którzy śmieją się i bacznie ich obserwują.W pewnym sensie jestem z tego zadowolona,ponieważ cieszę się,że nie zostało śladu po tym kiedy była wojna,ograniczyło to przykre wspomnienia.
Przy wejściu czeka na nas uradowana Effie,niemal podskakuje z radości.Ubrała się w czerwoną bufiastą sukienkę na niej ma zarzucony bardzo eleganckie czarne bolerko.Effie zmieniła się przez te kilka miesięcy,wygląda na to,że odrobinę przytyła i nie nakłada już na siebie tak ogromnej ilości makijażu jak kiedyś.
-Miło mi was widzieć kochani,stęskniłam się za wami!
-My za tobą też Effie-przytulam się do Effie.
-Tak pięknie wyglądacie,no może poza tobą-wskazuje głową Haymitcha.
-Jak zawsze miła-prycha.
-Lepiej chodźcie bo się spóźnimy-pośpiesza nas.
Idziemy za Effie długimi korytarzami mieniącymi się przeróżnymi kolorami,od najjaśniejszych po najciemniejsze,na ścianach wiszą przeróżne obrazy przedstawiające wszystkie dystrykty oraz nowe Panem,przykuły one uwagę Peety,dlatego zatrzymywał się przy każdym obrazie co spowalniało nasz marsz.
Jak na tak drobną kobietę na dodatek na tak wysokich obcasach bardzo szybko się porusza,pokonuje kolejne metry w kilka sekund kiedy my wleczemy się powoli po schodach.Effie twierdzi,że przez ostatnie 2 miesiące dużo przytyła i postanawia więcej się ruszać by zrzucić zbędne kilogramy.
Prowadzi nas do sali na 3 piętrze w,której będziemy przygotowani do wywiadu.
Gdy do niej wchodzimy światło razi mnie po oczach,dopiero po kilkudziesięciu sekundach widzę w miarę wyraźnie.Sala w,której się znajdujemy jest jasno pomarańczowa,jest tu pełno czerwonych skórzanych foteli i kanap.Na ścianach wiszą wielkie fotografie z dziwnymi ubraniami w,które są ubrani mężczyźni i kobiety.W rogach sali znajdują się stoliki z lustrami na których leżą tysiące kosmetyków,szczotek i grzebieni.
Kiedy już wszyscy przekroczyliśmy próg sali witają nas Flavius,Octavia i Venia.
Po ich grymasach na twarzy widzę,że nie są zachwyceni naszym wyglądem.
-Twoje brwi -piszczy z charakterystycznym akcentem Venia.
-Kiedy ty ostatni raz się malowałaś?-skrzeczy Flavius zwracając się do Johanny.
- Spójrz w lustro dziwaku!
-Co takiego?
-Dobrze słyszysz,spójrz w lustro wyglądasz jak idiota.
-Jak ty możesz tak mówić,to ostatni krzyk mody.
-Chyba głupoty.
-Ohh nie kłóćcie się-wtrąca się Effie.
-Lepiej zabierzmy się do pracy bo mamy niewiele czasu musimy coś zrobić,żeby wyglądali normalnie.
-Jak zrobisz ze mnie takiego dziwaka jak ty to obiecuję,że osobiście cię zabiję.
Przez kolejne 30 minut siedzę obok wściekłej Johanny kiedy Flavius razem z swoją asystentką nas malują.
Staram się słuchać rad Flaviusa na temat malowania się co idzie mi z ogromnym trudem,ponieważ cały czas myślę o tym by jak najszybciej wrócić do dwunastego dystryktu.Po zrobieniu makijażu idziemy do garderoby by się ubrać.Octavia przynosi mi jedną z sukienek zaprojektowanych przez Cinnę.Kiedy tylko usłyszałam,że podchodzi od niego wiedziałam,że na pewno mi się spodoba.Sukienka jest klasyczna i bardzo elegancka.Sięga mi do kostek, i jest w kolorze ciemno zielonym,na biodrach znajduje się czarny pasek z złotą klamrą.Do kompletu są czarne szpilki na niedużym obcasie.
Kiedy już jestem ubrana do sali wchodzi Paylor wraz ze swoimi asystentami,podchodzi do nas i wita się z nami.
-Witam was wszystkich!
-Witamy.....panią....prezydent-cedzi przez zęby Johanna.
-Jak minęła wam podróż?
-Po co kazałaś nam tu przyjechać?-prycham
-Chciałam tylko wiedzieć jak się trzymacie.
-Jak widzisz żyjemy.
-Widzę,ale nie tylko ja chciałam ale cały Kapitol.
-No i ?-irytuje się Johanna.
-Powiem wam tak,ludzie bardzo chcą was zobaczyć,chcą wiedzieć dlaczego nie mieszkacie tutaj i jakie są tego powody i przeróżne inne sprawy a ja będąc prezydentem pragnę spełniać potrzeby ludzi-mówi dumnym głosem Paylor.
-To przecież bez sensu!-skrzeczy Johanna.
-Nie myślałabym tak panno Mason,ludzie za wami szaleją dlatego was tu wezwałam.Jesteście gwiazdami.
Po zakończonej rozmowie Paylor żegna się z nami,wymienia parę zdań z Haymitchem i wychodzi.
10 minut później.
Caesar Flickerman dziarsko wchodzi na scenę.Wygląda tak samo jak podczas mojego pierwszego wywiadu
,ten sam galowy strój,ciemnogranatowy,upstrzony tysiącem maleńkich,elektrycznych żaróweczek migoczących niczym gwiazdy.Pod warstwą idealnie białego podkładu widać tą samą twarz.
Pierwszą osobą,która będzie rozmawiać z Caesarem będzie Haymitch,jak zwykle ,,czarujący'' cytując wypowiedź Effie.
Każda odpowiedź na pytanie kończy się gadaniną o ulubionych i nie ulubionych trunkach.
Po Haymitchu na scenę weszła Johanna,również jak zwykle miła i urocza. Ubrana w bardzo krótką czarną koronkową sukienkę.Bez krytyki i o obelg w stronę Kapitolu nie mogło się obejść.Zakpiła również ze Snowa i Coin co bardzo mi się spodobało,obraziła także Caesara i jego idiotyczny wygląd lecz ten obrócił to wszystko w żart i wybrnął z tej niezręcznej sytuacji
-Powitajmy serdecznie następnych i najbardziej wyczekiwanych gości Peete Mellarka i dziewczynę igrającą z ogniem czyli Katniss Everdeen.
Na widowni rozlega się ogromny hałas,ludzie klaszczą,piszczą i wykrzykują nasze imiona.
Wchodzimy razem z Peetą na scenę,witamy się z Caesarem i siadamy obok siebie na kanapie.
-Miło mi ponownie was widzieć.
-Nam również.
-Jak minęła wam podróż do Kapitolu ?
-Nie narzekamy.
-My wszyscy a przede wszystkim ja cieszymy się,że mogliście tutaj przybyć na to krótkie spotkanie.Mieszkańcy Kapitolu bardzo się za wami stęsknili dlatego chcieliby wiedzieć jak sobie radzicie po wojnie,czy próbowaliście wrócić do normalnego życia i jak wam się to udaje.
-Caesarze po tym co przeżyliśmy wszyscy nigdy nie wrócimy do dawnego życia przed igrzyskami,ta cała wojna zmieniła nas wszystkich,z wielkim trudem próbujemy być tacy jak kiedyś.
-To było nieuniknione,że to co się stało zmieni nas wszystkich.
-Nie przeżyłeś tego co my-mówię donośnym głosem.
-Nie chciałem was tym urazić,że nie wiem jak przeżyliście wojnę.Bardzo was za to przepraszam.
-Niech ci będzie.
-Droga Katniss czy mogę zadać ci bardzo osobiste pytanie?
-Jeśli musisz.
-Co czułaś,kiedy widziałaś jak twoja siostra umiera a ty w żaden sposób nie mogłaś jej pomóc?
-Tego nie da się opisać w żaden sposób,kiedy na nią patrzyłam czułam się jakbym ja umierała a nie ona.
Czułam okropny ból w swoim sercu i do tej pory go czuję ponieważ nie mogłam jej w żaden sposób pomóc.-do moich oczy zaczynają napływać łzy.
-Ona zasługiwała na to by żyć w tym lepszym świecie a nie ja,była zbyt młoda,zbyt łagodna.
Ciepłe łzy spływają po moich policzkach.
-Bardzo mi przykro z tego powodu,bardzo kochałaś swoją siostrę a ja nie powinienem o to pytać Katniss.
Przytulam się do piersi blondyna.
-Zadaj im normalne pytania!-krzyczy mężczyzna z widowni.
- A więc Peeta,planujesz ponownie pracować w piekarni?
-Póki co nie zamierzam,aktualnie zajmuję się swoimi prywatnymi sprawami,ale zapewne kiedyś znów będę pracował.
-To świetnie!Pytałem wielu osób o twoje wypieki i wszyscy je bardzo zachwalali.Peeta jest utalentowanym piekarzem prawda??!-zwraca się do publiczności.
Publiczność zaczyna klaskać i tryskać entuzjazmem.
Przez następne 10 minut Caesar próbuje wyciągnąć ze mnie i z Peety informacje o tym czy jesteśmy razem.Razem próbowaliśmy wymijać te pytania by uniknąć kolejnego skandalu i paparazzi przed naszymi domami.Po zakończonym wywiadzie Caesar dziękuje nam za przybycie i za wspólnie spędzony czas.My również mu dziękujemy tylko,że nie tryskamy takim entuzjazmem jak on.Chwytam Peete za rękę i idziemy do wyjścia.Tam chwilę rozmawiamy z Effie,Haymitchem i Johanną.Postanawiam iść do toalety aby zmyć makijaż,informuję o tym Peetę i idę w kierunku toalet.
Podchodzę bliżej drzwi i zderzam się z jakimś wysokim mężczyzną.
-Przep....-podnoszę głowę do góry i niemal dostaję zawału.
Tym mężczyzną jest właśnie Gale.
-Hej Kotna!
Patrzę na niego spode łba i idę w przeciwnym kierunku.
-Ej zaczekaj.
Zaczynam biec przed siebie jak najdalej od tego potwora.Gale zaczyna za mną biec i powoli mnie dogania.
-Katniss poczekaj!
-Odwal się!
Skręcam w lewo ni zderzam się z Peetą,nie utrzymuję równowagi i spadam razem z nim na podłogę.Teraz leżę na Peecie,który jest w tak wielkim szoku,że nie może nic powiedzieć.
-Kotna!
Staje u progu drzwi i patrzy na nas z grymasem na twarzy.
-Przepraszam Peeta- wstaję z niego i pomagam mu wstać.
-Co tu się dzieje?-pyta zdezorientowany blondyn.
-On czegoś chce-pokazuję palcem na Gale'a
-Czego ty chcesz od Katniss?
-Nie twoja sprawa.
-Mi się wydaje,że chyba tak.
-Już ci powiedziałem,nie twoja sprawa i odwal się.
-Czego ty chcesz?
-Chcę tylko z tobą porozmawiać.
-Ja nie mam zamiaru.
-Proszę,to potrwa chwile.
-Nie!
-Kotna daj mi chociaż chwilę.
-Ogłuchłeś?Ona nie chce z tobą rozmawiać.
-Nie wtrącaj się kaleko!
-Zamknij się i nie mów tak do niego!
-To niech się nie wtrąca,ja tylko chce z tobą pogadać.
-Masz 5 minut i ani sekundy dłużej.
-Dobra,chodźmy tam gdzie nikt nas nie będzie podsłuchiwał-wskazuje głową na Peete.
-Katniss...
-Peeta za raz wrócę,obiecuję.
-Czekam na ciebie.
Całuję blondyna czule,odwracam się w stronę Gale'a a on spogląda na blondyna a potem na mnie.
Widzę w jego szarych oczach gniew i nienawiść.
Idę za Gale'm do pomieszczenia,które znajduje się na końcu korytarza.
-Cieszę się,że cię widzę.
-Ja akurat nie.Czego ty chcesz?
-Wytłumaczyć ci wszystko i cię przeprosić.
-Chcesz się wytłumaczyć?Że zabiłeś moją siostrę a gdy zostałam sama to wjechałeś i miałeś wszystko gdzieś.
-Kotna...
-Nie mam ochoty z tobą gadać!
-Myślisz,że mi było lekko?Nie miałem wyboru,musiałem wyjechać.
-Jak to nie miałeś wyboru?
-Nie mogłem zostać w dwunastce,nie dał bym rady.
-Ja też sobie nie dawałam rady,gdyby nie Peeta to nie wiem co było by ze mną teraz.Ty sobie po prostu wyjechałeś i olałeś mnie i wszystkich i zabiłeś niewinną Prim!-mówię przez łzy.
-To był wypadek Katniss,ja nie chciałem jej zabić.
-Morderca.
-Wybacz mi Kotna to nie była moja wina-chwyta mnie za rękę.
-Zostaw mnie!-szarpie się.
-Wybacz mi.Przepraszam się za wszystko,że cię zostawiłem,że Prim nie żyje.
-Co ty sobie wyobrażasz?Że jak tu przyjedziesz to będzie tak jak dawniej?Że ci wybaczę?
Nie wybaczę ci tego,że Prim zginęła przez ciebie.
-Wiem,że zniszczyłem wszystko,przepraszam,wiem,że nigdy mi tego nie wybaczysz.
Chciałbym odbudować,to co straciłem.Ciebie.
Gniew obejmuje mnie całą,kiedy na niego patrzę i słyszę co mówi.Miał mnie gdzieś przez tyle miesięcy i nagle odezwało się w nim sumienie?!To pewnie będzie jakiś podstęp,na pewno czegoś ode mnie oczekuje,tylko teraz udaje i mnie przeprasza,żebym mu uwierzyła w te brednie.Najchętniej uderzyłabym go w twarz i zostawiła.Nienawidzę go za to co zrobił.
-Proszę cię wybacz mi.
-Gale ja nigdy ci tego nie wybaczę,mogę jedynie cię tolerować-ostatnie słowo przychodzi mi z ogromną trudnością.
-Dla mnie to i tak dużo,dziękuję.
Patrzę na niego karcącym wzrokiem i wychodzę z pomieszczenia.
-Katniss wszystko dobrze?
-Nic nie jest dobrze!
-Katniss proszę powiedz mi o co chodzi,co chciał od ciebie Gale,dlaczego płaczesz?Co on ci zrobił?
-Chce,żebym mu wybaczyła-wybucham płaczem.
Peeta obejmuje mnie ramionami i przytula mocno do siebie,kładę głowę na jego piersi i próbuję się opanować.On wie,że teraz słowa nie są mi potrzebne.
-Proszę jedźmy już stąd,mam dość tego cholernego Kapitolu.
-Za chwilę przyleci po nas poduszkowiec-szepcze drażniąc moje ucho.
Za około 20 minut Haymitch przyszedł powiedzieć nam,że poduszkowiec już na nas czeka.
Szybko wchodzimy do niego i lecimy z powrotem do dwunastki,lecz w większym składzie.Effie stwierdziła,że stęskniła się za nami i chciałaby nas odwiedzić.Bez żadnego sprzeciwu zgodziła się mieszkać przez ten czas u Haymitcha,co zdziwiło nas wszystkich.Czyżby nasz były mentor i Effie doszli do porozumienia?
Po 2 godzinnym locie jesteśmy już w dwunastce.Razem z Peetą wychodzimy z poduszkowca najszybciej jak tylko potrafimy.Effie bez żadnego słowa sprzeciwu idzie do domu Haymitcha,natomiast zakochana Johanna idzie do Sama.Wchodzę do salonu i kładę się na kanapie,Peeta natomiast idzie do kuchni zrobić nam coś do jedzenia.Myślę cały czas o Gale'u,o tym co mi powiedział,że żałuje wszystkiego i chce wszystko naprawić,że chce odbudować nasze wspólne relacje i,że zrozumiał,że postąpił źle.Od wejścia do poduszkowca ta myśl nie daje mi spokoju.Z jednej strony brakuje mi go,kiedyś był moim najlepszym przyjacielem,mogłam z nim zawsze porozmawiać i rozumiał mnie ale z drugiej strony on jest nieobliczalny,przyczynił się do śmierci Prim,wyjechał do dwójki zostawiając mnie całkiem samą bez słowa pożegnania.Nie jestem pewna szczerości wypowiedzianych przez niego słów,może on chce się zemścić na mnie,że wybrałam Peetę a nie jego i chce bym mu zaufała a kiedy nie będę ostrożna coś mi zrobi lub Peecie?Jest też możliwość,że naprawdę zrozumiał swoje błędy i chce naprawić do co zepsuł.Sądzę,że on pragnie zemsty, on zawsze lubił się mścić na kimś,dlatego postaram się być ostrożna i powiedzieć o tym Peecie .
-Nadal myślisz o nim prawda?-wyrywa mnie z zamyślenia Peeta.
-Co?-pytam zdezorientowana.
-Pytam czy nadal myślisz o nim?
-Nadal?
-Od wejścia do poduszkowca byłaś nieobecna,z nikim nie rozmawiałaś tylko patrzyłaś w jeden punkt przez całą drogę,wiedziałem,że cały czas o nim myślisz,dlatego ci nie przeszkadzałem.
Peeta cały czas mnie czymś zaskakuje,tym,że zawsze wie co powiedzieć by nikogo nie urazić,potrafi zrobić różne rzeczy i na dodatek potrafi odgadnąć o tym co myśli.Może to było dla niego oczywistą sprawą a ja jakoś szczególnie nie próbowałam tego zamaskować.
-Aż tak dobrze mnie znasz?
-Po prostu wiem,że ty z Gale'm masz coś do załatwienia
-Co takiego?
-Katniss
-Ja nic do niego nie czuję Peeta,kocham tylko ciebie i zawszę będę cię kochać!
-Ale...-wstaję ze sofy i podchodzę do blondyna.Chwytam go za ręce i całuję namiętnie w usta.
-Możesz mnie tak częściej uciszać.
-Jak mogłeś pomyśleć,że kocham Gale'a?
-Łączyło was coś.
-To nawet nie była miłość,nigdy nic szczególnego do niego nie czułam Peeta.
-Proszę powiedz mi prawdę,chcę to wiedzieć.
-Nie.
-Boisz się,że jak powiesz mi prawdę to przestanę cię kochać?
Nie odpowiadam.
-Katniss wiesz co do ciebie czuję,kocham cię,ja tylko chcę wiedzieć prawdę.
-Ja nic do niego nie czuję,on zniszczył wszystko,chciałam o nim zapomnieć ale on się pojawił i zaczynał mnie przepraszać,mówił mi,że chce wszystko naprawić.
-Wierzysz mu?
-To jest zbyt trudne,ja nie mam pojęcia co mam o tym myśleć.Ale wydaje mi się,że on kłamie,on nie potrafi przepraszać a co ważniejsze wybaczać.
-Widziałem to po jego oczach jak na mnie spojrzał a potem na ciebie.Nigdy nie widziałem go takiego wściekłego.
-Nie wierz mu w nic co powie,on jest strasznie przebiegły.
-Dobrze -mówi całując mnie w czubek głowy.
-Kocham cię Peeta.
-Ja ciebie jeszcze bardziej.
Siada koło mnie na kanapie a ja wtulam się w jego szerokie,silne ramiona.
Zasypiam.
****************************Sen*******************************
Jestem na arenie,wokół mnie znajdują się wszyscy trybuci z 74 igrzysk.Widzę Cato,Glimmer,Clove,Marvela, Liszkę, Tresha i Rue.Patrzą na mnie nieobecnym wzrokiem,stojąc w miejscu.Podchodzę do Rue przyklękam obok niej i lekko się uśmiecham.Dziewczyna patrzy na mnie i odwdzięcza mi uśmiech po czym przeobraża się w zmieszańca,który próbował zabić mnie i Peetę na pierwszych igrzyskach.Patrzę na innych trybutów,którzy również przeobrażają się w wilcze zmieszańce.Uciekam ile mam sił w nogach,biegnę do lasu myśląc,że tam znajdę jakieś drzewo na,które mogłabym się wspiąć.Na moje nieszczęście nie ma tu żadnych drzew na,które mogłabym szybko wejść.Biegnę dalej nie oglądając się za siebie,przebiegam przez wielką błotnistą rzekę i tracę równowagę i przewracam się na lewy bok.
Z oddali słyszę wołanie Gale'a o pomoc i warczenie zmiechów lecz je ignoruję,wstaję i biegnę przed siebie.
Moim oczom ukazuję się róg obfitości do,którego biegnę bez zastanowienia.
Gdy już jestem przy nim widzę na nim klęczącego Peetę,który podaje mi ręce i wciąga mnie na górę,gdy zmieszańce już do niego dobiegają.Kiedy już jestem na górze ktoś uderza mnie w głowę i upadam na zimną powierzchnię konstrukcji. Ból przeszywa całe moje ciało.Rozglądam się i widzę jak Gale bije się z Peetą.Z nosa Peety leci strumień krwi a Gale bije go z całej siły w twarz po czym blondyn upada,Gale obraca się do mnie i zaczyna się śmiać. Patrzę na niego oraz na krwawiącego blondyna,Gale wyciąga nóż z kieszeni kurtki i wbija go w serce Peety.Chłopak po raz ostatni patrzy na mnie i wypowiada jedno słowo:Zawsze.
Próbuję wstać,lecz nie potrafię,nie mam w sobie siły.Zaczynam płakać i krztusić się własnymi łzami.Przez zapłakane oczy widzę jak Gale zrzuca ciało Peety z rogu wprost do paszcz wygłodniałych zmieszańców.Obraca się w moją stronę,podbiega do mnie i mówi szeptem do mojego ucha.
-Twój koszmar się skończył teraz jesteś bezpieczna.
Nie jestem w stanie się opanować. Moim ciałem wstrząsają dreszcze, łzy leją się strumieniem
Zaczynam szlochać i skakać po łóżku.Dopiero po chwili orientuje się,że nie ma przy mnie Peety.
Przerażona rozglądam się po pokoju lecz nigdzie go nie widzę.
Wstaję z łóżka i zapalam światło.Widzę ślady krwi na dywanie.
Przerażona zbiegam po schodach.
Czekam na wasze opinie!A co do tego wywiadu to zaspojleruję wam xD ( on miał tylko sprowadzić Katniss do Kapitolu nie chodziło w żadnym razie o to,że ludzie chcieli ich zobaczyć). Reszty dowiecie się w następnym poście.
#HungerGames#IgrzyskaŚmierci
Czekam na wasze komentarze.Mam nadzieję,że rozdział wam się spodoba.
Pozdrawiam Aaliyah Hunger Games <3.
-Co?!-krzyczę.
-Dziś będziecie mieli wywiad z Caesarem,jedziemy do Kapitolu.
-Co takiego?!-wrzeszczy Johanna.
-Kto ma mieć ten niby wywiad?-pyta głośno Peeta
-My wszyscy,ja,ty,Katniss i Johanna.
-Ja nie mam zamiaru nigdzie jechać-prycham.
-To nie ja o tym decyduję skarbie tylko Paylor.
-Nigdzie nie pojadę!
-Poduszkowiec już leci więc się zbieraj.
-Nie rozumiesz?Ja nie mam zamiaru jechać do tego durnego Kapitolu!!-wrzeszczę.
Wybiegam z kuchni i biegnę do sypialni,zamykam drzwi na klucz i rzucam się na łóżko.
Nienawidzę Kapitolu,już na samą myśl robi mi się niedobrze.Nie dość,że wszyscy wyglądają i zachowują się
jak skończeni idioci to to miejsce kojarzy mi się głównie ze Snowem i śmiercią Prim.Gdy tylko pomyśle o o niej widzę ją jako płonącą pochodnię.Kapitol to ostatnie miejsce w które chciałabym się udać.Co tym razem Paylor wymyśliła?I po co każe nam udzielać wywiadu?Moje przemyślenia przerywają uderzenia do drzwi mojej sypialni.
-Katniss otwórz drzwi!-mówi Peeta uderzając ręką o drzwi .
-Nie!Nigdzie nie jadę!-odkrzykuję.
-Proszę otwórz drzwi.
-Nie mam zamiaru!
-Otwórz te cholerne drzwi!
-Sam sobie je otwórz a najlepiej idź stąd!
-Myślisz,że ja chce tam jechać?Zrobimy to co nam każe i wrócimy.
-Odczep się!Ja nie mam zamiaru.
-Otwórz drzwi.Katniss proszę,chcę tylko z tobą porozmawiać.
-Nie!
Peeta nie odpowiada,może zrezygnował z tej idiotycznej kłótni i postanowił jakoś przekonać Haymitcha,żebym nie musiała jechać do Kapitolu.Jednak mylę się,mimo protezy Peeta szybko wchodzi na balkon po drabinie i już na nim stoi.Otrzepuje spodnie z śniegu i patrzy ze zdziwieniem na mnie.
-Czego ty chcesz?-burczę.
-Otwórz drzwi proszę .
-Nie mam zamiaru.
-Paylor chce tylko,żebyśmy udzielili wywiadu i tyle.Ludzie chcą tylko wiedzieć jak się trzymamy po tym wszystkim.Będziemy tam tylko jeden dzień.
-A co mnie to obchodzi?
-Katniss proszę otwórz te drzwi-pokazuje palcem na drzwi balkonowe.
-A co niby będę z tego miała?Jak sam się tu wspiąłeś to możesz jeszcze zejść.
Peeta obraca się plecami i próbuje zejść po drabinie.
W moim duchu pojawiają się wyrzuty sumienia dlatego postanawiam otworzyć mu drzwi.Nie wytrzymała bym tego gdyby Peecie się coś stało gdyby schodził po tej drabinie.
Zanim wchodzi do sypialni ja otwieram drzwi sypialni i schodzę z powrotem na dół do kuchni.
Po długich namowach Haymitcha postanowiłam jednak polecieć do tego nieszczęsnego Kapitolu by udzielić
wywiadu.Nie wiem czemu ten wywiad ma służyć,on wspominał o tym,że Kapitolończycy chcą wiedzieć
co u mnie,jak sobie radzę w życiu po śmierci siostry i z kim jestem aktualnie w ,,związku''.
Dobija mnie fakt,że ludzi interesują takie rzeczy jak moje prywatne życie.Najchętniej zostałabym
w domu a nie leciała tutaj i słuchała jakichś bzdetów.Życie w Kapitolu nigdy
by mi nie odpowiadało,męczyła bym się tutaj,musiałabym ubierać się w te dziwaczne stroje i gadać
z tym idiotycznym akcentem.
Po godzinie przylatuje po nas poduszkowiec,niechętnie wchodzę do niego i siadam obok Peety i Johanny.
Nie włączam się do dyskusji,nie mam na nią najmniejszej ochoty.Cały czas patrzę przez okno i oglądam widoki.Przelatujemy nad dystryktami,które zmieniły się nie do poznania,nie widać w nich żadnego śladu po wojnie.Nie ma tu już żadnych ogrodzeń,murów ani pozostałości po zburzonych domach.Jest za to pełno pięknych lasów,nowych budynków,mieniących się przeróżnymi kolorami,jest też o wiele więcej łąk na których pasą się krowy.Przed domami widzę gromadki dzieci bawiących się,kilka metrów od nich widzę prawdopodobnie ich rodziców,którzy śmieją się i bacznie ich obserwują.W pewnym sensie jestem z tego zadowolona,ponieważ cieszę się,że nie zostało śladu po tym kiedy była wojna,ograniczyło to przykre wspomnienia.
Przy wejściu czeka na nas uradowana Effie,niemal podskakuje z radości.Ubrała się w czerwoną bufiastą sukienkę na niej ma zarzucony bardzo eleganckie czarne bolerko.Effie zmieniła się przez te kilka miesięcy,wygląda na to,że odrobinę przytyła i nie nakłada już na siebie tak ogromnej ilości makijażu jak kiedyś.
-Miło mi was widzieć kochani,stęskniłam się za wami!
-My za tobą też Effie-przytulam się do Effie.
-Tak pięknie wyglądacie,no może poza tobą-wskazuje głową Haymitcha.
-Jak zawsze miła-prycha.
-Lepiej chodźcie bo się spóźnimy-pośpiesza nas.
Idziemy za Effie długimi korytarzami mieniącymi się przeróżnymi kolorami,od najjaśniejszych po najciemniejsze,na ścianach wiszą przeróżne obrazy przedstawiające wszystkie dystrykty oraz nowe Panem,przykuły one uwagę Peety,dlatego zatrzymywał się przy każdym obrazie co spowalniało nasz marsz.
Jak na tak drobną kobietę na dodatek na tak wysokich obcasach bardzo szybko się porusza,pokonuje kolejne metry w kilka sekund kiedy my wleczemy się powoli po schodach.Effie twierdzi,że przez ostatnie 2 miesiące dużo przytyła i postanawia więcej się ruszać by zrzucić zbędne kilogramy.
Prowadzi nas do sali na 3 piętrze w,której będziemy przygotowani do wywiadu.
Gdy do niej wchodzimy światło razi mnie po oczach,dopiero po kilkudziesięciu sekundach widzę w miarę wyraźnie.Sala w,której się znajdujemy jest jasno pomarańczowa,jest tu pełno czerwonych skórzanych foteli i kanap.Na ścianach wiszą wielkie fotografie z dziwnymi ubraniami w,które są ubrani mężczyźni i kobiety.W rogach sali znajdują się stoliki z lustrami na których leżą tysiące kosmetyków,szczotek i grzebieni.
Kiedy już wszyscy przekroczyliśmy próg sali witają nas Flavius,Octavia i Venia.
Po ich grymasach na twarzy widzę,że nie są zachwyceni naszym wyglądem.
-Twoje brwi -piszczy z charakterystycznym akcentem Venia.
-Kiedy ty ostatni raz się malowałaś?-skrzeczy Flavius zwracając się do Johanny.
- Spójrz w lustro dziwaku!
-Co takiego?
-Dobrze słyszysz,spójrz w lustro wyglądasz jak idiota.
-Jak ty możesz tak mówić,to ostatni krzyk mody.
-Chyba głupoty.
-Ohh nie kłóćcie się-wtrąca się Effie.
-Lepiej zabierzmy się do pracy bo mamy niewiele czasu musimy coś zrobić,żeby wyglądali normalnie.
-Jak zrobisz ze mnie takiego dziwaka jak ty to obiecuję,że osobiście cię zabiję.
Przez kolejne 30 minut siedzę obok wściekłej Johanny kiedy Flavius razem z swoją asystentką nas malują.
Staram się słuchać rad Flaviusa na temat malowania się co idzie mi z ogromnym trudem,ponieważ cały czas myślę o tym by jak najszybciej wrócić do dwunastego dystryktu.Po zrobieniu makijażu idziemy do garderoby by się ubrać.Octavia przynosi mi jedną z sukienek zaprojektowanych przez Cinnę.Kiedy tylko usłyszałam,że podchodzi od niego wiedziałam,że na pewno mi się spodoba.Sukienka jest klasyczna i bardzo elegancka.Sięga mi do kostek, i jest w kolorze ciemno zielonym,na biodrach znajduje się czarny pasek z złotą klamrą.Do kompletu są czarne szpilki na niedużym obcasie.
Kiedy już jestem ubrana do sali wchodzi Paylor wraz ze swoimi asystentami,podchodzi do nas i wita się z nami.
-Witam was wszystkich!
-Witamy.....panią....prezydent-cedzi przez zęby Johanna.
-Jak minęła wam podróż?
-Po co kazałaś nam tu przyjechać?-prycham
-Chciałam tylko wiedzieć jak się trzymacie.
-Jak widzisz żyjemy.
-Widzę,ale nie tylko ja chciałam ale cały Kapitol.
-No i ?-irytuje się Johanna.
-Powiem wam tak,ludzie bardzo chcą was zobaczyć,chcą wiedzieć dlaczego nie mieszkacie tutaj i jakie są tego powody i przeróżne inne sprawy a ja będąc prezydentem pragnę spełniać potrzeby ludzi-mówi dumnym głosem Paylor.
-To przecież bez sensu!-skrzeczy Johanna.
-Nie myślałabym tak panno Mason,ludzie za wami szaleją dlatego was tu wezwałam.Jesteście gwiazdami.
Po zakończonej rozmowie Paylor żegna się z nami,wymienia parę zdań z Haymitchem i wychodzi.
10 minut później.
Caesar Flickerman dziarsko wchodzi na scenę.Wygląda tak samo jak podczas mojego pierwszego wywiadu
,ten sam galowy strój,ciemnogranatowy,upstrzony tysiącem maleńkich,elektrycznych żaróweczek migoczących niczym gwiazdy.Pod warstwą idealnie białego podkładu widać tą samą twarz.
Pierwszą osobą,która będzie rozmawiać z Caesarem będzie Haymitch,jak zwykle ,,czarujący'' cytując wypowiedź Effie.
Każda odpowiedź na pytanie kończy się gadaniną o ulubionych i nie ulubionych trunkach.
Po Haymitchu na scenę weszła Johanna,również jak zwykle miła i urocza. Ubrana w bardzo krótką czarną koronkową sukienkę.Bez krytyki i o obelg w stronę Kapitolu nie mogło się obejść.Zakpiła również ze Snowa i Coin co bardzo mi się spodobało,obraziła także Caesara i jego idiotyczny wygląd lecz ten obrócił to wszystko w żart i wybrnął z tej niezręcznej sytuacji
-Powitajmy serdecznie następnych i najbardziej wyczekiwanych gości Peete Mellarka i dziewczynę igrającą z ogniem czyli Katniss Everdeen.
Na widowni rozlega się ogromny hałas,ludzie klaszczą,piszczą i wykrzykują nasze imiona.
Wchodzimy razem z Peetą na scenę,witamy się z Caesarem i siadamy obok siebie na kanapie.
-Miło mi ponownie was widzieć.
-Nam również.
-Jak minęła wam podróż do Kapitolu ?
-Nie narzekamy.
-My wszyscy a przede wszystkim ja cieszymy się,że mogliście tutaj przybyć na to krótkie spotkanie.Mieszkańcy Kapitolu bardzo się za wami stęsknili dlatego chcieliby wiedzieć jak sobie radzicie po wojnie,czy próbowaliście wrócić do normalnego życia i jak wam się to udaje.
-Caesarze po tym co przeżyliśmy wszyscy nigdy nie wrócimy do dawnego życia przed igrzyskami,ta cała wojna zmieniła nas wszystkich,z wielkim trudem próbujemy być tacy jak kiedyś.
-To było nieuniknione,że to co się stało zmieni nas wszystkich.
-Nie przeżyłeś tego co my-mówię donośnym głosem.
-Nie chciałem was tym urazić,że nie wiem jak przeżyliście wojnę.Bardzo was za to przepraszam.
-Niech ci będzie.
-Droga Katniss czy mogę zadać ci bardzo osobiste pytanie?
-Jeśli musisz.
-Co czułaś,kiedy widziałaś jak twoja siostra umiera a ty w żaden sposób nie mogłaś jej pomóc?
-Tego nie da się opisać w żaden sposób,kiedy na nią patrzyłam czułam się jakbym ja umierała a nie ona.
Czułam okropny ból w swoim sercu i do tej pory go czuję ponieważ nie mogłam jej w żaden sposób pomóc.-do moich oczy zaczynają napływać łzy.
-Ona zasługiwała na to by żyć w tym lepszym świecie a nie ja,była zbyt młoda,zbyt łagodna.
Ciepłe łzy spływają po moich policzkach.
-Bardzo mi przykro z tego powodu,bardzo kochałaś swoją siostrę a ja nie powinienem o to pytać Katniss.
Przytulam się do piersi blondyna.
-Zadaj im normalne pytania!-krzyczy mężczyzna z widowni.
- A więc Peeta,planujesz ponownie pracować w piekarni?
-Póki co nie zamierzam,aktualnie zajmuję się swoimi prywatnymi sprawami,ale zapewne kiedyś znów będę pracował.
-To świetnie!Pytałem wielu osób o twoje wypieki i wszyscy je bardzo zachwalali.Peeta jest utalentowanym piekarzem prawda??!-zwraca się do publiczności.
Publiczność zaczyna klaskać i tryskać entuzjazmem.
Przez następne 10 minut Caesar próbuje wyciągnąć ze mnie i z Peety informacje o tym czy jesteśmy razem.Razem próbowaliśmy wymijać te pytania by uniknąć kolejnego skandalu i paparazzi przed naszymi domami.Po zakończonym wywiadzie Caesar dziękuje nam za przybycie i za wspólnie spędzony czas.My również mu dziękujemy tylko,że nie tryskamy takim entuzjazmem jak on.Chwytam Peete za rękę i idziemy do wyjścia.Tam chwilę rozmawiamy z Effie,Haymitchem i Johanną.Postanawiam iść do toalety aby zmyć makijaż,informuję o tym Peetę i idę w kierunku toalet.
Podchodzę bliżej drzwi i zderzam się z jakimś wysokim mężczyzną.
-Przep....-podnoszę głowę do góry i niemal dostaję zawału.
Tym mężczyzną jest właśnie Gale.
-Hej Kotna!
Patrzę na niego spode łba i idę w przeciwnym kierunku.
-Ej zaczekaj.
Zaczynam biec przed siebie jak najdalej od tego potwora.Gale zaczyna za mną biec i powoli mnie dogania.
-Katniss poczekaj!
-Odwal się!
Skręcam w lewo ni zderzam się z Peetą,nie utrzymuję równowagi i spadam razem z nim na podłogę.Teraz leżę na Peecie,który jest w tak wielkim szoku,że nie może nic powiedzieć.
-Kotna!
Staje u progu drzwi i patrzy na nas z grymasem na twarzy.
-Przepraszam Peeta- wstaję z niego i pomagam mu wstać.
-Co tu się dzieje?-pyta zdezorientowany blondyn.
-On czegoś chce-pokazuję palcem na Gale'a
-Czego ty chcesz od Katniss?
-Nie twoja sprawa.
-Mi się wydaje,że chyba tak.
-Już ci powiedziałem,nie twoja sprawa i odwal się.
-Czego ty chcesz?
-Chcę tylko z tobą porozmawiać.
-Ja nie mam zamiaru.
-Proszę,to potrwa chwile.
-Nie!
-Kotna daj mi chociaż chwilę.
-Ogłuchłeś?Ona nie chce z tobą rozmawiać.
-Nie wtrącaj się kaleko!
-Zamknij się i nie mów tak do niego!
-To niech się nie wtrąca,ja tylko chce z tobą pogadać.
-Masz 5 minut i ani sekundy dłużej.
-Dobra,chodźmy tam gdzie nikt nas nie będzie podsłuchiwał-wskazuje głową na Peete.
-Katniss...
-Peeta za raz wrócę,obiecuję.
-Czekam na ciebie.
Całuję blondyna czule,odwracam się w stronę Gale'a a on spogląda na blondyna a potem na mnie.
Widzę w jego szarych oczach gniew i nienawiść.
Idę za Gale'm do pomieszczenia,które znajduje się na końcu korytarza.
-Cieszę się,że cię widzę.
-Ja akurat nie.Czego ty chcesz?
-Wytłumaczyć ci wszystko i cię przeprosić.
-Chcesz się wytłumaczyć?Że zabiłeś moją siostrę a gdy zostałam sama to wjechałeś i miałeś wszystko gdzieś.
-Kotna...
-Nie mam ochoty z tobą gadać!
-Myślisz,że mi było lekko?Nie miałem wyboru,musiałem wyjechać.
-Jak to nie miałeś wyboru?
-Nie mogłem zostać w dwunastce,nie dał bym rady.
-Ja też sobie nie dawałam rady,gdyby nie Peeta to nie wiem co było by ze mną teraz.Ty sobie po prostu wyjechałeś i olałeś mnie i wszystkich i zabiłeś niewinną Prim!-mówię przez łzy.
-To był wypadek Katniss,ja nie chciałem jej zabić.
-Morderca.
-Wybacz mi Kotna to nie była moja wina-chwyta mnie za rękę.
-Zostaw mnie!-szarpie się.
-Wybacz mi.Przepraszam się za wszystko,że cię zostawiłem,że Prim nie żyje.
-Co ty sobie wyobrażasz?Że jak tu przyjedziesz to będzie tak jak dawniej?Że ci wybaczę?
Nie wybaczę ci tego,że Prim zginęła przez ciebie.
-Wiem,że zniszczyłem wszystko,przepraszam,wiem,że nigdy mi tego nie wybaczysz.
Chciałbym odbudować,to co straciłem.Ciebie.
Gniew obejmuje mnie całą,kiedy na niego patrzę i słyszę co mówi.Miał mnie gdzieś przez tyle miesięcy i nagle odezwało się w nim sumienie?!To pewnie będzie jakiś podstęp,na pewno czegoś ode mnie oczekuje,tylko teraz udaje i mnie przeprasza,żebym mu uwierzyła w te brednie.Najchętniej uderzyłabym go w twarz i zostawiła.Nienawidzę go za to co zrobił.
-Proszę cię wybacz mi.
-Gale ja nigdy ci tego nie wybaczę,mogę jedynie cię tolerować-ostatnie słowo przychodzi mi z ogromną trudnością.
-Dla mnie to i tak dużo,dziękuję.
Patrzę na niego karcącym wzrokiem i wychodzę z pomieszczenia.
-Katniss wszystko dobrze?
-Nic nie jest dobrze!
-Katniss proszę powiedz mi o co chodzi,co chciał od ciebie Gale,dlaczego płaczesz?Co on ci zrobił?
-Chce,żebym mu wybaczyła-wybucham płaczem.
Peeta obejmuje mnie ramionami i przytula mocno do siebie,kładę głowę na jego piersi i próbuję się opanować.On wie,że teraz słowa nie są mi potrzebne.
-Proszę jedźmy już stąd,mam dość tego cholernego Kapitolu.
-Za chwilę przyleci po nas poduszkowiec-szepcze drażniąc moje ucho.
Za około 20 minut Haymitch przyszedł powiedzieć nam,że poduszkowiec już na nas czeka.
Szybko wchodzimy do niego i lecimy z powrotem do dwunastki,lecz w większym składzie.Effie stwierdziła,że stęskniła się za nami i chciałaby nas odwiedzić.Bez żadnego sprzeciwu zgodziła się mieszkać przez ten czas u Haymitcha,co zdziwiło nas wszystkich.Czyżby nasz były mentor i Effie doszli do porozumienia?
Po 2 godzinnym locie jesteśmy już w dwunastce.Razem z Peetą wychodzimy z poduszkowca najszybciej jak tylko potrafimy.Effie bez żadnego słowa sprzeciwu idzie do domu Haymitcha,natomiast zakochana Johanna idzie do Sama.Wchodzę do salonu i kładę się na kanapie,Peeta natomiast idzie do kuchni zrobić nam coś do jedzenia.Myślę cały czas o Gale'u,o tym co mi powiedział,że żałuje wszystkiego i chce wszystko naprawić,że chce odbudować nasze wspólne relacje i,że zrozumiał,że postąpił źle.Od wejścia do poduszkowca ta myśl nie daje mi spokoju.Z jednej strony brakuje mi go,kiedyś był moim najlepszym przyjacielem,mogłam z nim zawsze porozmawiać i rozumiał mnie ale z drugiej strony on jest nieobliczalny,przyczynił się do śmierci Prim,wyjechał do dwójki zostawiając mnie całkiem samą bez słowa pożegnania.Nie jestem pewna szczerości wypowiedzianych przez niego słów,może on chce się zemścić na mnie,że wybrałam Peetę a nie jego i chce bym mu zaufała a kiedy nie będę ostrożna coś mi zrobi lub Peecie?Jest też możliwość,że naprawdę zrozumiał swoje błędy i chce naprawić do co zepsuł.Sądzę,że on pragnie zemsty, on zawsze lubił się mścić na kimś,dlatego postaram się być ostrożna i powiedzieć o tym Peecie .
-Nadal myślisz o nim prawda?-wyrywa mnie z zamyślenia Peeta.
-Co?-pytam zdezorientowana.
-Pytam czy nadal myślisz o nim?
-Nadal?
-Od wejścia do poduszkowca byłaś nieobecna,z nikim nie rozmawiałaś tylko patrzyłaś w jeden punkt przez całą drogę,wiedziałem,że cały czas o nim myślisz,dlatego ci nie przeszkadzałem.
Peeta cały czas mnie czymś zaskakuje,tym,że zawsze wie co powiedzieć by nikogo nie urazić,potrafi zrobić różne rzeczy i na dodatek potrafi odgadnąć o tym co myśli.Może to było dla niego oczywistą sprawą a ja jakoś szczególnie nie próbowałam tego zamaskować.
-Aż tak dobrze mnie znasz?
-Po prostu wiem,że ty z Gale'm masz coś do załatwienia
-Co takiego?
-Katniss
-Ja nic do niego nie czuję Peeta,kocham tylko ciebie i zawszę będę cię kochać!
-Ale...-wstaję ze sofy i podchodzę do blondyna.Chwytam go za ręce i całuję namiętnie w usta.
-Możesz mnie tak częściej uciszać.
-Jak mogłeś pomyśleć,że kocham Gale'a?
-Łączyło was coś.
-To nawet nie była miłość,nigdy nic szczególnego do niego nie czułam Peeta.
-Proszę powiedz mi prawdę,chcę to wiedzieć.
-Nie.
-Boisz się,że jak powiesz mi prawdę to przestanę cię kochać?
Nie odpowiadam.
-Katniss wiesz co do ciebie czuję,kocham cię,ja tylko chcę wiedzieć prawdę.
-Ja nic do niego nie czuję,on zniszczył wszystko,chciałam o nim zapomnieć ale on się pojawił i zaczynał mnie przepraszać,mówił mi,że chce wszystko naprawić.
-Wierzysz mu?
-To jest zbyt trudne,ja nie mam pojęcia co mam o tym myśleć.Ale wydaje mi się,że on kłamie,on nie potrafi przepraszać a co ważniejsze wybaczać.
-Widziałem to po jego oczach jak na mnie spojrzał a potem na ciebie.Nigdy nie widziałem go takiego wściekłego.
-Nie wierz mu w nic co powie,on jest strasznie przebiegły.
-Dobrze -mówi całując mnie w czubek głowy.
-Kocham cię Peeta.
-Ja ciebie jeszcze bardziej.
Siada koło mnie na kanapie a ja wtulam się w jego szerokie,silne ramiona.
Zasypiam.
****************************Sen*******************************
Jestem na arenie,wokół mnie znajdują się wszyscy trybuci z 74 igrzysk.Widzę Cato,Glimmer,Clove,Marvela, Liszkę, Tresha i Rue.Patrzą na mnie nieobecnym wzrokiem,stojąc w miejscu.Podchodzę do Rue przyklękam obok niej i lekko się uśmiecham.Dziewczyna patrzy na mnie i odwdzięcza mi uśmiech po czym przeobraża się w zmieszańca,który próbował zabić mnie i Peetę na pierwszych igrzyskach.Patrzę na innych trybutów,którzy również przeobrażają się w wilcze zmieszańce.Uciekam ile mam sił w nogach,biegnę do lasu myśląc,że tam znajdę jakieś drzewo na,które mogłabym się wspiąć.Na moje nieszczęście nie ma tu żadnych drzew na,które mogłabym szybko wejść.Biegnę dalej nie oglądając się za siebie,przebiegam przez wielką błotnistą rzekę i tracę równowagę i przewracam się na lewy bok.
Z oddali słyszę wołanie Gale'a o pomoc i warczenie zmiechów lecz je ignoruję,wstaję i biegnę przed siebie.
Moim oczom ukazuję się róg obfitości do,którego biegnę bez zastanowienia.
Gdy już jestem przy nim widzę na nim klęczącego Peetę,który podaje mi ręce i wciąga mnie na górę,gdy zmieszańce już do niego dobiegają.Kiedy już jestem na górze ktoś uderza mnie w głowę i upadam na zimną powierzchnię konstrukcji. Ból przeszywa całe moje ciało.Rozglądam się i widzę jak Gale bije się z Peetą.Z nosa Peety leci strumień krwi a Gale bije go z całej siły w twarz po czym blondyn upada,Gale obraca się do mnie i zaczyna się śmiać. Patrzę na niego oraz na krwawiącego blondyna,Gale wyciąga nóż z kieszeni kurtki i wbija go w serce Peety.Chłopak po raz ostatni patrzy na mnie i wypowiada jedno słowo:Zawsze.
Próbuję wstać,lecz nie potrafię,nie mam w sobie siły.Zaczynam płakać i krztusić się własnymi łzami.Przez zapłakane oczy widzę jak Gale zrzuca ciało Peety z rogu wprost do paszcz wygłodniałych zmieszańców.Obraca się w moją stronę,podbiega do mnie i mówi szeptem do mojego ucha.
-Twój koszmar się skończył teraz jesteś bezpieczna.
Nie jestem w stanie się opanować. Moim ciałem wstrząsają dreszcze, łzy leją się strumieniem
Zaczynam szlochać i skakać po łóżku.Dopiero po chwili orientuje się,że nie ma przy mnie Peety.
Przerażona rozglądam się po pokoju lecz nigdzie go nie widzę.
Wstaję z łóżka i zapalam światło.Widzę ślady krwi na dywanie.
Przerażona zbiegam po schodach.
Czekam na wasze opinie!A co do tego wywiadu to zaspojleruję wam xD ( on miał tylko sprowadzić Katniss do Kapitolu nie chodziło w żadnym razie o to,że ludzie chcieli ich zobaczyć). Reszty dowiecie się w następnym poście.
#HungerGames#IgrzyskaŚmierci
poniedziałek, 28 września 2015
5.Kolacja.
Witam wszystkich bardzo serdecznie.Po długiej nieobecności wstawiam tutaj nowego posta.Ostatnio byłam chora i nie miałam jak napisać kolejnego rozdziału.Za wszelkie błędy ortograficzne przepraszam.
Zapraszam wszystkich do czytania i komentowania.Komentarze są dla mnie dużą motywacją.
**********************************************************************
-Witaj ciemna maso!-mówi donośnym głosem Johanna.
-Johanna?-mówię zdziwionym głosem.
-No to ja ciemna maso.
-Co ty tu robisz?
-Przyjechałam sprawdzić co z tobą,podobno spadłaś ze schodów .
-Już mi lepiej,skąd o tym wiesz?
-Haymitch dzwonił do mnie 3 dni temu więc postanowiłam cię odwiedzić.
-To miło z twojej strony.
Peeta wchodzi na korytarz i podchodzi do mnie.
-Katniss kto to?....
-Johanna?
-Cześć Peeta.
-Co cię do nas sprowadza?Wejdź do środka.
-Przyszłam zobaczyć co z niezdarą nie umiejąca schodzić normalnie po schodach-odpowiada wchodząc do środka.
Piorunuję wzrokiem Johanne a ona przewraca oczami i idzie za Peeta w kierunku salonu.
Co skłoniło Johanne do przyjazdu?To,że Haymitch do niej zadzwonił i powiedział jej,że spadłam ze schodów nic pewnie dla niej nie znaczy,przecież mogła zostać w domu i nie przyjeżdżać i zająć się sobą.Mieszkać i żyć w spokoju a nie zatruwać sobie głowę przyjazdem do mnie,żeby zobaczyć jak się czuje.A może Johanna ma jakiś konkretny cel?
-Chodź Katniss-woła Peeta ze salonu.
-Już,chwila.
Wchodzę po chwili i siadam obok Peety na sofie.
-To co cię do nas sprowadza Johanna?
-Mówiłam ci już,że przyjechałam zobaczyć jak się czujesz.
Patrzę na Johannę ze zdziwieniem,ale udaję,że jej wierzę.
-Napijesz się czegoś?
-Może być herbata.
Przez godzinę siedzimy z Johanną w kuchni,ani na moment nie spuszczam z niej wzroku.Zmieniła się przez te parę miesięcy,zmieniła kolor włosów,zrobiła sobie makijaż,jest milsza w stosunku do mnie i Peety co jest najbardziej dziwne.Jestem ciekawa prawdziwego powodu wizyty u nas ale,żeby nie wyjść na wścibską poczekam na dogodniejszy moment.Teraz siedzę koło Peety i słuchamy opowiadania Johanny.
Mam jeszcze coś do obgadania z Haymitchem,wrócę za godzinę.
Johanna zabiera ze sobą kurtkę i wychodzi z domu.
-Tylko dlaczego ona tu przyjechała?
-Mówiła ci,że przyjechała sprawdzić jak się czujesz.
-Mi wydaje się,że nie Peeta.Johanna zachowuje się inaczej niż zwykle,coś musi być na rzeczy.
-Chyba przesadzasz,Johanna przyjechała tutaj dlatego żeby zobaczyć jak się czujesz.
-Ja przesadzam?-odwracam się i idę do kuchni.
-Katniss.
Nie odpowiadam mu,idę szybkim tempem do kuchni,siadam na krześle i patrzę przez okno.
-Katniss,nie obrażaj się proszę.
Odwracam się twarzą w jego stronę,patrzę mu w oczy ale nadal mu nic nie odpowiadam.
-Dlaczego uważasz,że Johanna ma inny powód by tutaj przyjeżdżać?
-Bo zachowuje się inaczej...
-Jak to inaczej?
-Ma inny ton głosu,jest milsza,naprawdę tego nie widzisz?
-Nie zwracałem na to uwagi,byłem bardziej skoncentrowany na tobie.
Nawet nie wiem kiedy uśmiech wpełznął na moją twarz,Peeta odwzajemnia swoim uśmiechem i całuje mnie czule w usta.
-Obejrzymy jeszcze jeden film?
-Pewnie.
Idziemy z powrotem do salonu,siadamy na kanapę i oglądamy kolejny film.
Nie skupiam się na filmie,tylko cały czas myślę jaki jest naprawdę cel wizyty Johanny.
Po około 2 godzinnym seansie,idę wziąć prysznic,Peeta w tym czasie idzie do swojego domu po ubrania.
Po szybkim prysznicu siadam obok okna i oglądam zaśnieżoną panoramę dawnego dystryktu.
Moją uwagę przykuwa para idąca drogą w stronę mojego domu,trzymają się za ręce i całują się co kilka metrów.Przyglądam im się uważnie,dopiero gdy już są pod moim domem orientuję się,że tą uśmiechniętą i całującą się kobietą jest Johanna.
-Peeta chodź tu szybko.
Peeta po kilku sekundach wychodzi w szlafroku do sypialni i podchodzi do mnie.
-Co się stało?
-Zobacz przez okno kto obściskuje się przed naszym domem.
Robi to o co go proszę,po chwili orientuje się,że tam właśnie stoi Johanna.Otwiera usta i patrzy na mnie z szokiem wymalowanym na twarzy.
-To jest Johhana czy ja zwariowałem?
-Mówiłam ci,że nie przyjechała tutaj po to,żeby sprawdzić jak się czuję.
-Ale dlaczego akurat Sam.
-Kto taki?
-Sam,mój najlepszy przyjaciel ze szkoły.
Analizuję wypowiedziane przez Peetę słowa,dopiero po dłuższej chwili przypominam sobie Sama.Pamiętam,że jest starszy od nas o rok i często siedział i rozmawiał z Peetą na korytarzu czasami też widziałam ich jak spędzali ze sobą czas po szkole,
-Miałam rację.
Peeta zaświeca światło w sypialni,a zakochana Johanna i Sam odskakują od siebie jak poparzeni.
Johanna nie odwraca się już do Sama tylko idzie prosto do naszego domu.
-Idziemy na dół pogadać z nią?
-Dobrze,tylko szybko się przebiorę.
Gdy tylko się przebrał zeszliśmy na dół by sprawdzić co robi Johanna.
Siedzi przy stole w kuchni i patrzy w okno,nie zwracając uwagi na to co dzieje się dookoła,nawet nie zauważa kiedy wchodzimy do kuchni.
-Gdzie byłaś przez tyle godzin?
Podskakuje na krześle i patrzy prosto na nasze zdziwione twarze.
-Zasiedziałam się u Haymitcha.
Przewracam oczami i siadam obok Johanny na krześle.
-Nie musisz kłamać-burczę.
-Co takiego?
-Widziałam cię przez okno,ciebie i Sama-kładę nacisk na ostatnie słowo.
W kuchni zapada cisza,słychać tylko jak oddycha zdyszana Johanna.
-Dlaczego nie powiedziałaś prawdy?
-Mówiłam,tylko,że nie całej.Chciałam zobaczyć co z tobą ale też chciałam się zobaczyć z Samem.
-Dlaczego od razu nam tego nie powiedziałaś?
-Bo to nie wasza........po prostu nie chciałam i tyle.
-Peeta możesz na chwilę zostawić nas same?Za chwilę przyjdę na górę.
-No niech wam będzie-mówi z udawaną złością i idzie na górę.
-Johanna?
-No wstydziłam się,tyle.
-Mogłaś nam przecież od razu powiedzieć.
-No wiem.
-Od kiedy znasz Sama?
-A co cie... poznałam go w siódemce,kilka tygodni po igrzyskach,zderzyliśmy się głowami przed sklepem i tak jakoś wyszło.
-Zderzyliście się?
-Tak,na początku myślałam,że go uderzę ale kiedy zobaczyłam jego piękne szare oczy i uśmiech to już mi się odechciało,on jest taki ooo-chichocze.
-Kiedy byliśmy na arenie -kontynuuje.. na ćwierćwieczu poskromienia powiedziałam,że nie ma już na tym świecie osoby,którą bym kochała.Wtedy miałam rację ale teraz już nie,naprawdę go kocham-uśmiecha się do mnie.
Uśmiecham się do Johanny,naprawdę jestem szczęśliwa,że w końcu kogoś pokochała,z kim czuje się bezpiecznie i odwzajemni jej uczucie.
-Jesteś głodna?
-Nie,dzięki jadłam u Sama.
-Dobrze,to w takim razie ja idę już spać.A ty idziesz?
-Za chwilkę,jeszcze posiedzę chwilę.
-Dobranoc.
-Dobranoc.
Idę ciemnym korytarzem do mojej sypialni,otwieram drzwi i nie zapalam światła,ponieważ Peeta,może już spać.Podchodzę bliżej łóżka i widzę,że Peeta nie śpi tylko siedzi na łóżku.
-I jak z Johanna?-pyta cicho.
-Zakochała się-mówię siadając obok niego na łóżku.
-Naprawdę?Ona na serio się w nim zakochała?
-Tak,widzę to po niej,w sumie nigdy tak się nie zachowywała i to jest dla mnie bardzo dziwne.
-Dla mnie tak samo.
-Jeszcze jedno nie daje mi spokoju,że akurat zakochała się w twoim najlepszym przyjacielu.
-Haha Sam,zna się na takich sprawach,więc nie dziwię się,że Johanna się w nim zakochała na zabój.
-On zna się na takich sprawach?
-Tak,Sam jest romantykiem,potrafi zdziałać cuda.Większość chłopaków z naszej szkoły przychodziło do niego po rady.
-A ty też brałeś od niego rady?-mówię zanim pomyślałam,żeby ugryźć się w język.
-Myślałem nad tym ale zrezygnowałem,brakowało mi odwagi.
-Mówisz poważnie?
-I to jak najbardziej Katniss.
Nie odpowiadam na stwierdzenie Peety,sama nie wiem co mogła bym mu teraz powiedzieć.Dlatego obracam się w jego stronę i mocno się do niego przytulam,on również mnie przytula i okrywa nas kołdrą.Całuje mnie w czoło i mówi mi prosto do ucha najpiękniejsze słowa.
-Kocham cię.
-Ja również cię kocham.
Zasypiamy wtuleni w siebie.
Budzę się wczesnym rankiem,obracam się w prawą stronę i patrzę na Peetę.Śpi tak słodko,że nie mam serca aby go obudzić.Chcę dotknąć go swoją prawą ręką lecz on trzyma ją całą noc.Lewą ręką delikatnie głaszczę jego twarz.Robię tę czynność przez kilka minut dopóki na twarz Peety nie wkradł się uśmiech.
-Dzień dobry-mówi cicho.
-Dzień dobry,jak się spało?
-Dobrze,mogłaś jeszcze kolejne dziesięć minut mnie tak głaśkać.
-To ty nie spałeś?
-Nie,ale chciałem zobaczyć co zrobisz ze mną,kiedy śpię.
-Oj Peeta to teraz już wiesz.
Peeta przybliża głowę w moją stronę i składa na moich ustach czuły pocałunek.
Niechętnie wstaję z łóżka i idę do łazienki się przebrać.Następnie idę z Peetą na dół zrobić śniadanie,ku naszemu zaskoczeniu śniadanie było już gotowe.Johanna musiała się trochę napracować.Zrobiła nam jajecznicę ze szczypiorkiem ,tosty,babeczki z czekoladą i herbatę.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiadamy razem z Peetą.
-Usiądźcie do stołu,śniadanie gotowe.
-Sama to wszystko zrobiłaś?pyta cicho Peeta.
-A niby kto?
-Haymiych-prycha Peeta.
-Bardzo śmieszne.
-Dzięki Johanna.
-Nie ma za co jedzcie.
Po pysznym śniadaniu postanawiam zaprosić Sama i Johannę do nas na kolację.
-Może zaprosisz Sama do nas na kolację?
-To jest dobry pomysł,zaproś go do nas.
-Sama nie wiem.
-Masz to zrobić-puszczam oko do Johanny.
-Niech wam będzie o której konkretnie ma przyjść?
-Mniej więcej o 20.
-Dobra to ja w takim razie pójdę do niego i wszystko mu powiem.
Po godzinie 19 wszystko jest już gotowe,Peeta przyrządzał kolację a ja nakryłam do stołu.Na sam środek stołu położyłam butelkę czerwonego wytrawnego wina oraz nieduży świecznik.
Johanna nadal nie wychodzi ze swojego pokoju,siedzi tam już dobre 3 godziny, na dodatek kiedy chciałam z nią pogadać kazała mi spadać bo jest zajęta i wyjdzie dopiero o 20.
Na kolację zaprosiliśmy również Haymitcha,Johanna bardzo nalegała,ja szczególnie nie byłam tym pomysłem zachwycona,ponieważ on ma nadal ogromny problem z alkoholem a ja nie mam zamiaru użerać się z nim,żeby przestał tyle pić.
Następnie idę do pokoju by się przygotować na kolację,Peeta również idzie się przygotować tyle,że idzie do swojego domu.Bardzo chciałabym,żeby mieszkał ze mną ale brak mi odwagi,żeby mu to wyznać.Kiedyś może zapytam go o to albo będę czekać na jego ruch.
Otwieram swoją szafę i rozglądam się za odpowiednią sukienką na kolację.Po przepatrzeniu ubrań,wybieram granatową sukienkę na ramiączkach ze złotym paskiem,jest bardzo elegancka i sięga mi przed kolano.Gdy już ubrałam sukienkę,zaczesuję włosy w prosty warkocz,na usta kładę trochę czerwonej szminki a na rzęsy maluję czarnym tuszem.Przeglądam się w lustrze po raz ostatni i spoglądam na zegarek,jest godzina 19.50 więc postanawiam zejść na dół i czekać na gości.
W momencie kiedy schodzę po schodach do domu wchodzi Peeta,ubrany w białą bawełnianą koszulę i czarne spodnie od garnituru.Na swoje gęste blond włosy nałożył odrobinę żelu,co powoduje,że wygląda bardzo elegancko i seksownie.
Obraca się w moją stronę i nieruchomieje w miejscu,na jego twarzy widzę ogromne zaskoczenie,na dodatek jego szczęka lekko opadłam.
-I jak wyglądam-mówię robiąc piruet.
-Wyglądasz.....wyglądasz nieziemsko-uśmiecha się.
-Dziękuję,ty też.
Peeta ma zamiar mnie pocałować lecz niestety przerywa mu dzwonek do drzwi.
-A już myślałam-zaczynam chichotać.
-Dokończymy po kolacji-puszcza do mnie oko i idzie otworzyć drzwi.
-Dzień dobry, Ooo cześć Peeta-mówi donośnym głosem Sam.
-Cześć stary,wejdź do środka- mówi i pokazuje gestem ręki,żeby wszedł do domu.
-Dziękuję za zaproszenie.
Do środka wchodzi bardzo wysoki mężczyzna o ciemnych brązowych włosach i szarych oczach.Jest bardzo umięśniony,na twarzy ma nieduży zarost co zapewne podoba się Johannie.Ma na sobie czarne spodnie, czarną skórzaną kurtkę pod którą znajduje się fioletowa koszula.
-Cześć Katniss- mężczyzna podchodzi do mnie i całuje mnie w prawą dłoń.
-Cześć.
-Miło mi was widzieć,dawno się nie widzieliśmy.
-To prawda minął kawał czasu.
-Johanna!-krzyczę.
-Nie drzyj się ciemna maso!-krzyczy przez drzwi.
-Sam przyszedł!Rusz się!-odkrzykuje jej.
-Już idę-mówi piskliwym głosem.
Nie mija 10 sekund kiedy Johanna wychodzi z pokoju i idzie po schodach.Na jej widok moja szczęka niemal ląduje na podłodze.Johanna ubrała się w czarną sukienkę bez ramiączek sięgającej jej do połowy uda,na stopy włożyła kilkunastocentymetrowe szpilki.Na twarz nałożyła dużą ilość makijażu a włosy upięła w staranny kok.Nigdy w życiu nie widziałam Johanny tak seksownie ubranej i tak szczęśliwej jak tego dnia.
-Witaj kochanie!-mówi ciepłym głosem Sam.
-Cześć skarbie- Johanna niemalże biegnie do niego i rzuca mu się na szyję i całuje go namiętnie.
Do domu wchodzi Haymitch,jak to zawsze on w stanie nietrzeźwym.
-Dziękuję za zaproszenie,mam nadzieję,że macie coś dobrego dla mnie.
-Nie tym razem,możesz liczyć na lampkę wina.
-W takim razie nie zawitam u ciebie długo skarbie-puszcza do mnie oko i wchodzi do salonu.
Siadamy przy stole a Peeta przynosi kolację,przygotował moje ulubione danie,potrawkę z jagnięciny na dzikim ryżu.
Przez całą kolację rozmawiamy,śmiejemy się i spędzamy miło czas w swoim towarzystwie,mimo tego,że Haymitch wypija już 6 kieliszek wina i ledwo siedzi na stołku i opowiada głupoty ale jakimś dziwnym sposobem cieszę się,że przyszedł.Johanna wraz ze Samem opowiadają nam jak się poznali i jak dzięki Haymitchowi trafiła do jego domu.Po zjedzeniu kolacji Sam i Peeta odprowadzają pijanego Haymitcha do domu a ja z Johanną sprzątamy po kolacji.
-To był dobry pomysł.
-Jaki pomysł?
-Z tą kolacją,dawno tak się nie uśmiałam,dziękuję.
-Nie ma za co.
-Dobra z ciebie....przyjaciółka,ciemna maso.
Johanna przytula mnie i klepie mnie po plecach.Ta sytuacja wydaje mi się bynajmniej dziwna,dlatego,że nigdy Johanna nie okazywała mi uczuć,chyba tak działa na nią Sam.
Do kuchni wchodzi Sam i Peeta i śmieją się z nas.
-Ooo jakież to słodkie,dziewczyny się przytulają-mówi i wybucha śmiechem Sam.
Peeta również wybucha śmiechem i omal nie traci równowagi, sama nie wiem czy to spowodowane jest tym,że widział jak przytulam Johanne czy tym,że wypił kilka kieliszków za dużo.
-Co was tak bawi?-warczę razem z Johanną.
-Już z niczego-mówi Sam próbując zmienić temat.
-Co?
-Chodź mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką niby niespodziankę?
-Jeśli ze mną pójdziesz to zobaczysz-podaje Johannę rękę i przyciąga ją do siebie.
-Wrócimy jeszcze do tej rozmowy ale dopiero po niespodziance.
-Dziękuję wam za pyszną kolację i miłą zabawę,następnym razem my was zaprosimy.
-Nie ma za co-odpowiada mu Peeta.
-To do zobaczenia-odpowiadają ubierając na siebie kurtki.
-Cześć-odpowiadamy razem z Peetą.
Drzwi od naszego domu się zamykają a Peeta przyciąga mnie do siebie.
-Chyba czegoś nie dokończyliśmy?
-Chyba tak,ale nie pamiętam co,musisz mi chyba pokazać.
Peeta bierze mnie na ręce i wnosi po schodach do mojej sypialni cały czas całując .
Kładzie mnie delikatnie na łóżku i kładzie się na mnie,całuje mnie coraz namiętniej i zachłanniej.Zaczyna całować moją szyję i dekolt a z mojego gardła zaczynają wydobywać się ciche jęki.Peeta delikatnie gładzi ręką moje udo a ja zaczynam rozpinać guziki od jego bawełnianej białej koszuli.Z drobną pomocą Peety koszula ląduje po drugiej stronie mojej sypialni.Nagle Peeta zastyga w bezruchu i patrzy na mnie swoimi błękitnymi oczami.
-Katniss...czy ty naprawdę tego chcesz?-pyta lekko przestraszony.
-Jak niczego w świecie.
Peeta natychmiastowo szybkim ruchem ściąga moją niebieską kreację i rzuca ją na podłogę.Ponownie zaczyna całować moją szyję a ja próbuję ściągnąć z niego spodnie,lecz z marnym skutkiem,musi mi w tym pomóc.Następnie rozpina mój biustonosz i zdejmuje go, całuje mnie po moich nagich piersiach,zaczyna je ssać i delikatnie przygryzać co wywołuje u mnie głośne pojękiwania.Podnosi na chwilę głowę,patrzy mi w oczy.
-Kocham cię-szepcze do mojego ucha.
-Ja ciebie też kocham.
Delikatnymi ruchami zaczyna ściągać moje koronkowe majtki,ja nie pozostaję mu dłużna i robię to samoz jego bielizną,niedługo nasza bielizna również ląduje po drugiej stronie sypialni.Peeta ponownie zaczyna mnie całować i masować moje uda a ja oddaję się jego pieszczotą.Delikatnie rozsuwa moje uda i powoli zaczyna we mnie wchodzić.Z mojego gardła wydobywa się okrzyk rozkoszy, przez całe moje ciało przechodzą fale gorąca.Porusza się we mnie coraz szybciej co powoduje,że z jego gardła wydobywają się pojękiwania,obsypuje moje usta i szyję pocałunkami. Świat wokół przestaje istnieć,jesteśmy tylko my.
Nie potrafię kontrolować swojego własnego ciała,wyginam się w łuk.Przez co on wsuwa rękę pod moje plecy,mocniej mnie do siebie przyciągając.Zaczynam coraz bardziej krzyczeć a Peeta zatyka mi usta pocałunkami.Spędzamy ze sobą najlepsze 4 godziny w życiu.
Zasypiamy nadzy,wtuleni w siebie.Zmęczeni ale spełnieni.
Budzę się naga,wtulona w ramiona Peety.
Jak się spało?-pyta lekko zaspany Peeta.
-Nigdy w życiu tak dobrze nie spałam-mruczę.
Peeta uśmiecha się i przyciąga mnie na namiętny pocałunek.
-Jesteś głodna?
-Tak.
-A co byś chciała zjeść?
-Ciebie.
Peeta uśmiecha się figlarnie i kładzie się na mnie,całuje mnie po piersiach i szyji.Dotyka
moich ud a ja oddaję się tym przyjemnością.
-Kocham cię-szepsze do mojego ucha.
-Ja ciebie też.
Przez następne 20 minut leżymy a łóżku iobdarowywujemy się namiętnymi pocałunkami,potem schodzimy
na dół do kuchni przy przyrządzić śniadanie.
-Na co masz ochotę?-pyta mnie zaglądając do lodówki.
-Na bułki z serem.
-Już się robi a ty mi w tym pomorzesz.
-Ale ja nie umiem gotować.
-Nauczę się.
-Ale ja nie potrafię.
-Chodź pomożesz mi.
Niechętnie wstaję z krzesła i podchodzę do Peety.
-To co mam robić?
-Pomożesz mi zrobić ciasto.
-Ale ja nie umiem.
Peeta przekręca głowę w prawą stronę i uważnie mi się przygląda.
-Na co tak patrzysz?
-Na ciebie.
Na mojej twarzy pojawiają się rumieńce,mam zamiar pocałować Peetę ale on podaje mi miskę z
składnikami.
Nieporadnie próbuję zająć się tworzeniem ciasta na bułki,Peeta najwyraźniej to widzi,podchodzi
do mnie i uczy mnie jak zrobić ciasto.Z jego pomocą wychodzi mi to o wiele lepiej.Po około
20 minutach kończymy pracę,wkładamy bułki do pieca i siadamy na kanapie.
Oglądamy film o dzikich zwierzętach,o ich polowaniach,zdobywaniu jedzenia i o walce o przetrwanie.
Niedługo po tym idziemy do kuchni by zjeść bułki serowe,Peeta nakłada bułki na talerze a ja
robię nam herbatę.Siadamy do stołu i z uśmiechem na ustach jemy pyszne bułki.
Gdy już zaczynamy sprzątać do kuchni wkracza Johanna.
-Cześć Johanna.
-Cześć,co wyście wczoraj robili?-pyta nas siadając na krześle.
-Yyyyy... spaliśmy,bo co innego moglibyśmy niby robić?
-Katniss przestań kłamać,miałam zamiar spać u ciebie ale jak słyszałam wrzaski twoje i Peety
to na bank bym nie zasnęła.Dobrze,że mogłam zostać u Sama na noc.
Moja twarz robi się czerwona jak burak a Peeta spuszcza głowę na dół i zaczyna się śmiać jak
idiota.
-Dobra,możesz mi powiedzieć co tam się działo?
-Przestań.
-No co mi możesz powiedzieć-puszcza do mnie oko.
Na całe szczęście do naszego domu wchodzi Haymitch i przerywa te nieszczęsne,krempujące pytania
Johanny.
-Pakujcie się jedziemy do Kapitolu!-krzyczy Haymitch.
Zapraszam wszystkich do czytania i komentowania.Komentarze są dla mnie dużą motywacją.
**********************************************************************
-Witaj ciemna maso!-mówi donośnym głosem Johanna.
-Johanna?-mówię zdziwionym głosem.
-No to ja ciemna maso.
-Co ty tu robisz?
-Przyjechałam sprawdzić co z tobą,podobno spadłaś ze schodów .
-Już mi lepiej,skąd o tym wiesz?
-Haymitch dzwonił do mnie 3 dni temu więc postanowiłam cię odwiedzić.
-To miło z twojej strony.
Peeta wchodzi na korytarz i podchodzi do mnie.
-Katniss kto to?....
-Johanna?
-Cześć Peeta.
-Co cię do nas sprowadza?Wejdź do środka.
-Przyszłam zobaczyć co z niezdarą nie umiejąca schodzić normalnie po schodach-odpowiada wchodząc do środka.
Piorunuję wzrokiem Johanne a ona przewraca oczami i idzie za Peeta w kierunku salonu.
Co skłoniło Johanne do przyjazdu?To,że Haymitch do niej zadzwonił i powiedział jej,że spadłam ze schodów nic pewnie dla niej nie znaczy,przecież mogła zostać w domu i nie przyjeżdżać i zająć się sobą.Mieszkać i żyć w spokoju a nie zatruwać sobie głowę przyjazdem do mnie,żeby zobaczyć jak się czuje.A może Johanna ma jakiś konkretny cel?
-Chodź Katniss-woła Peeta ze salonu.
-Już,chwila.
Wchodzę po chwili i siadam obok Peety na sofie.
-To co cię do nas sprowadza Johanna?
-Mówiłam ci już,że przyjechałam zobaczyć jak się czujesz.
Patrzę na Johannę ze zdziwieniem,ale udaję,że jej wierzę.
-Napijesz się czegoś?
-Może być herbata.
Przez godzinę siedzimy z Johanną w kuchni,ani na moment nie spuszczam z niej wzroku.Zmieniła się przez te parę miesięcy,zmieniła kolor włosów,zrobiła sobie makijaż,jest milsza w stosunku do mnie i Peety co jest najbardziej dziwne.Jestem ciekawa prawdziwego powodu wizyty u nas ale,żeby nie wyjść na wścibską poczekam na dogodniejszy moment.Teraz siedzę koło Peety i słuchamy opowiadania Johanny.
Mam jeszcze coś do obgadania z Haymitchem,wrócę za godzinę.
Johanna zabiera ze sobą kurtkę i wychodzi z domu.
-Tylko dlaczego ona tu przyjechała?
-Mówiła ci,że przyjechała sprawdzić jak się czujesz.
-Mi wydaje się,że nie Peeta.Johanna zachowuje się inaczej niż zwykle,coś musi być na rzeczy.
-Chyba przesadzasz,Johanna przyjechała tutaj dlatego żeby zobaczyć jak się czujesz.
-Ja przesadzam?-odwracam się i idę do kuchni.
-Katniss.
Nie odpowiadam mu,idę szybkim tempem do kuchni,siadam na krześle i patrzę przez okno.
-Katniss,nie obrażaj się proszę.
Odwracam się twarzą w jego stronę,patrzę mu w oczy ale nadal mu nic nie odpowiadam.
-Dlaczego uważasz,że Johanna ma inny powód by tutaj przyjeżdżać?
-Bo zachowuje się inaczej...
-Jak to inaczej?
-Ma inny ton głosu,jest milsza,naprawdę tego nie widzisz?
-Nie zwracałem na to uwagi,byłem bardziej skoncentrowany na tobie.
Nawet nie wiem kiedy uśmiech wpełznął na moją twarz,Peeta odwzajemnia swoim uśmiechem i całuje mnie czule w usta.
-Obejrzymy jeszcze jeden film?
-Pewnie.
Idziemy z powrotem do salonu,siadamy na kanapę i oglądamy kolejny film.
Nie skupiam się na filmie,tylko cały czas myślę jaki jest naprawdę cel wizyty Johanny.
Po około 2 godzinnym seansie,idę wziąć prysznic,Peeta w tym czasie idzie do swojego domu po ubrania.
Po szybkim prysznicu siadam obok okna i oglądam zaśnieżoną panoramę dawnego dystryktu.
Moją uwagę przykuwa para idąca drogą w stronę mojego domu,trzymają się za ręce i całują się co kilka metrów.Przyglądam im się uważnie,dopiero gdy już są pod moim domem orientuję się,że tą uśmiechniętą i całującą się kobietą jest Johanna.
-Peeta chodź tu szybko.
Peeta po kilku sekundach wychodzi w szlafroku do sypialni i podchodzi do mnie.
-Co się stało?
-Zobacz przez okno kto obściskuje się przed naszym domem.
Robi to o co go proszę,po chwili orientuje się,że tam właśnie stoi Johanna.Otwiera usta i patrzy na mnie z szokiem wymalowanym na twarzy.
-To jest Johhana czy ja zwariowałem?
-Mówiłam ci,że nie przyjechała tutaj po to,żeby sprawdzić jak się czuję.
-Ale dlaczego akurat Sam.
-Kto taki?
-Sam,mój najlepszy przyjaciel ze szkoły.
Analizuję wypowiedziane przez Peetę słowa,dopiero po dłuższej chwili przypominam sobie Sama.Pamiętam,że jest starszy od nas o rok i często siedział i rozmawiał z Peetą na korytarzu czasami też widziałam ich jak spędzali ze sobą czas po szkole,
-Miałam rację.
Peeta zaświeca światło w sypialni,a zakochana Johanna i Sam odskakują od siebie jak poparzeni.
Johanna nie odwraca się już do Sama tylko idzie prosto do naszego domu.
-Idziemy na dół pogadać z nią?
-Dobrze,tylko szybko się przebiorę.
Gdy tylko się przebrał zeszliśmy na dół by sprawdzić co robi Johanna.
Siedzi przy stole w kuchni i patrzy w okno,nie zwracając uwagi na to co dzieje się dookoła,nawet nie zauważa kiedy wchodzimy do kuchni.
-Gdzie byłaś przez tyle godzin?
Podskakuje na krześle i patrzy prosto na nasze zdziwione twarze.
-Zasiedziałam się u Haymitcha.
Przewracam oczami i siadam obok Johanny na krześle.
-Nie musisz kłamać-burczę.
-Co takiego?
-Widziałam cię przez okno,ciebie i Sama-kładę nacisk na ostatnie słowo.
W kuchni zapada cisza,słychać tylko jak oddycha zdyszana Johanna.
-Dlaczego nie powiedziałaś prawdy?
-Mówiłam,tylko,że nie całej.Chciałam zobaczyć co z tobą ale też chciałam się zobaczyć z Samem.
-Dlaczego od razu nam tego nie powiedziałaś?
-Bo to nie wasza........po prostu nie chciałam i tyle.
-Peeta możesz na chwilę zostawić nas same?Za chwilę przyjdę na górę.
-No niech wam będzie-mówi z udawaną złością i idzie na górę.
-Johanna?
-No wstydziłam się,tyle.
-Mogłaś nam przecież od razu powiedzieć.
-No wiem.
-Od kiedy znasz Sama?
-A co cie... poznałam go w siódemce,kilka tygodni po igrzyskach,zderzyliśmy się głowami przed sklepem i tak jakoś wyszło.
-Zderzyliście się?
-Tak,na początku myślałam,że go uderzę ale kiedy zobaczyłam jego piękne szare oczy i uśmiech to już mi się odechciało,on jest taki ooo-chichocze.
-Kiedy byliśmy na arenie -kontynuuje.. na ćwierćwieczu poskromienia powiedziałam,że nie ma już na tym świecie osoby,którą bym kochała.Wtedy miałam rację ale teraz już nie,naprawdę go kocham-uśmiecha się do mnie.
Uśmiecham się do Johanny,naprawdę jestem szczęśliwa,że w końcu kogoś pokochała,z kim czuje się bezpiecznie i odwzajemni jej uczucie.
-Jesteś głodna?
-Nie,dzięki jadłam u Sama.
-Dobrze,to w takim razie ja idę już spać.A ty idziesz?
-Za chwilkę,jeszcze posiedzę chwilę.
-Dobranoc.
-Dobranoc.
Idę ciemnym korytarzem do mojej sypialni,otwieram drzwi i nie zapalam światła,ponieważ Peeta,może już spać.Podchodzę bliżej łóżka i widzę,że Peeta nie śpi tylko siedzi na łóżku.
-I jak z Johanna?-pyta cicho.
-Zakochała się-mówię siadając obok niego na łóżku.
-Naprawdę?Ona na serio się w nim zakochała?
-Tak,widzę to po niej,w sumie nigdy tak się nie zachowywała i to jest dla mnie bardzo dziwne.
-Dla mnie tak samo.
-Jeszcze jedno nie daje mi spokoju,że akurat zakochała się w twoim najlepszym przyjacielu.
-Haha Sam,zna się na takich sprawach,więc nie dziwię się,że Johanna się w nim zakochała na zabój.
-On zna się na takich sprawach?
-Tak,Sam jest romantykiem,potrafi zdziałać cuda.Większość chłopaków z naszej szkoły przychodziło do niego po rady.
-A ty też brałeś od niego rady?-mówię zanim pomyślałam,żeby ugryźć się w język.
-Myślałem nad tym ale zrezygnowałem,brakowało mi odwagi.
-Mówisz poważnie?
-I to jak najbardziej Katniss.
Nie odpowiadam na stwierdzenie Peety,sama nie wiem co mogła bym mu teraz powiedzieć.Dlatego obracam się w jego stronę i mocno się do niego przytulam,on również mnie przytula i okrywa nas kołdrą.Całuje mnie w czoło i mówi mi prosto do ucha najpiękniejsze słowa.
-Kocham cię.
-Ja również cię kocham.
Zasypiamy wtuleni w siebie.
Budzę się wczesnym rankiem,obracam się w prawą stronę i patrzę na Peetę.Śpi tak słodko,że nie mam serca aby go obudzić.Chcę dotknąć go swoją prawą ręką lecz on trzyma ją całą noc.Lewą ręką delikatnie głaszczę jego twarz.Robię tę czynność przez kilka minut dopóki na twarz Peety nie wkradł się uśmiech.
-Dzień dobry-mówi cicho.
-Dzień dobry,jak się spało?
-Dobrze,mogłaś jeszcze kolejne dziesięć minut mnie tak głaśkać.
-To ty nie spałeś?
-Nie,ale chciałem zobaczyć co zrobisz ze mną,kiedy śpię.
-Oj Peeta to teraz już wiesz.
Peeta przybliża głowę w moją stronę i składa na moich ustach czuły pocałunek.
Niechętnie wstaję z łóżka i idę do łazienki się przebrać.Następnie idę z Peetą na dół zrobić śniadanie,ku naszemu zaskoczeniu śniadanie było już gotowe.Johanna musiała się trochę napracować.Zrobiła nam jajecznicę ze szczypiorkiem ,tosty,babeczki z czekoladą i herbatę.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiadamy razem z Peetą.
-Usiądźcie do stołu,śniadanie gotowe.
-Sama to wszystko zrobiłaś?pyta cicho Peeta.
-A niby kto?
-Haymiych-prycha Peeta.
-Bardzo śmieszne.
-Dzięki Johanna.
-Nie ma za co jedzcie.
Po pysznym śniadaniu postanawiam zaprosić Sama i Johannę do nas na kolację.
-Może zaprosisz Sama do nas na kolację?
-To jest dobry pomysł,zaproś go do nas.
-Sama nie wiem.
-Masz to zrobić-puszczam oko do Johanny.
-Niech wam będzie o której konkretnie ma przyjść?
-Mniej więcej o 20.
-Dobra to ja w takim razie pójdę do niego i wszystko mu powiem.
Po godzinie 19 wszystko jest już gotowe,Peeta przyrządzał kolację a ja nakryłam do stołu.Na sam środek stołu położyłam butelkę czerwonego wytrawnego wina oraz nieduży świecznik.
Johanna nadal nie wychodzi ze swojego pokoju,siedzi tam już dobre 3 godziny, na dodatek kiedy chciałam z nią pogadać kazała mi spadać bo jest zajęta i wyjdzie dopiero o 20.
Na kolację zaprosiliśmy również Haymitcha,Johanna bardzo nalegała,ja szczególnie nie byłam tym pomysłem zachwycona,ponieważ on ma nadal ogromny problem z alkoholem a ja nie mam zamiaru użerać się z nim,żeby przestał tyle pić.
Następnie idę do pokoju by się przygotować na kolację,Peeta również idzie się przygotować tyle,że idzie do swojego domu.Bardzo chciałabym,żeby mieszkał ze mną ale brak mi odwagi,żeby mu to wyznać.Kiedyś może zapytam go o to albo będę czekać na jego ruch.
Otwieram swoją szafę i rozglądam się za odpowiednią sukienką na kolację.Po przepatrzeniu ubrań,wybieram granatową sukienkę na ramiączkach ze złotym paskiem,jest bardzo elegancka i sięga mi przed kolano.Gdy już ubrałam sukienkę,zaczesuję włosy w prosty warkocz,na usta kładę trochę czerwonej szminki a na rzęsy maluję czarnym tuszem.Przeglądam się w lustrze po raz ostatni i spoglądam na zegarek,jest godzina 19.50 więc postanawiam zejść na dół i czekać na gości.
W momencie kiedy schodzę po schodach do domu wchodzi Peeta,ubrany w białą bawełnianą koszulę i czarne spodnie od garnituru.Na swoje gęste blond włosy nałożył odrobinę żelu,co powoduje,że wygląda bardzo elegancko i seksownie.
Obraca się w moją stronę i nieruchomieje w miejscu,na jego twarzy widzę ogromne zaskoczenie,na dodatek jego szczęka lekko opadłam.
-I jak wyglądam-mówię robiąc piruet.
-Wyglądasz.....wyglądasz nieziemsko-uśmiecha się.
-Dziękuję,ty też.
Peeta ma zamiar mnie pocałować lecz niestety przerywa mu dzwonek do drzwi.
-A już myślałam-zaczynam chichotać.
-Dokończymy po kolacji-puszcza do mnie oko i idzie otworzyć drzwi.
-Dzień dobry, Ooo cześć Peeta-mówi donośnym głosem Sam.
-Cześć stary,wejdź do środka- mówi i pokazuje gestem ręki,żeby wszedł do domu.
-Dziękuję za zaproszenie.
Do środka wchodzi bardzo wysoki mężczyzna o ciemnych brązowych włosach i szarych oczach.Jest bardzo umięśniony,na twarzy ma nieduży zarost co zapewne podoba się Johannie.Ma na sobie czarne spodnie, czarną skórzaną kurtkę pod którą znajduje się fioletowa koszula.
-Cześć Katniss- mężczyzna podchodzi do mnie i całuje mnie w prawą dłoń.
-Cześć.
-Miło mi was widzieć,dawno się nie widzieliśmy.
-To prawda minął kawał czasu.
-Johanna!-krzyczę.
-Nie drzyj się ciemna maso!-krzyczy przez drzwi.
-Sam przyszedł!Rusz się!-odkrzykuje jej.
-Już idę-mówi piskliwym głosem.
Nie mija 10 sekund kiedy Johanna wychodzi z pokoju i idzie po schodach.Na jej widok moja szczęka niemal ląduje na podłodze.Johanna ubrała się w czarną sukienkę bez ramiączek sięgającej jej do połowy uda,na stopy włożyła kilkunastocentymetrowe szpilki.Na twarz nałożyła dużą ilość makijażu a włosy upięła w staranny kok.Nigdy w życiu nie widziałam Johanny tak seksownie ubranej i tak szczęśliwej jak tego dnia.
-Witaj kochanie!-mówi ciepłym głosem Sam.
-Cześć skarbie- Johanna niemalże biegnie do niego i rzuca mu się na szyję i całuje go namiętnie.
Do domu wchodzi Haymitch,jak to zawsze on w stanie nietrzeźwym.
-Dziękuję za zaproszenie,mam nadzieję,że macie coś dobrego dla mnie.
-Nie tym razem,możesz liczyć na lampkę wina.
-W takim razie nie zawitam u ciebie długo skarbie-puszcza do mnie oko i wchodzi do salonu.
Siadamy przy stole a Peeta przynosi kolację,przygotował moje ulubione danie,potrawkę z jagnięciny na dzikim ryżu.
Przez całą kolację rozmawiamy,śmiejemy się i spędzamy miło czas w swoim towarzystwie,mimo tego,że Haymitch wypija już 6 kieliszek wina i ledwo siedzi na stołku i opowiada głupoty ale jakimś dziwnym sposobem cieszę się,że przyszedł.Johanna wraz ze Samem opowiadają nam jak się poznali i jak dzięki Haymitchowi trafiła do jego domu.Po zjedzeniu kolacji Sam i Peeta odprowadzają pijanego Haymitcha do domu a ja z Johanną sprzątamy po kolacji.
-To był dobry pomysł.
-Jaki pomysł?
-Z tą kolacją,dawno tak się nie uśmiałam,dziękuję.
-Nie ma za co.
-Dobra z ciebie....przyjaciółka,ciemna maso.
Johanna przytula mnie i klepie mnie po plecach.Ta sytuacja wydaje mi się bynajmniej dziwna,dlatego,że nigdy Johanna nie okazywała mi uczuć,chyba tak działa na nią Sam.
Do kuchni wchodzi Sam i Peeta i śmieją się z nas.
-Ooo jakież to słodkie,dziewczyny się przytulają-mówi i wybucha śmiechem Sam.
Peeta również wybucha śmiechem i omal nie traci równowagi, sama nie wiem czy to spowodowane jest tym,że widział jak przytulam Johanne czy tym,że wypił kilka kieliszków za dużo.
-Co was tak bawi?-warczę razem z Johanną.
-Już z niczego-mówi Sam próbując zmienić temat.
-Co?
-Chodź mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką niby niespodziankę?
-Jeśli ze mną pójdziesz to zobaczysz-podaje Johannę rękę i przyciąga ją do siebie.
-Wrócimy jeszcze do tej rozmowy ale dopiero po niespodziance.
-Dziękuję wam za pyszną kolację i miłą zabawę,następnym razem my was zaprosimy.
-Nie ma za co-odpowiada mu Peeta.
-To do zobaczenia-odpowiadają ubierając na siebie kurtki.
-Cześć-odpowiadamy razem z Peetą.
Drzwi od naszego domu się zamykają a Peeta przyciąga mnie do siebie.
-Chyba czegoś nie dokończyliśmy?
-Chyba tak,ale nie pamiętam co,musisz mi chyba pokazać.
Peeta bierze mnie na ręce i wnosi po schodach do mojej sypialni cały czas całując .
Kładzie mnie delikatnie na łóżku i kładzie się na mnie,całuje mnie coraz namiętniej i zachłanniej.Zaczyna całować moją szyję i dekolt a z mojego gardła zaczynają wydobywać się ciche jęki.Peeta delikatnie gładzi ręką moje udo a ja zaczynam rozpinać guziki od jego bawełnianej białej koszuli.Z drobną pomocą Peety koszula ląduje po drugiej stronie mojej sypialni.Nagle Peeta zastyga w bezruchu i patrzy na mnie swoimi błękitnymi oczami.
-Katniss...czy ty naprawdę tego chcesz?-pyta lekko przestraszony.
-Jak niczego w świecie.
Peeta natychmiastowo szybkim ruchem ściąga moją niebieską kreację i rzuca ją na podłogę.Ponownie zaczyna całować moją szyję a ja próbuję ściągnąć z niego spodnie,lecz z marnym skutkiem,musi mi w tym pomóc.Następnie rozpina mój biustonosz i zdejmuje go, całuje mnie po moich nagich piersiach,zaczyna je ssać i delikatnie przygryzać co wywołuje u mnie głośne pojękiwania.Podnosi na chwilę głowę,patrzy mi w oczy.
-Kocham cię-szepcze do mojego ucha.
-Ja ciebie też kocham.
Delikatnymi ruchami zaczyna ściągać moje koronkowe majtki,ja nie pozostaję mu dłużna i robię to samoz jego bielizną,niedługo nasza bielizna również ląduje po drugiej stronie sypialni.Peeta ponownie zaczyna mnie całować i masować moje uda a ja oddaję się jego pieszczotą.Delikatnie rozsuwa moje uda i powoli zaczyna we mnie wchodzić.Z mojego gardła wydobywa się okrzyk rozkoszy, przez całe moje ciało przechodzą fale gorąca.Porusza się we mnie coraz szybciej co powoduje,że z jego gardła wydobywają się pojękiwania,obsypuje moje usta i szyję pocałunkami. Świat wokół przestaje istnieć,jesteśmy tylko my.
Nie potrafię kontrolować swojego własnego ciała,wyginam się w łuk.Przez co on wsuwa rękę pod moje plecy,mocniej mnie do siebie przyciągając.Zaczynam coraz bardziej krzyczeć a Peeta zatyka mi usta pocałunkami.Spędzamy ze sobą najlepsze 4 godziny w życiu.
Zasypiamy nadzy,wtuleni w siebie.Zmęczeni ale spełnieni.
Budzę się naga,wtulona w ramiona Peety.
Jak się spało?-pyta lekko zaspany Peeta.
-Nigdy w życiu tak dobrze nie spałam-mruczę.
Peeta uśmiecha się i przyciąga mnie na namiętny pocałunek.
-Jesteś głodna?
-Tak.
-A co byś chciała zjeść?
-Ciebie.
Peeta uśmiecha się figlarnie i kładzie się na mnie,całuje mnie po piersiach i szyji.Dotyka
moich ud a ja oddaję się tym przyjemnością.
-Kocham cię-szepsze do mojego ucha.
-Ja ciebie też.
Przez następne 20 minut leżymy a łóżku iobdarowywujemy się namiętnymi pocałunkami,potem schodzimy
na dół do kuchni przy przyrządzić śniadanie.
-Na co masz ochotę?-pyta mnie zaglądając do lodówki.
-Na bułki z serem.
-Już się robi a ty mi w tym pomorzesz.
-Ale ja nie umiem gotować.
-Nauczę się.
-Ale ja nie potrafię.
-Chodź pomożesz mi.
Niechętnie wstaję z krzesła i podchodzę do Peety.
-To co mam robić?
-Pomożesz mi zrobić ciasto.
-Ale ja nie umiem.
Peeta przekręca głowę w prawą stronę i uważnie mi się przygląda.
-Na co tak patrzysz?
-Na ciebie.
Na mojej twarzy pojawiają się rumieńce,mam zamiar pocałować Peetę ale on podaje mi miskę z
składnikami.
Nieporadnie próbuję zająć się tworzeniem ciasta na bułki,Peeta najwyraźniej to widzi,podchodzi
do mnie i uczy mnie jak zrobić ciasto.Z jego pomocą wychodzi mi to o wiele lepiej.Po około
20 minutach kończymy pracę,wkładamy bułki do pieca i siadamy na kanapie.
Oglądamy film o dzikich zwierzętach,o ich polowaniach,zdobywaniu jedzenia i o walce o przetrwanie.
Niedługo po tym idziemy do kuchni by zjeść bułki serowe,Peeta nakłada bułki na talerze a ja
robię nam herbatę.Siadamy do stołu i z uśmiechem na ustach jemy pyszne bułki.
Gdy już zaczynamy sprzątać do kuchni wkracza Johanna.
-Cześć Johanna.
-Cześć,co wyście wczoraj robili?-pyta nas siadając na krześle.
-Yyyyy... spaliśmy,bo co innego moglibyśmy niby robić?
-Katniss przestań kłamać,miałam zamiar spać u ciebie ale jak słyszałam wrzaski twoje i Peety
to na bank bym nie zasnęła.Dobrze,że mogłam zostać u Sama na noc.
Moja twarz robi się czerwona jak burak a Peeta spuszcza głowę na dół i zaczyna się śmiać jak
idiota.
-Dobra,możesz mi powiedzieć co tam się działo?
-Przestań.
-No co mi możesz powiedzieć-puszcza do mnie oko.
Na całe szczęście do naszego domu wchodzi Haymitch i przerywa te nieszczęsne,krempujące pytania
Johanny.
-Pakujcie się jedziemy do Kapitolu!-krzyczy Haymitch.
niedziela, 20 września 2015
Rozdział 4.Niespodzianka
Patrzę na Peetę z zaskoczeniem i niedowierzaniem .
-To nie była niespodzianka?-pytam zdziwionym głosem
-To był tylko początek niespodzianki Katniss
-Peeta nie musisz mi robić żadnych niespodzianek.
-Muszę,bo kiedy coś tobie się spodoba i jesteś szczęśliwa to ja także.
Kiedy Peeta wypowiedział te słowa moje serce zaczęło bić tak szybko,że niemal dostałam palpitacji.
On jest szczęśliwy gdy ja jestem szczęśliwa,nigdy w życiu nie słyszałam piękniejszych słów.
Nie pomyślałabym,że Peecie może aż tak zależeć na moim szczęściu,że sprawi mu to radość
teraz już o tym wiem.
Całuję Peetę policzek a on obejmuje swoimi szerokimi, umięśnionymi ramionami i przykłada swoje czoło do mojego.Odruchowo przygryzam wargę a on całuje mnie namiętnie w usta.
-Teraz będziesz musiała zakryć oczy- przerywa pocałunek i podaje mi czarną chustę do ręki.
-Muszę?Nie będę podglądać Peeta.
-Musisz.-powiedział stanowczo.
Peeta zawiązuje mi chustę z tyłu głowy i chwyta delikatnie za moją prawą dłoń.
Prowadzi mnie wolno po schodach bym się nie przewróciła.
Wchodzimy do mojej sypialni,dawno w niej nie byłam ale pamiętam w,którym miejscu się
znajduje.
Peeta puszcza moją rękę i rozwiązuje mi chustę.
Kiedy mi ją ściąga momentalnie otwieram oczy i ukazuje mi się pięknie odnowiona sypialnia.
Na ścianach mienią się przeróżne odcienie zieleni,przy ścianach znajdują się nowe
meble w kolorze ciemnego brązu z złotymi klamkami,na ścianach wiszą obrazy przedstawiające las namalowane przez Peetę.
Przez dłuższą chwilę nie potrafię wydusić z siebie ani jednego słowa,Peeta na pewno napracował
się przy malowaniu i sprzątaniu mojego domu,pokazując,że mu na mnie zależy.Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie,mając przy sobie kogoś tak wspaniałego jak Peeta.
Moją uwagę przykuły zdjęcia leżące się na szafce nocnej z prawej strony łóżka.
Na fotografiach znajduje się mój tata oraz roześmiana Prim,podchodzę do nich bliżej i przyglądam im się dokładanie.Do moich oczu zaczynają napływać łzy,po chwili spływają już po moich policzkach.Upadam na łóżko przykładając dłonie no oczu i wybucham płaczem.Tata tak dawno temu zginął w kopalni ale gdy tylko przypomnę sobie o nim łzy same napływają mi do oczu.Tak samo jest z Prim,kiedy na nią patrzę widzę ją jako płonącą pochodnię.Tata i Prim zasługiwali na to by żyć w lepszym świecie bez wojny,cierpienia i niesprawiedliwości w,którym teraz ja żyję,nie zasługuję na to,oni powinni być tutaj a nie ja by cieszyć się lepszym życiem.
Peeta siada koło mnie na łóżku i dotyka moich rąk,po czym zaczyna je głaskać.
-Katniss przepraszam,że dałem ci tu te zdjęcia,nie powinienem zaraz je odniosę.
-Peeta- mówię przez łzy.
-Już je stąd wezmę.
-Zostaw je proszę-ocieram łzy z policzka.
-Ale kiedy na nie popatrzyłaś to rozpłakałaś się...
-Bo tęsknię za nimi i tyle Peeta,nie zabieraj ich-podnoszę się i siadam obok Peety.
On obejmuje mnie i kładzie twarz na moich włosach.Ja przytulam się do klatki piersiowej Peety i nasłuchuję bicia jego serca.Peeta nie robi tego co jest jego największym atutem.Nic nie mówi.Wiem,że tylko on może sprawić,że nie będę płakać.
Po dłuższej chwili czuję,że zasypiam i zamykam oczy.
Budzę się wczesnym rankiem,za oknem dzień budzi się ze snu.Słońce powoli wschodzi a nieduża warstwa śniegu pokrywa dachy domów dawnego 12 dystryktu,lecz stało się coś dziwnego, nie śnił mi się żaden koszmar co jest niemal niemożliwe.Od końca pierwszych igrzysk do dzisiejszej nocy zawsze śniły mi się koszmary w,których byłam ścigana,straszona, torturowana,mordowana lub najbliższe mi osoby były torturowane,ścigane.straszone lub okrutnie zabijane.
Chyba obecność Peety i wczorajszy dzień wpłynął na to,że choć dzisiejszej nocy mogłam spać spokojnie.
Na samą myśl o Peecie kąciki moich ust same się podnoszą, chyba jego obecność tak na mnie działa.
Wstaję powoli z łóżka i wchodzę do łazienki by wziąć szybki prysznic,po około 5 minutach jestem już umyta.Następnie idę do szafy by wyciągnąć czyste ubranie,kiedy ją otwieram widzę ładnie ułożone ubrania,co jest za sprawą Peety,ponieważ ostatnim razem wszystkie ubrania były porozrzucane po całym domu.Wyciągam ciepły bawełniany sweter w zielonym kolorze oraz czarne jeansy.Podchodzę do lustra w łazience,przyglądam się sobie i nie jestem zachwycona swoim wyglądem,moje włosy są w totalnym nie ładzie a moja skóra na twarzy pozostawia sobie wiele do życzenia.
Sięgam do niedużej półki pod umywalką i wyciągam pudełeczko z lekko różowym pudrem.Biorę odrobinę pudru na i nakładam odrobinę na policzki.
Potem biorę szczotkę i rozczesuję mokre włosy,po rozczesaniu zaplatam warkocz jaki zwykle noszę.
Na koniec przeglądam się po raz ostatni w lustrze by ocenić czy wyglądam schludnie,stwierdzam,że wyglądam całkiem dobrze.
Wychodzę z łazienki i kieruję się na dół do kuchni ,kiedy do niej wchodzę spoglądam na stół i widzę położoną na nim białą niedużą karteczkę.
Podchodzę do stołu i biorę kartkę do ręki i czytam:
,,Jeśli jesteś głodna to w lodówce zostawiłem ci śniadanie,jeżeli czegoś potrzebujesz jestem u siebie
Peeta''
Na moich ustach ponownie pojawił się uśmiech,kładę kartkę na stole i otwieram lodówkę.Rozglądam się i widzę kilka kanapek z szynką i pomidorami oraz kilka bułeczek serowych.
Bez dłuższego zastanawiania się biorę 3 bułeczki serowe,siadam przy stole i zjadam je w szybkim tempie.
Bułeczki na pewno są robotą Peety,są chrupiące na zewnątrz a miękkie z środka.Po zjedzeniu pysznych bułeczek ubieram kurtkę i wygodne ciepłe buty i udaję się prosto do domu Peety.
Jego dom stoi kilka metrów od niego co powoduje,że będę tam za chwilę,lecz muszę uważać ponieważ
droga pokryta jest cienką warstwą lodu a ja nie mam zamiaru po raz kolejny jechać do szpitala.
Najostrożniej jak potrafię przechodzę po cienkiej warstwie lodu i idę do domu Peety.
Wchodzę na lekko zaśnieżone schody i naciskam na dzwonek do drzwi.
Dzwonię kilka razy lecz Peeta mi nie otwiera,dzwonię ponownie i nadal nic.Postanawiam nacisnąć klamkę i wejść do środka by sprawdzić co z Peetą.
Rozglądam się po pokojach lecz nie widzę ani nie słyszę Peety,więc postanawiam wejść na górę.Idę dość cicho po schodach myśląc,że Peeta może jeszcze śpi,dlatego postanawiam,że zrobię mu małą niespodziankę.
Podchodzę do jasno brązowych drzwi sypialni Peety,przykładam ucho do drzwi i nasłuchuję,lecz nic nie słyszę,stwierdzam,że Peeta na pewno śpi,ale dlaczego miał otwarte drzwi?Może ktoś się włamał i zrobił mu krzywdę albo coś jeszcze gorszego.Gwałtownie naciskam na klamkę i otwieram drzwi do jego sypialni.
Moim oczom ukazuje się nagi Peeta,który ledwo co wyszedł spod prysznica trzymając ręcznik w lewej ręce.
Zamieram w bezruchu nie wiem co mogę mu teraz powiedzieć,moja twarz robi się czerwona ze wstydu.
Peeta odskakuje na bok zakrywając się ręcznikiem.
-O cholera!-krzyknął.
Zamykam drzwi od sypialni z hukiem i zbiegam po schodach najszybciej jak potrafię.
Zatrzymuję się w korytarzu opierając plecy o ścianę ciężko osuwając się na podłogę.
Co ja teraz mu powiem?Weszłam do jego domu i weszłam do jego sypialni,kiedy...kiedy był całkiem nagi.
Co Peeta teraz sobie o mnie pomyśli,że jestem nienormalna i nie potrafię zapukać do drzwi jak normalny człowiek.Nigdy w życiu nie byłam tak zawstydzona jak teraz.Myślałam,że coś mogło mu się stać a on tylko brał prysznic.Zrobiłam z siebie cholerną idiotkę.
Moje myśli przerywają kroki Peety na schodach.
-Katniss!-woła.
Nie odzywam się tylko stoję ze spuszczoną głową w korytarzu.
-Katiss- woła ponownie schodząc na dół.
-Przepraszam Peeta,ja nie wiedziałam-mówię ze spuszczoną głową
-Katniss...
-Mówię prawdę nie wiedziałam.
-Daj mi skończyć!Nic się przecież nie stało.
-Stało się,przepraszam,dzwoniłam na dzwonku ale nie otwierałeś,myślałam,że coś ci się stało.
-Brałem prysznic to dlatego nie słyszałem.
-Przepraszam cię Peeta.
-Dobrze Katniss.
Podnoszę wzrok na Peete stojącego nad mną ,ku mojemu zdziwieniu on nie jest zdenerwowany czy zakłopotany, na jego twarzy widnieje szczery uśmiech.Podaje mi swoją dłoń bym wstała z podłogi.Chwytam jego ciepłą ,silną dłoń i szybko wstaję.
-Może obejrzymy coś w telewizji?-sugeruje Peeta
- Tak-odpowiadam szybko by nie wracać do zaistniałej przed chwilą krępującej sytuacji.
Idę z Peetą do salonu tam kładziemy się na kremowej,wygodnej sofie i oglądamy film,który wybrał Peeta.
Była to komedia romantyczna w,której udawana miłość przerodziła się w prawdziwą.Opowiadała o kobiecie,która nie chcąc zostać deportowana musiała wziąć ślub z mężczyzną,a jej problem polegał na tym,że nikt jej nie lubił i postanowiła poślubić swojego sekretarza,który nie miał wyboru,ponieważ wyrzuciła by go z jego wymarzonej pracy.Miły nastrój przy oglądaniu telewizji przerywa nam dzwonek do drzwi.
-Kto to może być?-pytam cicho.
-Nie mam pojęcia,pójdę sprawdzić.-odpowiada Peeta.
-Ja pójdę-wstaję z sofy i udaję się w kierunku drzwi wejściowych.
Powoli naciskam klamkę i otwieram drzwi.
W drzwiach widzę parę bardzo mi znanych brązowych oczu.
-To nie była niespodzianka?-pytam zdziwionym głosem
-To był tylko początek niespodzianki Katniss
-Peeta nie musisz mi robić żadnych niespodzianek.
-Muszę,bo kiedy coś tobie się spodoba i jesteś szczęśliwa to ja także.
Kiedy Peeta wypowiedział te słowa moje serce zaczęło bić tak szybko,że niemal dostałam palpitacji.
On jest szczęśliwy gdy ja jestem szczęśliwa,nigdy w życiu nie słyszałam piękniejszych słów.
Nie pomyślałabym,że Peecie może aż tak zależeć na moim szczęściu,że sprawi mu to radość
teraz już o tym wiem.
Całuję Peetę policzek a on obejmuje swoimi szerokimi, umięśnionymi ramionami i przykłada swoje czoło do mojego.Odruchowo przygryzam wargę a on całuje mnie namiętnie w usta.
-Teraz będziesz musiała zakryć oczy- przerywa pocałunek i podaje mi czarną chustę do ręki.
-Muszę?Nie będę podglądać Peeta.
-Musisz.-powiedział stanowczo.
Peeta zawiązuje mi chustę z tyłu głowy i chwyta delikatnie za moją prawą dłoń.
Prowadzi mnie wolno po schodach bym się nie przewróciła.
Wchodzimy do mojej sypialni,dawno w niej nie byłam ale pamiętam w,którym miejscu się
znajduje.
Peeta puszcza moją rękę i rozwiązuje mi chustę.
Kiedy mi ją ściąga momentalnie otwieram oczy i ukazuje mi się pięknie odnowiona sypialnia.
Na ścianach mienią się przeróżne odcienie zieleni,przy ścianach znajdują się nowe
meble w kolorze ciemnego brązu z złotymi klamkami,na ścianach wiszą obrazy przedstawiające las namalowane przez Peetę.
Przez dłuższą chwilę nie potrafię wydusić z siebie ani jednego słowa,Peeta na pewno napracował
się przy malowaniu i sprzątaniu mojego domu,pokazując,że mu na mnie zależy.Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie,mając przy sobie kogoś tak wspaniałego jak Peeta.
Moją uwagę przykuły zdjęcia leżące się na szafce nocnej z prawej strony łóżka.
Na fotografiach znajduje się mój tata oraz roześmiana Prim,podchodzę do nich bliżej i przyglądam im się dokładanie.Do moich oczu zaczynają napływać łzy,po chwili spływają już po moich policzkach.Upadam na łóżko przykładając dłonie no oczu i wybucham płaczem.Tata tak dawno temu zginął w kopalni ale gdy tylko przypomnę sobie o nim łzy same napływają mi do oczu.Tak samo jest z Prim,kiedy na nią patrzę widzę ją jako płonącą pochodnię.Tata i Prim zasługiwali na to by żyć w lepszym świecie bez wojny,cierpienia i niesprawiedliwości w,którym teraz ja żyję,nie zasługuję na to,oni powinni być tutaj a nie ja by cieszyć się lepszym życiem.
Peeta siada koło mnie na łóżku i dotyka moich rąk,po czym zaczyna je głaskać.
-Katniss przepraszam,że dałem ci tu te zdjęcia,nie powinienem zaraz je odniosę.
-Peeta- mówię przez łzy.
-Już je stąd wezmę.
-Zostaw je proszę-ocieram łzy z policzka.
-Ale kiedy na nie popatrzyłaś to rozpłakałaś się...
-Bo tęsknię za nimi i tyle Peeta,nie zabieraj ich-podnoszę się i siadam obok Peety.
On obejmuje mnie i kładzie twarz na moich włosach.Ja przytulam się do klatki piersiowej Peety i nasłuchuję bicia jego serca.Peeta nie robi tego co jest jego największym atutem.Nic nie mówi.Wiem,że tylko on może sprawić,że nie będę płakać.
Po dłuższej chwili czuję,że zasypiam i zamykam oczy.
Budzę się wczesnym rankiem,za oknem dzień budzi się ze snu.Słońce powoli wschodzi a nieduża warstwa śniegu pokrywa dachy domów dawnego 12 dystryktu,lecz stało się coś dziwnego, nie śnił mi się żaden koszmar co jest niemal niemożliwe.Od końca pierwszych igrzysk do dzisiejszej nocy zawsze śniły mi się koszmary w,których byłam ścigana,straszona, torturowana,mordowana lub najbliższe mi osoby były torturowane,ścigane.straszone lub okrutnie zabijane.
Chyba obecność Peety i wczorajszy dzień wpłynął na to,że choć dzisiejszej nocy mogłam spać spokojnie.
Na samą myśl o Peecie kąciki moich ust same się podnoszą, chyba jego obecność tak na mnie działa.
Wstaję powoli z łóżka i wchodzę do łazienki by wziąć szybki prysznic,po około 5 minutach jestem już umyta.Następnie idę do szafy by wyciągnąć czyste ubranie,kiedy ją otwieram widzę ładnie ułożone ubrania,co jest za sprawą Peety,ponieważ ostatnim razem wszystkie ubrania były porozrzucane po całym domu.Wyciągam ciepły bawełniany sweter w zielonym kolorze oraz czarne jeansy.Podchodzę do lustra w łazience,przyglądam się sobie i nie jestem zachwycona swoim wyglądem,moje włosy są w totalnym nie ładzie a moja skóra na twarzy pozostawia sobie wiele do życzenia.
Sięgam do niedużej półki pod umywalką i wyciągam pudełeczko z lekko różowym pudrem.Biorę odrobinę pudru na i nakładam odrobinę na policzki.
Potem biorę szczotkę i rozczesuję mokre włosy,po rozczesaniu zaplatam warkocz jaki zwykle noszę.
Na koniec przeglądam się po raz ostatni w lustrze by ocenić czy wyglądam schludnie,stwierdzam,że wyglądam całkiem dobrze.
Wychodzę z łazienki i kieruję się na dół do kuchni ,kiedy do niej wchodzę spoglądam na stół i widzę położoną na nim białą niedużą karteczkę.
Podchodzę do stołu i biorę kartkę do ręki i czytam:
,,Jeśli jesteś głodna to w lodówce zostawiłem ci śniadanie,jeżeli czegoś potrzebujesz jestem u siebie
Peeta''
Na moich ustach ponownie pojawił się uśmiech,kładę kartkę na stole i otwieram lodówkę.Rozglądam się i widzę kilka kanapek z szynką i pomidorami oraz kilka bułeczek serowych.
Bez dłuższego zastanawiania się biorę 3 bułeczki serowe,siadam przy stole i zjadam je w szybkim tempie.
Bułeczki na pewno są robotą Peety,są chrupiące na zewnątrz a miękkie z środka.Po zjedzeniu pysznych bułeczek ubieram kurtkę i wygodne ciepłe buty i udaję się prosto do domu Peety.
Jego dom stoi kilka metrów od niego co powoduje,że będę tam za chwilę,lecz muszę uważać ponieważ
droga pokryta jest cienką warstwą lodu a ja nie mam zamiaru po raz kolejny jechać do szpitala.
Najostrożniej jak potrafię przechodzę po cienkiej warstwie lodu i idę do domu Peety.
Wchodzę na lekko zaśnieżone schody i naciskam na dzwonek do drzwi.
Dzwonię kilka razy lecz Peeta mi nie otwiera,dzwonię ponownie i nadal nic.Postanawiam nacisnąć klamkę i wejść do środka by sprawdzić co z Peetą.
Rozglądam się po pokojach lecz nie widzę ani nie słyszę Peety,więc postanawiam wejść na górę.Idę dość cicho po schodach myśląc,że Peeta może jeszcze śpi,dlatego postanawiam,że zrobię mu małą niespodziankę.
Podchodzę do jasno brązowych drzwi sypialni Peety,przykładam ucho do drzwi i nasłuchuję,lecz nic nie słyszę,stwierdzam,że Peeta na pewno śpi,ale dlaczego miał otwarte drzwi?Może ktoś się włamał i zrobił mu krzywdę albo coś jeszcze gorszego.Gwałtownie naciskam na klamkę i otwieram drzwi do jego sypialni.
Moim oczom ukazuje się nagi Peeta,który ledwo co wyszedł spod prysznica trzymając ręcznik w lewej ręce.
Zamieram w bezruchu nie wiem co mogę mu teraz powiedzieć,moja twarz robi się czerwona ze wstydu.
Peeta odskakuje na bok zakrywając się ręcznikiem.
-O cholera!-krzyknął.
Zamykam drzwi od sypialni z hukiem i zbiegam po schodach najszybciej jak potrafię.
Zatrzymuję się w korytarzu opierając plecy o ścianę ciężko osuwając się na podłogę.
Co ja teraz mu powiem?Weszłam do jego domu i weszłam do jego sypialni,kiedy...kiedy był całkiem nagi.
Co Peeta teraz sobie o mnie pomyśli,że jestem nienormalna i nie potrafię zapukać do drzwi jak normalny człowiek.Nigdy w życiu nie byłam tak zawstydzona jak teraz.Myślałam,że coś mogło mu się stać a on tylko brał prysznic.Zrobiłam z siebie cholerną idiotkę.
Moje myśli przerywają kroki Peety na schodach.
-Katniss!-woła.
Nie odzywam się tylko stoję ze spuszczoną głową w korytarzu.
-Katiss- woła ponownie schodząc na dół.
-Przepraszam Peeta,ja nie wiedziałam-mówię ze spuszczoną głową
-Katniss...
-Mówię prawdę nie wiedziałam.
-Daj mi skończyć!Nic się przecież nie stało.
-Stało się,przepraszam,dzwoniłam na dzwonku ale nie otwierałeś,myślałam,że coś ci się stało.
-Brałem prysznic to dlatego nie słyszałem.
-Przepraszam cię Peeta.
-Dobrze Katniss.
Podnoszę wzrok na Peete stojącego nad mną ,ku mojemu zdziwieniu on nie jest zdenerwowany czy zakłopotany, na jego twarzy widnieje szczery uśmiech.Podaje mi swoją dłoń bym wstała z podłogi.Chwytam jego ciepłą ,silną dłoń i szybko wstaję.
-Może obejrzymy coś w telewizji?-sugeruje Peeta
- Tak-odpowiadam szybko by nie wracać do zaistniałej przed chwilą krępującej sytuacji.
Idę z Peetą do salonu tam kładziemy się na kremowej,wygodnej sofie i oglądamy film,który wybrał Peeta.
Była to komedia romantyczna w,której udawana miłość przerodziła się w prawdziwą.Opowiadała o kobiecie,która nie chcąc zostać deportowana musiała wziąć ślub z mężczyzną,a jej problem polegał na tym,że nikt jej nie lubił i postanowiła poślubić swojego sekretarza,który nie miał wyboru,ponieważ wyrzuciła by go z jego wymarzonej pracy.Miły nastrój przy oglądaniu telewizji przerywa nam dzwonek do drzwi.
-Kto to może być?-pytam cicho.
-Nie mam pojęcia,pójdę sprawdzić.-odpowiada Peeta.
-Ja pójdę-wstaję z sofy i udaję się w kierunku drzwi wejściowych.
Powoli naciskam klamkę i otwieram drzwi.
W drzwiach widzę parę bardzo mi znanych brązowych oczu.
środa, 16 września 2015
Rozdział 3.Zależy mi na tobie
Po dość długiej przerwie napisałam kolejny rozdział.Życzę miłego czytania,za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam do komentowania ;3
Po dość długiej podróży przez zaśnieżone ulice miasta docieramy do szpitala.Kiedy tylko przekraczamy próg oszklonych drzwi szpitala podchodzi do nas średniego wzrostu pielęgniarka z wózkiem i każe mi na nim usiąść bym się nie przemęczała.
Kategorycznie jej odmawiam i idę przed siebie. Peeta podbiega do mnie i chwyta mnie mocno za prawą dłoń.
- Katniss proszę cię usiądź,nie możesz się przemęczać-mówi głośno Peeta.
-Dam radę iść sama,nie potrzebuję pomocy
-Ależ nalegam panno Everdeen,żeby pani usiadła- mówi spokojnym głosem pielęgniarka.
-Nie!-warczę.
-Katniss!Usiądź-krzyczy Peeta.
Piorunuję ich wzrokiem i idę przed siebie.
-Panno Everdeen niech pani usiądzie.
Czy oni nie rozumieją,że nie potrzebuję żadnej pomocy?Nie jestem śmiertelnie chora tylko spadłam z tych cholernych schodów.Nie potrzebuję żadnego ulgowego traktowania,sama potrafię dojść do sali.Ja nie jestem jakąś starą babcią,która nie może sama iść przez korytarz.
-Ogłuchliście?Nie musicie mi pomagać,dam sobie sama radę.
Ostatecznie Peeta i pielęgniarka dają za wygraną i idę sama o własnych siłach do wskazanej przez lekarzy sali.Tam jestem badana,by lekarze mogli ustalić czy coś mi dolega po upadku.
Po serii długich badań lekarze stwierdzają u mnie,że mam lekki wstrząs mózgu i muszę zostać 4 dni na obserwacji.
Idę długim rozświetlonym korytarzem za pielęgniarką do mojej sali.Staram się nie patrzeć na ludzi na korytarzu,ponieważ gdy widzę ludzi chorych od razu robi mi się ich strasznie żal.Nienawidzę szpitali,one kojarzą mi się z bólem, cierpieniem,ze śmiercią i z wojną,którą przeżyłam.Przypomina mi się szpital w 13 w,którym musiałam przebywać gdy Peeta zacisnął ze wściekłością swoje silne dłonie na mojej szyi,ze zamiarem zabicia mnie.Przypominam sobie jak został zbombardowany szpital w dystrykcie ósmym,zginęło w nim mnóstwo ludzi.Kiedy o tym myślę robi mi się słabo.
Wchodzimy do mojej sali,jest ona blado różowa,posiada ona 4 okna z widokiem na panoramę miasta,2 łóżka w prawym i lewym kącie a przy nich małe półeczki i różne aparatury,których nazw nie znam.Średniego wzrostu pielęgniarka odwraca się w moją stronę po czym zwraca się do mnie;
-Panno Everdeen,pani łóżko znajduję się z lewej strony,proszę się położyć a ja przyniosę pani nową koszulę nocną.
Nie odpowiadam jej,idę do wskazanego łóżka,spoglądam na nie i od razu stwierdzam,że nie jest ono wygodne,stwierdzam to po grubości materaca.
Kiedy na nie siadam wiem,że miałam rację,pod cienkim materacem czuć wszystkie sprężyny,co powoduje,że jest ono niewygodne,postanawiam się położyć co skutkuje okropnym dla ucha skrzypieniem,ten okropny dźwięk pewnie słychać w obrębie 5 kilometrów.
Chwilę później przychodzi pielęgniarka wraz z Peetą,daje mi koszulę i zostawia nas samych w pomieszczeniu.
-Jak się czujesz?-pyta z troską w głosie.
Patrzę na niego i nie odzywam się, obracam głowę w przeciwną stronę.
-Katniss co ci się znów dzieje?
-Nic mi nie jest,nie traktuj mnie jak obłożnie chorej,ja tylko spadłam z tych przeklętych schodów,nie umieram.
- To o to ci chodzi?Że martwię się o ciebie i o twoje zdrowie?Katniss mi zależy na tobie i nie wybaczył bym sobie gdyby coś ci się stało.Jesteś dla mnie ważna jak nikt inny.Przepraszam cię jeszcze raz za to,że się nie odzywałem przez tak długi czas do ciebie,nie chciałem na ciebie naciskać, bałem się że mnie odrzucisz.Przepraszam.
-A ja proszę cię Peeta byś nie traktował mnie jak obłożnie chorą,bo nią nie jestem.Nic mi nie jest,jak coś mi będzie to ci o tym powiem.Dobrze?
-Dobrze Katniss-powiedział spokojnym głosem siadając na skrzypiącym łóżku.
-Mi też zależy na tobie.
Peeta podniósł na mnie wzrok a na jego twarzy pojawiło się wielkie zaskoczenie.
Patrzy na mnie jakby nie mógł uwierzyć,że wypowiedziałam te słowa do niego.
-Cieszę się Katniss, bardzo mi ciebie brakowało.
Zmieniłam pozycję z leżącej na siedzącą,popatrzyłam w jego niebieskie oczy by zobaczyć czy mówi prawdę.Peeta uśmiechnął się do mnie a ja do niego po czym przytuliłam się do niego,on objął mnie swoimi silnymi ramionami i przyłożył swój policzek do moich włosów.Teraz mogę się nim nacieszyć,beztrosko wdychać jego zapach.
Pobyt w szpitalu ciągnął mi się niemiłosiernie długo,minuty stawały się długie jak godziny a ja siedziałam w sali, nie mogąc nigdzie wyjść.
Codziennie na szczęście przychodził do mnie Peeta na kilka godzin,rozmawialiśmy a czasami spacerowaliśmy po szpitalnym korytarzu.
Z dnia na dzień czułam jak nasze wspólne relacje się poprawiają,coraz więcej rozmawialiśmy a kiedy miał wracać do domu,czułam,że już za nim tęsknie.
Dobrze,że te 4 dni już minęły,nareszcie mogę wrócić do swojego domu,cieszyć się ,że nie muszę jeść tych przeklętych papek bez smaku przygotowywanych przez kuchnię i leżeć całymi dniami w łóżku patrząc w śnieżnobiałe ściany bez Peety.
Teraz siedzę na kanapie i czekam na Peetę i Haymitcha na recepcji.Przyglądam się pielęgniarce rozmawiającej z kimś przez telefon,nie słyszę co mówi,ponieważ jestem kilkanaście metrów od niej a na korytarzu jest dość dużo ludzi,którzy ze sobą rozmawiają co powoduje,że nic nie słyszę.
Biała kanapa na,której siedzę jest bardzo wygodna,jest tak miękka,że aż prawie nie czuć,że się na niej siedzi.
Po paru minutach obserwacji pielęgniarki na recepcję przychodzi Haymitch z Peeta. Podchodzą do recepcjonistki i pytają ją o mnie,ponieważ pokazuje ona głową w moją stronę. Odwracają się w moją stronę a na twarzy Peety pojawia się szeroki,szczery uśmiech,ja również momentalnie się uśmiecham.Wstaję z wygodnej kanapy i idę w ich kierunku.
-Witaj skarbie-mówi przez uśmiech.
-Cześć Haymitch
-Jak ma się twoja głowa?-mówi podając mi swoją prawą dłoń
-Dobrze a twoja?-odpowiadam mu podając mu swoją dłoń.
-Również dobrze-uśmiecha się.
Peeta cicho się zaśmiał a Haymitch popatrzył na niego dziwnym spojrzeniem.
Obracam się do Peety a on rozchyla swoje silne ramiona a ja odruchowo się w nie wtulam.
-Tęskniłem za tobą-szepcze do mojego ucha.
-Ja też tęskniłam.
- Proszę o to pani wypis-mówi pielęgniarka podchodząc do nas.
Odrywam się niechętnie od Peety i biorę wypis od pielęgniarki.
Peeta bierze moją torbę i idziemy razem z Haymitchem do samochodu na parkingu.
Po około godzinie drogi jesteśmy już przed moim domem.Wychodzimy z samochodu,ja i Peeta idziemy do mnie a Haymitch do siebie twierdząc,że idzie się napić za to,że wyszłam ze szpitala i nic mi nie jest.Wchodzimy z Peeta do mojego domu a moim oczom ukazuje się pięknie posprzątany dom,bez porozwalanych ubrań,śmieci,kartek i butelek.Mój dom,przeszedł ogromną metamorfozę ,jest nie do poznania,lśni czystością,wszystko jest dokładnie posprzątane jak nigdy dotąd.
-Peeta ty sam to posprzątałeś?-odwracam się do niego.
-Tak,miałaś tu niezły bałagan to postanowiłem coś z tym zrobić.
-Nie trzeba było,nie musiałeś.Dziękuję.
-Nie ma za co Katniss,chodź do kuchni musisz coś zjeść-chwyta mnie za rękę i prowadzi mnie do kuchni.
Moja kuchnia też przeszła małą metamorfozę,po podłodze nie walają się już szkła po butelkach,na karniszach wiszą piękne zielono-pomarańczowe zasłony a na stole leży pełno wypieków,które zapewne upiekł Peeta.
-Masz na coś ochotę?
- Na to pyszne ciasto-mówię wskazując palcem na leżące na stole ciasto czekoladowe.
-Już się robi-bierze nóż i kroi ciasto czekoladowe.
Po smacznym posiłku wstaję by pozmywać naczynia,lecz Peeta mnie zatrzymuje koło zlewu.
-Co ty robisz?
-Pozwól,że ja pozmywam naczynia-chwyta rękami talerze w moich dłoniach.
-Ty się napracowałeś i sam wszystko zrobiłeś więc pozwól mi chociaż umyć naczynia.
-Nalegam-uśmiecha się do mnie.
-Peeta proszę cię nie denerwuj mnie.
-Daj sobie pomóc ostatni raz co?-na jego twarzy pojawia się głupi uśmieszek.
-Niech ci już będzie-daję za wygraną bo nie chcę się z nim sprzeczać o umycie talerzy.
Siadam na stołku i obserwuję jak Peeta szybko myje talerze.
Po kilku minutach kończy mycie,obraca się w moją stronę i patrzy na mnie swoimi pięknymi niebieskimi oczami.
-Co chciała byś teraz porobić?
-Sama nie wiem,ale muszę ci coś powiedzieć-wstaję z drewnianego stołka i podchodzę do Peety.'
-Coś się stało?Potrzebujesz czegoś?-pyta z troską w głosie.
-Peeta dziękuję ci za to wszystko.
-Nie masz mi za co dziękować.
-Mylisz się mam za co.
Spoglądam w jego piękne błękitne tęczówki i w momencie się w nich zatapiam.One są takie piękne,że mogła bym w nie patrzeć całymi dniami.
-Kocham cię Peeta.
-Ja też cię kocham,zawsze będę cię kochać.
Peeta bierze swoimi silnymi dłońmi moją twarz i przybliża ją do swojej i składa na moich ustach bardzo czuły pocałunek,który z upływem czasu robi się coraz bardziej namiętny.
Po moim ciele rozchodzi się fala gorąca,od czubka głowy po same końce palców u stóp.Od tak dawna nie całowałam jego ust jak zawsze ciepłych i czułych.Tęskniłam za nimi,za nim całym,za jego zapachem,pięknymi błękitnymi oczami,dotykiem.Teraz wiem,że on kocha mnie tak samo jak ja jego,wiem,że choćby nie wiem co się stało on zawsze będzie przy mnie bez względu na wszystko.Parę dni temu myślałam całkowicie inaczej,że on chce o mnie zapomnieć,ułożyć sobie życie inaczej z kimś innym,ale myliłam się on cały czas mnie kochał,nie chciał na mnie naciskać bym nie zrobiła czegoś pochopnego.
Kto by pomyślał,że ten nieszczęsny upadek z moich schodów połączy na nowo mnie i Peete.
Nareszcie mam przy sobie swojego chłopca z chlebem.
-Mam jeszcze dla ciebie małą niespodziankę Katniss.
Zapraszam do komentowania ;3
Po dość długiej podróży przez zaśnieżone ulice miasta docieramy do szpitala.Kiedy tylko przekraczamy próg oszklonych drzwi szpitala podchodzi do nas średniego wzrostu pielęgniarka z wózkiem i każe mi na nim usiąść bym się nie przemęczała.
Kategorycznie jej odmawiam i idę przed siebie. Peeta podbiega do mnie i chwyta mnie mocno za prawą dłoń.
- Katniss proszę cię usiądź,nie możesz się przemęczać-mówi głośno Peeta.
-Dam radę iść sama,nie potrzebuję pomocy
-Ależ nalegam panno Everdeen,żeby pani usiadła- mówi spokojnym głosem pielęgniarka.
-Nie!-warczę.
-Katniss!Usiądź-krzyczy Peeta.
Piorunuję ich wzrokiem i idę przed siebie.
-Panno Everdeen niech pani usiądzie.
Czy oni nie rozumieją,że nie potrzebuję żadnej pomocy?Nie jestem śmiertelnie chora tylko spadłam z tych cholernych schodów.Nie potrzebuję żadnego ulgowego traktowania,sama potrafię dojść do sali.Ja nie jestem jakąś starą babcią,która nie może sama iść przez korytarz.
-Ogłuchliście?Nie musicie mi pomagać,dam sobie sama radę.
Ostatecznie Peeta i pielęgniarka dają za wygraną i idę sama o własnych siłach do wskazanej przez lekarzy sali.Tam jestem badana,by lekarze mogli ustalić czy coś mi dolega po upadku.
Po serii długich badań lekarze stwierdzają u mnie,że mam lekki wstrząs mózgu i muszę zostać 4 dni na obserwacji.
Idę długim rozświetlonym korytarzem za pielęgniarką do mojej sali.Staram się nie patrzeć na ludzi na korytarzu,ponieważ gdy widzę ludzi chorych od razu robi mi się ich strasznie żal.Nienawidzę szpitali,one kojarzą mi się z bólem, cierpieniem,ze śmiercią i z wojną,którą przeżyłam.Przypomina mi się szpital w 13 w,którym musiałam przebywać gdy Peeta zacisnął ze wściekłością swoje silne dłonie na mojej szyi,ze zamiarem zabicia mnie.Przypominam sobie jak został zbombardowany szpital w dystrykcie ósmym,zginęło w nim mnóstwo ludzi.Kiedy o tym myślę robi mi się słabo.
Wchodzimy do mojej sali,jest ona blado różowa,posiada ona 4 okna z widokiem na panoramę miasta,2 łóżka w prawym i lewym kącie a przy nich małe półeczki i różne aparatury,których nazw nie znam.Średniego wzrostu pielęgniarka odwraca się w moją stronę po czym zwraca się do mnie;
-Panno Everdeen,pani łóżko znajduję się z lewej strony,proszę się położyć a ja przyniosę pani nową koszulę nocną.
Nie odpowiadam jej,idę do wskazanego łóżka,spoglądam na nie i od razu stwierdzam,że nie jest ono wygodne,stwierdzam to po grubości materaca.
Kiedy na nie siadam wiem,że miałam rację,pod cienkim materacem czuć wszystkie sprężyny,co powoduje,że jest ono niewygodne,postanawiam się położyć co skutkuje okropnym dla ucha skrzypieniem,ten okropny dźwięk pewnie słychać w obrębie 5 kilometrów.
Chwilę później przychodzi pielęgniarka wraz z Peetą,daje mi koszulę i zostawia nas samych w pomieszczeniu.
-Jak się czujesz?-pyta z troską w głosie.
Patrzę na niego i nie odzywam się, obracam głowę w przeciwną stronę.
-Katniss co ci się znów dzieje?
-Nic mi nie jest,nie traktuj mnie jak obłożnie chorej,ja tylko spadłam z tych przeklętych schodów,nie umieram.
- To o to ci chodzi?Że martwię się o ciebie i o twoje zdrowie?Katniss mi zależy na tobie i nie wybaczył bym sobie gdyby coś ci się stało.Jesteś dla mnie ważna jak nikt inny.Przepraszam cię jeszcze raz za to,że się nie odzywałem przez tak długi czas do ciebie,nie chciałem na ciebie naciskać, bałem się że mnie odrzucisz.Przepraszam.
-A ja proszę cię Peeta byś nie traktował mnie jak obłożnie chorą,bo nią nie jestem.Nic mi nie jest,jak coś mi będzie to ci o tym powiem.Dobrze?
-Dobrze Katniss-powiedział spokojnym głosem siadając na skrzypiącym łóżku.
-Mi też zależy na tobie.
Peeta podniósł na mnie wzrok a na jego twarzy pojawiło się wielkie zaskoczenie.
Patrzy na mnie jakby nie mógł uwierzyć,że wypowiedziałam te słowa do niego.
-Cieszę się Katniss, bardzo mi ciebie brakowało.
Zmieniłam pozycję z leżącej na siedzącą,popatrzyłam w jego niebieskie oczy by zobaczyć czy mówi prawdę.Peeta uśmiechnął się do mnie a ja do niego po czym przytuliłam się do niego,on objął mnie swoimi silnymi ramionami i przyłożył swój policzek do moich włosów.Teraz mogę się nim nacieszyć,beztrosko wdychać jego zapach.
Pobyt w szpitalu ciągnął mi się niemiłosiernie długo,minuty stawały się długie jak godziny a ja siedziałam w sali, nie mogąc nigdzie wyjść.
Codziennie na szczęście przychodził do mnie Peeta na kilka godzin,rozmawialiśmy a czasami spacerowaliśmy po szpitalnym korytarzu.
Z dnia na dzień czułam jak nasze wspólne relacje się poprawiają,coraz więcej rozmawialiśmy a kiedy miał wracać do domu,czułam,że już za nim tęsknie.
Dobrze,że te 4 dni już minęły,nareszcie mogę wrócić do swojego domu,cieszyć się ,że nie muszę jeść tych przeklętych papek bez smaku przygotowywanych przez kuchnię i leżeć całymi dniami w łóżku patrząc w śnieżnobiałe ściany bez Peety.
Teraz siedzę na kanapie i czekam na Peetę i Haymitcha na recepcji.Przyglądam się pielęgniarce rozmawiającej z kimś przez telefon,nie słyszę co mówi,ponieważ jestem kilkanaście metrów od niej a na korytarzu jest dość dużo ludzi,którzy ze sobą rozmawiają co powoduje,że nic nie słyszę.
Biała kanapa na,której siedzę jest bardzo wygodna,jest tak miękka,że aż prawie nie czuć,że się na niej siedzi.
Po paru minutach obserwacji pielęgniarki na recepcję przychodzi Haymitch z Peeta. Podchodzą do recepcjonistki i pytają ją o mnie,ponieważ pokazuje ona głową w moją stronę. Odwracają się w moją stronę a na twarzy Peety pojawia się szeroki,szczery uśmiech,ja również momentalnie się uśmiecham.Wstaję z wygodnej kanapy i idę w ich kierunku.
-Witaj skarbie-mówi przez uśmiech.
-Cześć Haymitch
-Jak ma się twoja głowa?-mówi podając mi swoją prawą dłoń
-Dobrze a twoja?-odpowiadam mu podając mu swoją dłoń.
-Również dobrze-uśmiecha się.
Peeta cicho się zaśmiał a Haymitch popatrzył na niego dziwnym spojrzeniem.
Obracam się do Peety a on rozchyla swoje silne ramiona a ja odruchowo się w nie wtulam.
-Tęskniłem za tobą-szepcze do mojego ucha.
-Ja też tęskniłam.
- Proszę o to pani wypis-mówi pielęgniarka podchodząc do nas.
Odrywam się niechętnie od Peety i biorę wypis od pielęgniarki.
Peeta bierze moją torbę i idziemy razem z Haymitchem do samochodu na parkingu.
Po około godzinie drogi jesteśmy już przed moim domem.Wychodzimy z samochodu,ja i Peeta idziemy do mnie a Haymitch do siebie twierdząc,że idzie się napić za to,że wyszłam ze szpitala i nic mi nie jest.Wchodzimy z Peeta do mojego domu a moim oczom ukazuje się pięknie posprzątany dom,bez porozwalanych ubrań,śmieci,kartek i butelek.Mój dom,przeszedł ogromną metamorfozę ,jest nie do poznania,lśni czystością,wszystko jest dokładnie posprzątane jak nigdy dotąd.
-Peeta ty sam to posprzątałeś?-odwracam się do niego.
-Tak,miałaś tu niezły bałagan to postanowiłem coś z tym zrobić.
-Nie trzeba było,nie musiałeś.Dziękuję.
-Nie ma za co Katniss,chodź do kuchni musisz coś zjeść-chwyta mnie za rękę i prowadzi mnie do kuchni.
Moja kuchnia też przeszła małą metamorfozę,po podłodze nie walają się już szkła po butelkach,na karniszach wiszą piękne zielono-pomarańczowe zasłony a na stole leży pełno wypieków,które zapewne upiekł Peeta.
-Masz na coś ochotę?
- Na to pyszne ciasto-mówię wskazując palcem na leżące na stole ciasto czekoladowe.
-Już się robi-bierze nóż i kroi ciasto czekoladowe.
Po smacznym posiłku wstaję by pozmywać naczynia,lecz Peeta mnie zatrzymuje koło zlewu.
-Co ty robisz?
-Pozwól,że ja pozmywam naczynia-chwyta rękami talerze w moich dłoniach.
-Ty się napracowałeś i sam wszystko zrobiłeś więc pozwól mi chociaż umyć naczynia.
-Nalegam-uśmiecha się do mnie.
-Peeta proszę cię nie denerwuj mnie.
-Daj sobie pomóc ostatni raz co?-na jego twarzy pojawia się głupi uśmieszek.
-Niech ci już będzie-daję za wygraną bo nie chcę się z nim sprzeczać o umycie talerzy.
Siadam na stołku i obserwuję jak Peeta szybko myje talerze.
Po kilku minutach kończy mycie,obraca się w moją stronę i patrzy na mnie swoimi pięknymi niebieskimi oczami.
-Co chciała byś teraz porobić?
-Sama nie wiem,ale muszę ci coś powiedzieć-wstaję z drewnianego stołka i podchodzę do Peety.'
-Coś się stało?Potrzebujesz czegoś?-pyta z troską w głosie.
-Peeta dziękuję ci za to wszystko.
-Nie masz mi za co dziękować.
-Mylisz się mam za co.
Spoglądam w jego piękne błękitne tęczówki i w momencie się w nich zatapiam.One są takie piękne,że mogła bym w nie patrzeć całymi dniami.
-Kocham cię Peeta.
-Ja też cię kocham,zawsze będę cię kochać.
Peeta bierze swoimi silnymi dłońmi moją twarz i przybliża ją do swojej i składa na moich ustach bardzo czuły pocałunek,który z upływem czasu robi się coraz bardziej namiętny.
Po moim ciele rozchodzi się fala gorąca,od czubka głowy po same końce palców u stóp.Od tak dawna nie całowałam jego ust jak zawsze ciepłych i czułych.Tęskniłam za nimi,za nim całym,za jego zapachem,pięknymi błękitnymi oczami,dotykiem.Teraz wiem,że on kocha mnie tak samo jak ja jego,wiem,że choćby nie wiem co się stało on zawsze będzie przy mnie bez względu na wszystko.Parę dni temu myślałam całkowicie inaczej,że on chce o mnie zapomnieć,ułożyć sobie życie inaczej z kimś innym,ale myliłam się on cały czas mnie kochał,nie chciał na mnie naciskać bym nie zrobiła czegoś pochopnego.
Kto by pomyślał,że ten nieszczęsny upadek z moich schodów połączy na nowo mnie i Peete.
Nareszcie mam przy sobie swojego chłopca z chlebem.
-Mam jeszcze dla ciebie małą niespodziankę Katniss.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

