Witam po dość długiej przerwie. Za wszelkie błędy przepraszam i zapraszam do czytania i komentowania rozdziału.
*Peeta*
Nawet mnie nie zauważa lub nie chce mnie zauważyć, siadam obok niej i lustruję jej skupioną twarz.
Patrzy w przestrzeń, tak jakby czegoś wypatrywała, mimo tego, że patrzy w czarne belki balkonu.
-Katniss- mówię cicho.
Odpowiada mi cisza.
-Katniss spójrz na mnie -proszę ją.
-Czego chcesz?-burczy.
-Chcę wiedzieć, dlaczego jesteś taka zła.
-Spytaj tej idiotki.
-Chwilę temu wyszli.Katniss powiedz mi cię ugryzło-kładę jej dłoń na ramieniu.
-Co mnie ugryzło?Johannę coś ugryzło.
-Katniss....-przerywa
-Johanna pozwala sobie na zbyt wiele.
-Przecież wiesz, jaka ona jest, nic tego nie zmieni.
-Peeta co jej strzeliło do głowy, żeby mówić o tym...-przerywa i patrzy na mnie.
-Katniss ty dobrze wiesz, że ona zawsze lubiła cię prowokować, może nie powinnaś zwracać na to uwagi.
-Ale Peeta.
-Przecież wiesz, że ona zawsze chce cię wkurzyć, postaraj się tego nie okazywać ,to może kiedyś przestanie.
-Może masz racje Peeta, teraz widzę, że zachowuję się jak rozkapryszone dziecko.
-Raczej dziewczyna, która została sprowokowana przez Johanna, która dostała okresu.
-To wszystko wyjaśnia.
Oboje wybuchamy śmiechem i wchodzimy z powrotem do domu.
Kilka tygodni później.
*Katniss*
Dziś jest ten dzień.Urodziny Peety, jego 19 urodziny.
Wstaję delikatnie i powoli z łóżka, by nie obudzić chłopaka.Ubieram się w to, co zwykle,szary t-shirt i czarne leginsy,a włosy zaplatam w warkocz.
Schodzę po schodach i dzwonię do Effie.
-Słucham?
-Cześć Effie.
-Cześć skarbie, czekałam z niecierpliwością na twój telefon.
-Wszystko załatwione?
-Oczywiście, wszystko jest dopięte na ostatni guzik.To będą wspaniałe urodziny.
-Dziękuję Effie,jesteś wspaniała.
-Katniss tylko musicie zniknąć na 2 godziny, abyśmy mogli wszystko przygotować.
-Dobrze zabiorę go dziś na małe zakupy, chociaż wiemy, że ani on, ani ja ich nie lubimy.
-Jak można nie lubić zakupów?!!- skrzeczy z tym słynnym kapitolińskim akcentem.
-Effie...-nie dokańczam, ponieważ słyszę kroki Peety.
-Katniss??-Peeta schodzi po schodach.
-Muszę kończyć.Do zobaczenia-rozłączam się.
-Proszę nie mów mi,że dziś chcesz iść na zakupy-jęczy.
-Peeta już ostatnio ci mówiłam o tym,że muszę sobie kupić coś nowego.
-Akurat dziś?
-Tak,akurat dziś.Chodź zjemy śniadanie-zmieniam temat.
-No dobrze-wchodzi za mną do kuchni.
Przez całe śniadanie praktycznie z sobą nie rozmawiamy.Peeta cały czas spogląda w okno jakby wyczekiwał kogoś,a z jego talerza prawie nic nie znika.
Prawdopodobnie myśli o tym,że wszyscy zapomnieliśmy o jego urodzinach,na pewno jest na nas zły,ale jak zawsze nigdy nic nie powie.
Kończymy jeść śniadanie, dzwonimy po taksówkę i za pół godziny jesteśmy w dość dużej galerii handlowej.
-Chodźmy najpierw tutaj-pokazuję ręką.
-Dobra,chodź-odpowiada szybko i wchodzi do sklepu.
Bacznie obserwuję go na każdym kroku,przez cały czas smutek gości na jego twarzy.On na serio myśli,że wszyscy a przede wszystkim ja zapomniałam o jego urodzinach.Najchętniej powiedziałabym mu,że urządzamy dla niego przyjęcie urodzinowe ,ale to nie byłaby już niespodzianka.
Przez następne 2 godziny staram się przejść po jak największej ilości sklepów i jak najmniej rozmawiać z Peetą do momentu, kiedy zadzwonił do mnie telefon. Pośpiesznie wyciągam telefon z kieszeni bluzy i odbieram połączenie od Effie.
-Katniss gdzie wy jesteście?
-Za chwilę wychodzimy tylko zapłacę, wszystko już gotowe?
-Wszystko dopięte na ostatni guzik, przyjeżdżajcie szybko.
-Będziemy niedługo,do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Rozłączam się i wkładam telefon z powrotem do kieszeni bluzy.
-Kto dzwonił?
-Effie.
-A co chciała?
Cholera co ja mam mu teraz powiedzieć? Ja nie jestem dobra kłamaniu.Myśl Katniss, myśl.
-Chce, żebyśmy przyszli pomóc jej i Haymitchowi przy urządzaniu ogrodu.
-To chodźmy-idzie w stronę wyjścia.
-Już tylko zapłacę za te rzeczy.
Dzwonimy po taksówkę i za kolejne 30 minut jesteśmy już pod moim domem.
-To ja lepiej się przebiorę,skoro mamy jej pomóc.
-Dobrze tylko zabierz ode mnie z ogrodu doniczki,które leżą obok wiśni dobrze?Ja wezmę te od ciebie dobrze?
-No dobra,jak już chcesz-odpowiada ze smutkiem w głosie.
Kiedy Peeta znika za bramą ogrodu, biegnę jak poparzona do jego domu, zrzucam z siebie ubrania ,wyciągam
z torby kupione ubrania, po czym ubieram na siebie piękna pomarańczową
sukienkę do kolan na ramiączkach a do tego czarne baleriny.
Wbiegam do ogrodu Peety, gdzie wszyscy już na nas czekają,moja mama,Haymitch,Effie,Gale,Judy,Sam i Johanna.
Ogród ozdobiony jest setkami białych i pomarańczowych balonów,na
białych, drewnianych stołach położone są piękne pomarańczowe obrusy w
kolorze zachodzącego słońca. Altana przyozdobiona jest białymi
serpentynami,które rozciągają się do najbliższych drzew.
Na środku ogrodu obok ogniska znajduje się góra prezentów, a także duża pinia-ta w,której znajdują się słodycze.
Podbiegam zdyszana do wszystkich i oświadczam,że Peeta zaraz powinien przyjść.
-Katniss,gdzie jesteś?-wola mnie Peeta.
-U ciebie w ogrodzie,chodź tutaj.
Peeta wchodzi do ogrodu i na nasz widok zamiera w bezruchu.
-Niespodzianka!-krzyczymy wszyscy.
-Rany-wydusza z siebie po chwili.
-Wszystkiego najlepszego Peeta- krzyczę na całe gardło.
-O matko, myślałem,że zapomnieliście-podchodzi do nas.
-O tobie nie da się zapomnieć-szepczę mu do ucha.
Kolejno składamy mu życzenia urodzinowe i wręczamy mu prezenty.
Nareszcie na twarzy Peety widzę ten uśmiech,którego brakowało mi przez cały dzisiejszy dzień,teraz wiem,że dobrze postąpiłam ,nie mówiąc mu o niespodziance.
Później wszyscy śpiewamy mu sto lat i jemy razem tort wiśniowo-malinowy, który Effie sprowadziła prosto z Kapitolu.Aż
szkoda go jeść, bo naprawdę widać, że ktoś napracował się przy
wykonaniu kilkupiętrowego tortu z ręcznie robionymi wzorami a przede
wszystkim ogromnymi cukrowymi kwiatami.
Kiedy skończyłam jeść tort dostrzegam ,że środku ogrodu stoi coś dużego przykryte starym, brązowym prześcieradłem.
-Haymitch,co to takiego?-pytam zaciekawiona.
-Za chwilę zobaczysz skarbie-puszcza do mnie oko.
-Gale,Sam pora na nasz prezent-ogłasza nasz były mentor.
Chłopacy wstają od stołu i podchodzą do prześcieradła.
-Peeta mamy dla ciebie jeszcze jeden prezent.
-Chodź zobaczyć.
Peeta wstaje z krzesła i podchodzi.
-Katniss zamknij naszemu jubilatowi oczy.
Pośpiesznie robię to, o co prosi mnie Haymitch, staję na palcach i zasłaniam oczy chłopaka.
-Na 3.
-Raz.
-Dwa.
-Trzy!!-wszyscy krzyczą.
Haymitch razem z Gale'm i Samem podnoszą prześcieradło.
Naszym oczom ukazuje się jakiś pojazd na dwóch kółkach,dużą kierownicą,skórzanym siedzeniem i jeszcze większą ilością metalu.
-Co to takiego?-pytam.
-To jest motocykl skarbie, ostatnimi czasy bardzo modny w Kapitolu, teraz każdy młody chłopak jeździ na takim-wyjaśnia rozchichotana Effie.
-Jest świetny!! Czytałem kiedyś książkę o nich-twierdzi Peeta.
-Usiądź stary to zobaczysz, jaką ma moc.
Peeta pośpiesznie siada na motocyklu i przekręca kluczyk, a do moich uszu dociera straszliwy jazgot.
-Czy to musi tak straszliwie hałasować?!-pytam zdenerwowana.
-O to właśnie chodzi ciemna maso-burczy Johanna.
-Śmiało chłopcze jedź-mówi Haymitch.
Peeta naciska na gaz i znika z ogrodu w ciągu kilku sekund.Wszyscy wychodzimy za nim na drogę i obserwujemy jego pierwszą jazdę.
Muszę przyznać,że jak na pierwszy raz idzie mu całkiem nieźle mimo 2 upadków,a w kasku prezentuje się bardzo seksownie.
Po skończonej jeździe Haymitch założył się z Samem,że przejedzie na motorze do końca ulicy bez upadku.
Szło mu całkiem nieźle aż do nieszczęsnego zakrętu na,którym wpadł do błota i ubrudził sobie spodnie.
Wściekły
i brudny przyprowadził motor i poszedł się przebrać a my wróciliśmy w
znakomitych humorach do ogrodu świętować urodziny Peety.
Siadamy przy ognisku,które rozpalił Gale i pieczemy kiełbaski,miło spędzając z sobą czas.Przy okazji Haymitch przyniósł gitarę i zaśpiewaliśmy kilka piosenek,Effie po raz kolejny była wniebowzięta słysząc głos swojego ukochanego,mimo tego,że za każdym razem, kiedy on wyznawał jej miłość my prawie sikaliśmy ze śmiechu,chociaż nie powinniśmy a w szczególności Johanna,która ze śmiechu zwróciła wino na Sama.
Po skończonych urodzinach zanosimy wszystko do domu i żegnamy się z gośćmi.
-Co powiesz na romantyczną przejażdżkę w świetle księżyca?-pyta mnie z figlarnym uśmiechem przyciągając do siebie.
Odpowiadam mu szczerym uśmiechem.
Dalsze losy Katniss i Peety. Blog <3 zapraszam serdecznie do czytania i komentowania.
środa, 24 lutego 2016
sobota, 23 stycznia 2016
LIEBSTER BLOG AWARD
Zostałam nominowana do LBA przez #Yoo 9622 oraz #Dolly.Dziękuję dziewczyny <3
1. Ulubiony zespół?
2. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
3. Jakie jest twoje ulubione zwierze?
4. Jaki jest twój ulubiony kolor?
5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
6. Co skłoniło Cię do pisania?
7. Jaka jest twoja ulubiona książka?
8. Jesteś optymistką, pesymistką czy realistką?
9. Jakie jest twoje ulubione polskie miasto?
10. Jaki jest twój ulubiony aktor/aktorka?
11. Jakich typów ludzi nie lubisz?
Pytania od Yoo 9622
1. Hurts.
2. Zaczęłam pisać tego bloga,ponieważ czułam lekki niedosyt po przeczytaniu Kosogłosa i również chciałam podzielić się tym jak ja sobie wyobraziłam dalsze życie bohaterów bo zakończeniu wojny.
3.Koń
4.Biały.
5. Kwabs-Walk.
6.W sumie to samo co w 2.
7.No oczywiście,że Igrzyska Śmierci.
8.Pesymistka.
9.Świnoujście.
10.Mam dwóch: Jet Li i oczywiście Josh Hutcherson.
11.Chwalących się dosłownie wszystkim,fałszywych,którzy są dla ciebie mili a jak ty odejdziesz to mieszają cię z błotem.Również takich,którzy oceniają ludzi po portfelu lub po stylu ubierania się.
Pytania od Dolly.
1.Do kiedy chcesz prowadzić bloga?
2.Jaki jest twój ulubiony film?
3.Miałaś okazję zobaczyć swojego ulubionego idola?
4.Gdzie chciałabyś polecieć?
5.Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
6.Jaka jest twoja zła cecha?
7.Miałaś chwilę zwątpienia w swoim blogowym życiu?
8.Jaka jest twoja ulubiona liczba?
9.Gdybyś miała nieskończoną liczbę pieniędzy,na co byś wydała chociaż część z nich?
10.Jaką nadprzyrodzoną mocą chciałabyś władać?
11.Gdybyś miała wybrać jakąś niebezpieczną rzecz do zrobienia,co to by było?
1.Chcę go prowadzić do momentu w,którym ja sama uznam już na 100 %,że to będzie koniec tej historii.Oczywiście poinformuję o tym wszystkich.
2.Niestety nie mam jednego:Więzień Labiryntu,Igrzyska Śmierci,Romeo musi umrzeć,Niezniszczalni.
3.Nie.
4.Do Chin oraz Brazylii.
5.W-F.
6.Lenistwo.
7.Tak.
8. 7 xD.
9.Chciałabym przeznaczyć je dla dzieci chorych na białaczkę.
10.Chciałabym potrafić uczynić się niewidzialną.
11.Pływanie z rekinami.
Nominuję:
1.Igrzyskomaniaczka
2.Karolina Mellark.
Pytania:
1.Ulubione zwierzę?
2.Ulubiony program telewizyjny?
3.W,którym roku przeczytałaś Igrzyska Śmierci?
4.Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz w całej trylogii Igrzysk to co byś zmieniła?
5.Ulubiona piosenka?
6.Którego przedmiotu w szkole nie lubisz najbardziej?
7.Gdybyś mogła zamienić się ciałem ze sławną osobą to z jaką?
8.Co kojarzy ci się z dzieciństwem?
9.Ulubiony kolor?
10.Czego najbardziej się boisz?
11.Jak myślisz czy dałabyś radę przetrwać igrzyska?
1. Ulubiony zespół?
2. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
3. Jakie jest twoje ulubione zwierze?
4. Jaki jest twój ulubiony kolor?
5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
6. Co skłoniło Cię do pisania?
7. Jaka jest twoja ulubiona książka?
8. Jesteś optymistką, pesymistką czy realistką?
9. Jakie jest twoje ulubione polskie miasto?
10. Jaki jest twój ulubiony aktor/aktorka?
11. Jakich typów ludzi nie lubisz?
Pytania od Yoo 9622
1. Hurts.
2. Zaczęłam pisać tego bloga,ponieważ czułam lekki niedosyt po przeczytaniu Kosogłosa i również chciałam podzielić się tym jak ja sobie wyobraziłam dalsze życie bohaterów bo zakończeniu wojny.
3.Koń
4.Biały.
5. Kwabs-Walk.
6.W sumie to samo co w 2.
7.No oczywiście,że Igrzyska Śmierci.
8.Pesymistka.
9.Świnoujście.
10.Mam dwóch: Jet Li i oczywiście Josh Hutcherson.
11.Chwalących się dosłownie wszystkim,fałszywych,którzy są dla ciebie mili a jak ty odejdziesz to mieszają cię z błotem.Również takich,którzy oceniają ludzi po portfelu lub po stylu ubierania się.
Pytania od Dolly.
1.Do kiedy chcesz prowadzić bloga?
2.Jaki jest twój ulubiony film?
3.Miałaś okazję zobaczyć swojego ulubionego idola?
4.Gdzie chciałabyś polecieć?
5.Jaki jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
6.Jaka jest twoja zła cecha?
7.Miałaś chwilę zwątpienia w swoim blogowym życiu?
8.Jaka jest twoja ulubiona liczba?
9.Gdybyś miała nieskończoną liczbę pieniędzy,na co byś wydała chociaż część z nich?
10.Jaką nadprzyrodzoną mocą chciałabyś władać?
11.Gdybyś miała wybrać jakąś niebezpieczną rzecz do zrobienia,co to by było?
1.Chcę go prowadzić do momentu w,którym ja sama uznam już na 100 %,że to będzie koniec tej historii.Oczywiście poinformuję o tym wszystkich.
2.Niestety nie mam jednego:Więzień Labiryntu,Igrzyska Śmierci,Romeo musi umrzeć,Niezniszczalni.
3.Nie.
4.Do Chin oraz Brazylii.
5.W-F.
6.Lenistwo.
7.Tak.
8. 7 xD.
9.Chciałabym przeznaczyć je dla dzieci chorych na białaczkę.
10.Chciałabym potrafić uczynić się niewidzialną.
11.Pływanie z rekinami.
Nominuję:
1.Igrzyskomaniaczka
2.Karolina Mellark.
Pytania:
1.Ulubione zwierzę?
2.Ulubiony program telewizyjny?
3.W,którym roku przeczytałaś Igrzyska Śmierci?
4.Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz w całej trylogii Igrzysk to co byś zmieniła?
5.Ulubiona piosenka?
6.Którego przedmiotu w szkole nie lubisz najbardziej?
7.Gdybyś mogła zamienić się ciałem ze sławną osobą to z jaką?
8.Co kojarzy ci się z dzieciństwem?
9.Ulubiony kolor?
10.Czego najbardziej się boisz?
11.Jak myślisz czy dałabyś radę przetrwać igrzyska?
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Rozdział 14.Johanna.
Kolejny rozdział. Zapraszam do czytania i komentowania. Pozdrawia wszystkich gorąco.
Do moich uszu dobiegają odgłosy, jakby ktoś zarzynał żywcem jakieś dzikie zwierze.
-Co to takiego?-pyta zaspany.
-To jakiś potwór albo kolejny zmiech- szepczę.
-Nawet tak nie mów Katniss, ich już nie ma Snow nie żyje.
-A co jeśli?-waham się.
-Przestań nie mów tak-całuje mnie w czoło.
-Peeta....
-Pójdę to sprawdzić.
-Nie idź tam- chwytam go mocno za dłoń.
-Katniss nic mi nie będzie, proszę, zaufaj mi.
-Idę z tobą.
-Nie, ty śpij,przyjdę za chwilę.
-Jak ja mam zasnąć? Przecież te przerażające odgłosy mnie obudziły.
-Proszę połóż się ,zaraz wrócę.
-Nie ma mowy, idę z tobą.
Muszę z nim iść,bo jeśli byłby to jakiś zmiech i zaatakował by go pobiegłabym jak najszybciej po pomoc.Nie mogę pozwolić aby on sam poszedł sprawdzić skąd dobiegają te przeraźliwe odgłosy.
-To chodź.
Powoli wstaję z łóżka i idę za blondynem. Otwieramy drzwi i wychodzimy na korytarz.Blondyn idzie w stronę dobiegających hałasów , podchodzi pod drzwi od pokoju w, którym śpią Sam i Johanna.
-Co tam się dzieje?
-A co jeśli ktoś im coś robi?Torturuje?
-Johanne torturować?-podchodzę bliżej drzwi i przystawiam do nich ucho.
-Rany ..... Peeta oni ich nie torturują,tylko oni są no w łóżku.
Peeta patrzy na mnie jak na idiotkę i wybucha śmiechem. Ja po chwili też zaczynam się śmiać i ląduje zadkiem na podłodze ,zakrywając łzawiące ze śmiechu oczy.
-Chodź Katniss nie przeszkadzajmy im.
-Poczekaj, muszę się uspokoić.
-Chodź bo jeszcze nas usłyszą.
-Oni są zbyt zajęci sobą.....-śmieję się.
Peeta podnosi mnie z podłogi i niesie na rękach do sypialni, a następnie kładzie mnie na łóżku.
-Przez nich na pewno teraz nie zaśniemy.
-To poróbmy coś innego-uśmiecha się.
Chłopak kładzie się na mnie ,podpierając się rękoma na delikatnej powierzchni łóżka.Mimo tego, że jest ciemno w pokoju,to dzięki świecącemu księżycowi dostrzegam w oczach blondyna znane mi ogniki pożądania. Uważnie mi się przygląda, tak jakby wyczekiwał na moją odpowiedź.
-Peeta-zaczynam.
-Przepraszam, nie powinienem tego tak mówić.
-Ale...
-Tak wiem,Katniss.
-Peeta daj mi dokończyć. Chciałam się ciebie zapytać, czy damy radę przekrzyczeć Johannę-uśmiecham figlarnie się do chłopaka.
-Postaram się o to.
Całuje mnie namiętnie ,pieszcząc moje uda.
-Katniss na pewno tego chcesz?
-Jak niczego innego.
Zaczyna mnie całować, powoli centymetr po centymetrze. Odczuwam falę gorąca, która zaczyna się w okolicach żołądka i rozchodzi się po całym moim ciele. Delikatnie zaczyna zsuwać ze mnie koszulę nocną,nie przestając mnie przy tym całować. Niedługo moja koszula leży już po drugiej stronie sypialni.
-Teraz twoja kolej-mówię zachrypniętym głosem.
Chłopak uśmiecha się i szybko pozbywa się swoich spodni pozostając tylko w samych bokserkach, muszę przyznać, że widok Peety w samych bokserkach jest bardzo podniecający.
Ponownie złącza nasze usta w namiętnym pocałunku pieszcząc przy tym moje uda.
Czuję jak zaczyna ściągać moją koronkową bieliznę, a przez moje ciało na samą myśl o tym, co stanie się za chwilę przechodzą dreszcze. Już po chwili jestem zupełnie naga,Peeta patrzy na mnie wzrokiem pełnym podniecenia i pożądania.
Szybkim ruchem z drobną pomocą chłopaka pozbywamy się jego bokserek.
Dłonią delikatnie rozsuwa moje uda, czule całuje w usta i jednocześnie wchodzi we mnie powoli, ale zdecydowanie. Przez chwilę czuję ból, który znika po kilku mocniejszych ruchach chłopaka i zamienia się w czystą rozkosz. Całuje moją szyję i zaciska ręce na moich piersiach, a z moich ust wydobywa się głośny krzyk.
Peeta przyśpiesza swoje ruchy co powoduje, że oboje zaczynamy coraz głośniej krzyczeć, każdy jego mocniejszy ruch powoduje, że moje ciało niemalże eksploduje.
Zaciskam dłonie na jego plecach i przyciągam go jeszcze mocniej do siebie.
Po kilku godzinach rozkoszy Peeta schodzi ze mnie, kładzie się obok mnie,a nasze oddech powracają do normy.
Zasypiamy wtuleni w siebie.
Budzi mnie delikatny pocałunek. Otwieram oczy i spoglądam w niebieskie oczy blondyna.
-Jak się spało?
-Trochę krótko, ale nie narzekam-uśmiecham się do blondyna.
-Jesteś głodna?
-I to jeszcze jak.
-To chodźmy na śniadanie-podaje mi rękę, po czym schodzimy do kuchni gdzie siedzą już Johanna, Sam i moja mama.
-Dzień dobry-mówimy razem z Peetą.
-Dzień dobry-odpowiadają chórem .
-Katniss?
-Tak mamo?
-Słyszałaś te odgłosy dzisiejszej nocy? Całą noc przez nie nie spałam, chciałam obudzić Sama albo Peetę, żeby to sprawdzili, ale sądziłam, że na pewno są zmęczeni i wszyscy już będziecie spali.
Na moją twarz wypływają rumieńce, które już po chwili zaczynają mnie piec a z idiotycznego wyrazu twarzy Johanny wiem, że moja twarz już jest koloru dorodnego buraka.
-To pewnie jakieś zwierze pani Everdeen-odpowiada Sam.
-Też tak myślałam i zastanawiałam się co takiego może tak strasznie ryczeć i przez chwilę sądziłam, że te odgłosy dobiegają z góry, ale to niedorzeczne.
Mama podchodzi do blatu i robi nam kanaki, ja razem z Peetą patrzymy na Johanne i Sama i niemalże wybuchamy śmiechem.
Siadamy przy stole obok nich jedząc kanapki ,a moja mama wychodzi na zakupy do miasta.
-Dobrze, że nie weszła na górę, bo byłoby gorąco ,a zwłaszcza gdyby was nakryła ciemne masy.
-Gdyby nie ty to byśmy spali.
-Trzeba było iść spać.
-Przez te twoje cholerne krzyki też nie dało się spać.Myślałam,że zarzynają jakieś dzikie zwierze.
-A myślisz, że przez twoje i Peety się dało? Jak was słyszałam to myślałam, że nie wytrzymam.
-Trzeba było się rżnąć w swoim własnym domu, a nie opić się i spać w moim.
-Kiedy my skończyliśmy to nie trzeba było się jeszcze głośniej wydzierać, chyba że chcieliście się popisać przed nami.
-To było za to, że wy nam nie dawaliście spać.
-Trzeba było mnie nie zapraszać!
-Nie musiałaś przychodzić!!-krzyczę.
-Aaaaa! Mam już ciebie dosyć!-wrzeszczy i wychodzi na dwór.
-A ja ciebie!-wrzeszczę i idę na górę.
-Katniss- słyszę wołanie Peety z dołu.
*Peeta*
- Co się stało Johannie?
-Dostała dziś okresu.
-A to nie wnikam.
-I żyj tu z kobietami Peeta-wzdycha.
-Nie bój się,za chwilę się pogodzą.
-Czy ja wiem, Johanna lubi się obrażać.
-Przejdzie jej za chwile.
-Mam nadzieję.
-Wiem, że ona z Katniss nawzajem sobie dogryzają, ale uwierz mi są przyjaciółkami, na swój sposób.
Biorę gryza kanapki i popijam ją ciepłą herbatą.
-Słuchaj Peeta, wiem , że nas słyszeliście a w szczególności Johanne i mam pytanie, jak wy bawiliście się tej nocy. Pytam jak facet faceta.
-Mi osobiście się podobało a u was jak?
-Było ostro chłopie-klepie mnie po plecach.
-Słyszałem-uśmiecham się i próbuję powstrzymać śmiech.
Po dość długiej rozmowie na temat dzisiejszej nocy, żegnam się z Samem i idę na górę zobaczyć co robi Katniss. Otwieram drzwi, rozglądam się po pokoju, lecz nigdzie jej nie widzę. Wchodzę do łazienki, tam również jej nie ma, kolejny raz rozglądam się po pokoju i dostrzegam, że drzwi balkonowe są lekko uchylone. Wchodzę na balkon, spoglądam w lewą stronę, widzę Katniss, siedzi skulona w samym kącie patrząc w przestrzeń, nawet mnie nie zauważa, kiedy do niej podchodzę.
Kucam, siadam obok niej na zimnej powierzchni i przyglądam się uważnie jej skupionej twarzy.
Wybaczcie,że dziś rozdział taki krótki.
środa, 30 grudnia 2015
Rozdział 13.Grill
Witam wszystkich po dość długiej przerwie, przepraszam,że długo nie dodawałam rozdziałów, ale były święta, po prostu nie miałam zbyt wiele czasu. Nie przedłużając ,zapraszam do czytania i komentowania.
Pozdrawiam Aaliyah.
*Peeta*
Słyszę tylko huk zamykanych drzwi i lejący się strumień wody pod prysznicem. Powoli wstaję z łóżka i podchodzę do drzwi od łazienki i pukam dość mocno, aby Katniss mnie usłyszała.
-Peeta poczekaj chwilę zaraz wyjdę i ty będziesz mógł spokojnie się umyć-krzyczy.
Po chwili dodaje.
-Chyba,że chcesz dokończyć to, co przed chwilą zaczęliśmy.
Uśmiecham się pod nosem i delikatnie naciskam na klamkę i wchodzę do środka.W pomieszczeniu panuje wysoka temperatura co skutkuje tym,że cała łazienka jest zaparowana.Do mojego nosa dochodzi zapach lawendy,którą tak bardzo lubię i miałem okazję czuć dzisiejszej nocy, kiedy przytulałem Katniss.
Ostrożnie podchodzę do kabiny ,dość szybko ją otwieram a moim oczom ukazuje się naga Katniss,którą delikatnie zasłania para rozprzestrzeniająca się po całym pomieszczeniu ,jej piękne nagie ciało działa na mnie jak iskra, która zapala mój bulgoczący w żyłach olej.
Już po krótkiej chwili znajduję się już w kabinie,wylewam na dłoń lawendowy żel i powoli zaczynam masować barki dziewczyny. Masuję jej plecy, naciskając kciukami na jej napięte mięśnie. Kiedy zsuwam dłonie coraz niżej Katniss wydaje z siebie zduszony dźwięk i w rozluźnieniu odchyla się do tyłu, opierając plecami o moją klatkę piersiową. Spogląda mi w oczy, odwraca się do mnie twarzą, nakłada na dłonie żel i delikatnie rozprowadza go po mojej klatce piersiowej oraz brzuchu.
Chwytam lewą ręką jej podbródek, po czym kieruję jej usta do moich,które już po chwili złączone są w namiętnym pocałunku. Dziewczyna zarzuca ręce na moją szyję, natomiast ja energicznie podnoszę ją za pośladki, by jeszcze bardziej pogłębić nasz pocałunek.
20 minut później.
Razem z Katniss wychodzimy spod prysznica,ubieramy się, a następnie schodzimy na dół, aby zjeść śniadanie.
-No nareszcie ciemna maso! Ile można na was czekać?
-Przecież przyszliśmy, nie było nas tylko chwilę.
-To które z was tak długo brało prysznic?Osobiście go zatłukę.Nie na darmo przyszłam tutaj tak wcześnie-burczy.
-Katniss
-Peeta.
Johanna patrzy na nas jak na idiotów, po czym wybucha śmiechem i pada na podłogę.Ja razem z Katniss patrzymy raz na leżącą na podłodze, a raz na mamę i Effie.One również nie wiedzą, o co chodzi Johannie i patrzą na nas zdezorientowane.
Po krótkiej chwili Johanna się uspokaja i wydusza z siebie.
-Trzeba było od razu powiedzieć,że razem się myliście.
Dziewczyna zaczyna się rumienić i spuszcza wzrok z mamy i Effie a ja odgryzam się natrętnej Johannie.
-Johanna ty lepiej nic nie mów, bo powiem wszystkim, co się działo u was w domu ostatnio, jak przyniosłem wam chleb-szczerze się.
-Jeśli komuś o tym powiesz,to cię zabiję.
-Tylko spróbuj-dziewczyna puszcza oko Johannie.
-To mówcie co chcecie, żebym zrobiła na tę niespodziankę?
-Mamo ty zajmiesz się robieniem sałatki, ja z Johanną i Effie poukładamy wszystko i pójdziemy na zakupy.
-A ja ?
-Może przejdziesz się z nami na zakupy?
-To ja wolę już iść upiec placek.
-Tak myślałam.
Siadamy wszyscy razem przy stole, jemy śniadanie i dzielimy się zadaniami.Następnie Katniss z Johanną i Effie idą na zakupy a ja razem z mamą Katniss zajmujemy się przygotowywaniem dań.
Po około półtorej godzinie dziewczyny wracają z wielkimi torbami pełnymi zakupów,wyciągają wszystko i zanoszą do ogrodu.Ja kończę dekorować placki, a później kładę je na duże talerze.
Katniss podbiega do mnie i chwyta mnie za ramię.
-Chodź pomóż nam z grillem, bo Haymitch nie daje sobie z nim rady.
-Już, tylko umyję ręce.
Idę za dziewczyną do ogrodu, otwieramy furtkę a naszym oczom ukazuje się Haymitch, który próbuje powstrzymać płomienie,które palą jego szarą koszulę.
-Haymitch!!-wydziera się Effie.
-Ty stary idioto nie potrafisz nawet grilla rozpalić-warczy na niego Johanna.
-Przestańcie się wydzierać tylko przynieście mi wodę, bo zaraz się spalę.
Biegnę najszybciej jak potrafię do stolika i biorę dzbanek z lemoniadą i oblewam nim koszulę Haymitcha.
-Dzięki chłopcze, ty jedyny potrafisz działać szybko nie to, co te dwie.
-Co takiego??-piszczy zdenerwowana Effie.
-Powiedział ten,który nie potrafi porządnie rozpalić grilla.
-Zamknij się!-syczy.
*Katniss*
Johanna odchodzi od stołu przeklinając coś pod nosem a Effie robi zdziwioną minę w kierunku Haymitcha,on natomiast jak gdyby nigdy nic powraca do rozpalania grilla.Spoglądam na Peetę, a następnie na mężczyznę i daję mu do zrozumienia,że ma mu pomóc przy grillu, bo inaczej wszyscy tutaj spłoniemy.
Po około godzinie wszystko jest już gotowe,na drewnianym stole leżą przygotowane potrawy i napoje, wszystkie krzesła są starannie poukładane a kiełbaski pieczą się na ogniu pilnowane przez Peetę oraz Haymitcha.Już prawie wszyscy się zebrali,są tutaj Effie,Haymitch, mama,Sam oraz Johanna tylko brakuje najważniejszego gościa,Gale'a oraz Judy.
Czekamy około 20 minut,kiedy słyszymy głosy Gale'a oraz Judy dochodzące zza furtki.Kiedy ją otwierają biegnę najszybciej jak potrafię, rzucam się na Gale'a i przy okazji mocno go przytulam.
-Nie wiesz jak bardzo się cieszę,że cię widzę-szepczę.
-A ja ciebie Kotna.
-Cześć Judy,miło nam, że przyszliście-przytulam dziewczynę.
-Nam również jest bardzo miło.
-Chodźcie do stołu-oznajmiam.
Podchodzę razem z Gale'm i Judy do stołu po czym siadamy na krzesłach. Przez kilka godzin delektujemy się jedzeniem oraz swoim towarzystwem.Gdy skończyliśmy jeść Haymitch przyniósł kilka win, a także swoją gitarę na ,której grał za młodu.Gdy ją przyniósł na prawdę się zdziwiłam,że on miał jakiekolwiek hobby poza piciem alkoholu.
Mimo tego,że był pijany,całkiem nieźle śpiewał i grał. Effie była tak zachwycona, że nie mogła oderwać od niego wzroku, gdy grał piosenkę o miłości specjalnie dla niej. Johanna była tak pijana,że nie wiedziała,co robi i brakowało jej tylko kilku drobnych kroczków, żeby wpaść do ogniska,na całe szczęście Sam był obok i chwycił ją ,nim zrobiła z siebie pieczoną kiełbaskę.Mama po kilku lampkach wina poszła się położyć,Gale razem z Judy siedzą na huśtawce i przytulają się mocno do siebie ,nie odrywając od siebie wzroku.
Ja siedzę na kolanach Peety przykryta miękkim kocem mojej mamy.Dzięki niemu Peeta może masować moje udo bez zwracania na nas najmniejszej uwagi. Jako, że ja nie jestem wybredna ,bez żadnego protestu poddaję się miłej pieszczocie blondyna.
Około północy wszyscy zbieramy się do domów,Haymitch z Effie do swojego tak samo Gale razem z Judy, tylko pijana Johanna nie chce opuścić mojego ogrodu.Razem z Peetą i Samem ustalamy,że dzisiejszą noc spędzą u nas w domu,ponieważ ich dom jest za daleko a Sam nie dałby sobie z nią rady.
Wchodzimy do mojego domu, zanosimy talerze do kuchni, po czym idę na górę pokazuję pokój dla Sama i Johanny i idę razem z Peetą do swojego pokoju. Cicho zamykamy drzwi, kładziemy się do łóżka i zasypiamy wtuleni w siebie.
Budzę się w środku nocy, przestraszona dźwiękami dochodzącymi zza ściany.
-Peeta-szepczę.
Nie odpowiada.
-Peeta- szturcham go w ramię.
-Co się stało?-szepcze zaspany.
-Słyszysz to?-podnoszę głos.
-Co to takiego?
-Nie wiem ale jest to przerażające Peeta.
Jak myślicie,co to mogą być za odgłosy?
Następny rozdział niedługo.
Pozdrawiam Aaliyah.
*Peeta*
Słyszę tylko huk zamykanych drzwi i lejący się strumień wody pod prysznicem. Powoli wstaję z łóżka i podchodzę do drzwi od łazienki i pukam dość mocno, aby Katniss mnie usłyszała.
-Peeta poczekaj chwilę zaraz wyjdę i ty będziesz mógł spokojnie się umyć-krzyczy.
Po chwili dodaje.
-Chyba,że chcesz dokończyć to, co przed chwilą zaczęliśmy.
Uśmiecham się pod nosem i delikatnie naciskam na klamkę i wchodzę do środka.W pomieszczeniu panuje wysoka temperatura co skutkuje tym,że cała łazienka jest zaparowana.Do mojego nosa dochodzi zapach lawendy,którą tak bardzo lubię i miałem okazję czuć dzisiejszej nocy, kiedy przytulałem Katniss.
Ostrożnie podchodzę do kabiny ,dość szybko ją otwieram a moim oczom ukazuje się naga Katniss,którą delikatnie zasłania para rozprzestrzeniająca się po całym pomieszczeniu ,jej piękne nagie ciało działa na mnie jak iskra, która zapala mój bulgoczący w żyłach olej.
Już po krótkiej chwili znajduję się już w kabinie,wylewam na dłoń lawendowy żel i powoli zaczynam masować barki dziewczyny. Masuję jej plecy, naciskając kciukami na jej napięte mięśnie. Kiedy zsuwam dłonie coraz niżej Katniss wydaje z siebie zduszony dźwięk i w rozluźnieniu odchyla się do tyłu, opierając plecami o moją klatkę piersiową. Spogląda mi w oczy, odwraca się do mnie twarzą, nakłada na dłonie żel i delikatnie rozprowadza go po mojej klatce piersiowej oraz brzuchu.
Chwytam lewą ręką jej podbródek, po czym kieruję jej usta do moich,które już po chwili złączone są w namiętnym pocałunku. Dziewczyna zarzuca ręce na moją szyję, natomiast ja energicznie podnoszę ją za pośladki, by jeszcze bardziej pogłębić nasz pocałunek.
20 minut później.
Razem z Katniss wychodzimy spod prysznica,ubieramy się, a następnie schodzimy na dół, aby zjeść śniadanie.
-No nareszcie ciemna maso! Ile można na was czekać?
-Przecież przyszliśmy, nie było nas tylko chwilę.
-To które z was tak długo brało prysznic?Osobiście go zatłukę.Nie na darmo przyszłam tutaj tak wcześnie-burczy.
-Katniss
-Peeta.
Johanna patrzy na nas jak na idiotów, po czym wybucha śmiechem i pada na podłogę.Ja razem z Katniss patrzymy raz na leżącą na podłodze, a raz na mamę i Effie.One również nie wiedzą, o co chodzi Johannie i patrzą na nas zdezorientowane.
Po krótkiej chwili Johanna się uspokaja i wydusza z siebie.
-Trzeba było od razu powiedzieć,że razem się myliście.
Dziewczyna zaczyna się rumienić i spuszcza wzrok z mamy i Effie a ja odgryzam się natrętnej Johannie.
-Johanna ty lepiej nic nie mów, bo powiem wszystkim, co się działo u was w domu ostatnio, jak przyniosłem wam chleb-szczerze się.
-Jeśli komuś o tym powiesz,to cię zabiję.
-Tylko spróbuj-dziewczyna puszcza oko Johannie.
-To mówcie co chcecie, żebym zrobiła na tę niespodziankę?
-Mamo ty zajmiesz się robieniem sałatki, ja z Johanną i Effie poukładamy wszystko i pójdziemy na zakupy.
-A ja ?
-Może przejdziesz się z nami na zakupy?
-To ja wolę już iść upiec placek.
-Tak myślałam.
Siadamy wszyscy razem przy stole, jemy śniadanie i dzielimy się zadaniami.Następnie Katniss z Johanną i Effie idą na zakupy a ja razem z mamą Katniss zajmujemy się przygotowywaniem dań.
Po około półtorej godzinie dziewczyny wracają z wielkimi torbami pełnymi zakupów,wyciągają wszystko i zanoszą do ogrodu.Ja kończę dekorować placki, a później kładę je na duże talerze.
Katniss podbiega do mnie i chwyta mnie za ramię.
-Chodź pomóż nam z grillem, bo Haymitch nie daje sobie z nim rady.
-Już, tylko umyję ręce.
Idę za dziewczyną do ogrodu, otwieramy furtkę a naszym oczom ukazuje się Haymitch, który próbuje powstrzymać płomienie,które palą jego szarą koszulę.
-Haymitch!!-wydziera się Effie.
-Ty stary idioto nie potrafisz nawet grilla rozpalić-warczy na niego Johanna.
-Przestańcie się wydzierać tylko przynieście mi wodę, bo zaraz się spalę.
Biegnę najszybciej jak potrafię do stolika i biorę dzbanek z lemoniadą i oblewam nim koszulę Haymitcha.
-Dzięki chłopcze, ty jedyny potrafisz działać szybko nie to, co te dwie.
-Co takiego??-piszczy zdenerwowana Effie.
-Powiedział ten,który nie potrafi porządnie rozpalić grilla.
-Zamknij się!-syczy.
*Katniss*
Johanna odchodzi od stołu przeklinając coś pod nosem a Effie robi zdziwioną minę w kierunku Haymitcha,on natomiast jak gdyby nigdy nic powraca do rozpalania grilla.Spoglądam na Peetę, a następnie na mężczyznę i daję mu do zrozumienia,że ma mu pomóc przy grillu, bo inaczej wszyscy tutaj spłoniemy.
Po około godzinie wszystko jest już gotowe,na drewnianym stole leżą przygotowane potrawy i napoje, wszystkie krzesła są starannie poukładane a kiełbaski pieczą się na ogniu pilnowane przez Peetę oraz Haymitcha.Już prawie wszyscy się zebrali,są tutaj Effie,Haymitch, mama,Sam oraz Johanna tylko brakuje najważniejszego gościa,Gale'a oraz Judy.
Czekamy około 20 minut,kiedy słyszymy głosy Gale'a oraz Judy dochodzące zza furtki.Kiedy ją otwierają biegnę najszybciej jak potrafię, rzucam się na Gale'a i przy okazji mocno go przytulam.
-Nie wiesz jak bardzo się cieszę,że cię widzę-szepczę.
-A ja ciebie Kotna.
-Cześć Judy,miło nam, że przyszliście-przytulam dziewczynę.
-Nam również jest bardzo miło.
-Chodźcie do stołu-oznajmiam.
Podchodzę razem z Gale'm i Judy do stołu po czym siadamy na krzesłach. Przez kilka godzin delektujemy się jedzeniem oraz swoim towarzystwem.Gdy skończyliśmy jeść Haymitch przyniósł kilka win, a także swoją gitarę na ,której grał za młodu.Gdy ją przyniósł na prawdę się zdziwiłam,że on miał jakiekolwiek hobby poza piciem alkoholu.
Mimo tego,że był pijany,całkiem nieźle śpiewał i grał. Effie była tak zachwycona, że nie mogła oderwać od niego wzroku, gdy grał piosenkę o miłości specjalnie dla niej. Johanna była tak pijana,że nie wiedziała,co robi i brakowało jej tylko kilku drobnych kroczków, żeby wpaść do ogniska,na całe szczęście Sam był obok i chwycił ją ,nim zrobiła z siebie pieczoną kiełbaskę.Mama po kilku lampkach wina poszła się położyć,Gale razem z Judy siedzą na huśtawce i przytulają się mocno do siebie ,nie odrywając od siebie wzroku.
Ja siedzę na kolanach Peety przykryta miękkim kocem mojej mamy.Dzięki niemu Peeta może masować moje udo bez zwracania na nas najmniejszej uwagi. Jako, że ja nie jestem wybredna ,bez żadnego protestu poddaję się miłej pieszczocie blondyna.
Około północy wszyscy zbieramy się do domów,Haymitch z Effie do swojego tak samo Gale razem z Judy, tylko pijana Johanna nie chce opuścić mojego ogrodu.Razem z Peetą i Samem ustalamy,że dzisiejszą noc spędzą u nas w domu,ponieważ ich dom jest za daleko a Sam nie dałby sobie z nią rady.
Wchodzimy do mojego domu, zanosimy talerze do kuchni, po czym idę na górę pokazuję pokój dla Sama i Johanny i idę razem z Peetą do swojego pokoju. Cicho zamykamy drzwi, kładziemy się do łóżka i zasypiamy wtuleni w siebie.
Budzę się w środku nocy, przestraszona dźwiękami dochodzącymi zza ściany.
-Peeta-szepczę.
Nie odpowiada.
-Peeta- szturcham go w ramię.
-Co się stało?-szepcze zaspany.
-Słyszysz to?-podnoszę głos.
-Co to takiego?
-Nie wiem ale jest to przerażające Peeta.
Jak myślicie,co to mogą być za odgłosy?
Następny rozdział niedługo.
piątek, 18 grudnia 2015
Rozdział 12. Szpital
Kolejny rozdział.Zapraszam was wszystkich do czytania.Nie zapomnijcie zostawić po sobie komentarza z opinią.Pozdrawiam
Oczami Peety.
Siedzimy razem z Katniss na krzesłach dobre parę godzin, ale nadal nie otrzymaliśmy informacji, jak Gale się trzyma. Jestem mu ogromnie wdzięczny za to, co dla mnie zrobił,ale też nie rozumiem, dlaczego dał się postrzelić przez Paylor skoro kula była wymierzona we mnie, a nie w niego. Szarooka w końcu traci cierpliwość i podchodzi do przechodzącej obok nas pielęgniarki.
-Niech mi pani natychmiast powie co z Gale'm!-krzyczy na kobietę.
-Proszę się uspokoić. Operacja niedługo dobiegnie końca. Kiedy tylko się czegoś dowiem, dam państwu znać.
-Katniss proszę usiądź niedługo operacja się skończy-uspokajam ją.
Dziewczyna siada oburzona obok mnie, zakłada ręce i robi naburmuszoną minę.
-Jeśli jesteś zmęczona możesz iść do domu ,a ja z nim zostanę.
-Chyba sobie żartujesz... Ja go tutaj nie zostawię samego-prycha.
-Wiem o tym Katniss, ale wyglądasz na zmęczoną, dziś mało spałaś.
-Peeta do jasnej cholery ja go nie zostawię.
-Uspokój się, nerwy w tej sytuacji niczego nie zdziałają. Powinnaś się chwile przespać-gładzę dłonią jej plecy.
-Może i masz rację Peeta- dziewczyna zasłania usta ręką, kiedy ziewa.
-Połóż się na kolanach.
Katniss nie odpowiada tylko robi to o co ją proszę. Niedługo zasypia ,a ja delikatnie bawię się jej włosami.
Mijają kolejne trzy godziny i dopiero wtedy przychodzi do mnie pielęgniarka z wiadomością.
-Stan pana Hawthorne jest stabilny i nic nie zagraża jego życiu.
-To świetnie.Czy mógłbym się z nim zobaczyć?
-Jeśli pan chce,za jakieś 15 minut powinien się wybudzić.
-Dziękuję.
Wstaję z krzesła najciszej jak potrafię, by nie obudzić Katniss. Przeszła już wystarczająco dużo więc musi się wyspać a ja teraz mam okazję porozmawiać z Gale'm sam na sam.
Naciskam na zimną metalową klamkę i wchodzę na salę.
Gale leży na łóżku podłączony do różnych aparatur. Podchodzę do łóżka i siadam na krześle.
-Mellark-szepcze.
-Hawthorne-odpowiadam.
-Co ty tu robisz? Gdzie Kotna.-pyta nerwowo.
- Przyszedłem ci podziękować a Katniss śpi.
-Nie masz, za co Mellark.
-Mam, mogłeś przecież zginąć. Dlaczego to zrobiłeś?
-Zrobiłem to dla Katniss, żeby się jeszcze tobą nacieszyła-Gale próbuje się uśmiechnąć.
-Mam u ciebie dług. Dziękuję-lekko się uśmiecham.
Rozmowę przerywa nam Katniss.
-Dlaczego mnie nie obudziłeś?
-Spałaś tak słodko,że nie miałem serca cię obudzić.
- Jak się czujesz?
-Po za tym,że mnie postrzelili to całkiem dobrze.
-Kiedy cię wypiszą?
-Nie wiem,nikt nic mi nie powiedział. Powiadomiliście już Judy?
-Nie miałam głowy do tego Gale,zadzwonię do niej teraz.
Katniss wstaje z krzesła i idzie w stronę drzwi.Nim zdąży nacisnąć na klamkę drzwi się otwierają.
Przechodzi przez nie zdenerwowana Judy.
-Judy!
-Gale!-podbiega do niego zapłakana i całuje go w usta.
-Judy, dlaczego płaczesz?
-Bo się bałam o ciebie idioto.Jak dobrze,że nic ci się nie stało-obejmuje go.
-Nic mi nie jest.
-Jak to nic? Postrzelili cię, mogłeś umrzeć i zostawić nas samych.
- Przepraszam.....poczekaj kochanie jak to samych?
-Gale ja....-dziewczyna zamiera w bezruchu, nie wiedząc co powiedzieć.
-Judy co się stało?-pyta nerwowo.
-Jestem z tobą w ciąży.
Gale zamiera,nie potrafi wykrztusić z siebie ani jednego słowa ja tak samo ,natomiast Katniss podchodzi do niego i Judy i przytula ich do siebie.
-Gratuluję-uśmiecha się do obojga.
-Ale.... ale....-Gale zaczyna się jąkać.
-Który miesiąc?
-Drugi.
- Ja ten..Judy......-zaczyna Gale
-Gale ja też jestem w szoku-siada na krześle.
-To może nie będziemy wam przeszkadzać.Musicie sobie teraz wszystko wyjaśnić-proponuję.
Chwytam dziewczynę za dłoń , wychodzimy z sali i kierujemy się do wyjścia.
-Niesamowite,Gale będzie tatą-mówi półszeptem.
-Widziałaś jego minę?Nigdy nie widziałem u niego takiego szoku jak dziś.
Szarooka uśmiecha się do mnie, po czym zaczyna się cicho śmiać.
Kiedy wracamy do domu ,jest już druga w nocy.Wchodzimy najciszej jak potrafimy i kierujemy się do sypialni Katniss.Kładę się obok niej i obejmuję ją .Dziewczyna kładzie głowę na mojej klatce i szepcze najpiękniejsze słowa na świecie.
-Kocham cię.
-Zawsze-odpowiadam.
2 miesiące później.
Budzę się wczesnym rankiem,Katniss nadal leży wtulona w moją pierś. Kiedy śpi wygląda tak słodko, że nie miałbym serca jej budzić, wolną ręką odgarniam brązowe kosmyki jej włosów z czoła i przyglądam się jej pięknej twarzy. Przyglądam się jej uważnie, dopóki nie otworzy swoich szarych oczu.
-Jak się spało?-szepczę.
-Z tobą jak zawsze dobrze-uśmiecha się do mnie.
Przyciągam dziewczynę bliżej siebie i składam na jej miękkich, ciepłych ustach długi czuły pocałunek.
Dziewczyna kładzie dłonie na mojej klatce piersiowej ,a ja przytulam ją jeszcze mocniej do siebie.
-Jesteś głodna?
-Tak,ciebie-uśmiecha się figlarnie do mnie.
Podnoszę Katniss i kładę się na niej i wbijam się w jej usta, pieszcząc delikatnie jej udo.Przygryzam lekko jej dolną wargę, a ona cicho jęczy do mojego ucha.
Naszą namiętną chwilę przerywa huk otwieranych drzwi. Johanna wpada do naszego pokoju jak poparzona i nawet nie zwraca na nas najmniejszej uwagi.
-Johanna??!
-Twoja mama kazała mi was obudzić.Podobno dziś organizujesz przyjęcie powitalne dla tego całego Gale'a-
syczy.
-Rany to już dzisiaj??-pyta zaspana.
-Tak ciemna maso, lepiej wstawaj i zacznij coś robić, a nie wyleguj się do 10 w łóżku.
Johanna wychodzi z pomieszczenia i trzaska drzwiami a Katniss zrywa się z łóżka i biegnie do łazienki.
Oczami Peety.
Siedzimy razem z Katniss na krzesłach dobre parę godzin, ale nadal nie otrzymaliśmy informacji, jak Gale się trzyma. Jestem mu ogromnie wdzięczny za to, co dla mnie zrobił,ale też nie rozumiem, dlaczego dał się postrzelić przez Paylor skoro kula była wymierzona we mnie, a nie w niego. Szarooka w końcu traci cierpliwość i podchodzi do przechodzącej obok nas pielęgniarki.
-Niech mi pani natychmiast powie co z Gale'm!-krzyczy na kobietę.
-Proszę się uspokoić. Operacja niedługo dobiegnie końca. Kiedy tylko się czegoś dowiem, dam państwu znać.
-Katniss proszę usiądź niedługo operacja się skończy-uspokajam ją.
Dziewczyna siada oburzona obok mnie, zakłada ręce i robi naburmuszoną minę.
-Jeśli jesteś zmęczona możesz iść do domu ,a ja z nim zostanę.
-Chyba sobie żartujesz... Ja go tutaj nie zostawię samego-prycha.
-Wiem o tym Katniss, ale wyglądasz na zmęczoną, dziś mało spałaś.
-Peeta do jasnej cholery ja go nie zostawię.
-Uspokój się, nerwy w tej sytuacji niczego nie zdziałają. Powinnaś się chwile przespać-gładzę dłonią jej plecy.
-Może i masz rację Peeta- dziewczyna zasłania usta ręką, kiedy ziewa.
-Połóż się na kolanach.
Katniss nie odpowiada tylko robi to o co ją proszę. Niedługo zasypia ,a ja delikatnie bawię się jej włosami.
Mijają kolejne trzy godziny i dopiero wtedy przychodzi do mnie pielęgniarka z wiadomością.
-Stan pana Hawthorne jest stabilny i nic nie zagraża jego życiu.
-To świetnie.Czy mógłbym się z nim zobaczyć?
-Jeśli pan chce,za jakieś 15 minut powinien się wybudzić.
-Dziękuję.
Wstaję z krzesła najciszej jak potrafię, by nie obudzić Katniss. Przeszła już wystarczająco dużo więc musi się wyspać a ja teraz mam okazję porozmawiać z Gale'm sam na sam.
Naciskam na zimną metalową klamkę i wchodzę na salę.
Gale leży na łóżku podłączony do różnych aparatur. Podchodzę do łóżka i siadam na krześle.
-Mellark-szepcze.
-Hawthorne-odpowiadam.
-Co ty tu robisz? Gdzie Kotna.-pyta nerwowo.
- Przyszedłem ci podziękować a Katniss śpi.
-Nie masz, za co Mellark.
-Mam, mogłeś przecież zginąć. Dlaczego to zrobiłeś?
-Zrobiłem to dla Katniss, żeby się jeszcze tobą nacieszyła-Gale próbuje się uśmiechnąć.
-Mam u ciebie dług. Dziękuję-lekko się uśmiecham.
Rozmowę przerywa nam Katniss.
-Dlaczego mnie nie obudziłeś?
-Spałaś tak słodko,że nie miałem serca cię obudzić.
- Jak się czujesz?
-Po za tym,że mnie postrzelili to całkiem dobrze.
-Kiedy cię wypiszą?
-Nie wiem,nikt nic mi nie powiedział. Powiadomiliście już Judy?
-Nie miałam głowy do tego Gale,zadzwonię do niej teraz.
Katniss wstaje z krzesła i idzie w stronę drzwi.Nim zdąży nacisnąć na klamkę drzwi się otwierają.
Przechodzi przez nie zdenerwowana Judy.
-Judy!
-Gale!-podbiega do niego zapłakana i całuje go w usta.
-Judy, dlaczego płaczesz?
-Bo się bałam o ciebie idioto.Jak dobrze,że nic ci się nie stało-obejmuje go.
-Nic mi nie jest.
-Jak to nic? Postrzelili cię, mogłeś umrzeć i zostawić nas samych.
- Przepraszam.....poczekaj kochanie jak to samych?
-Gale ja....-dziewczyna zamiera w bezruchu, nie wiedząc co powiedzieć.
-Judy co się stało?-pyta nerwowo.
-Jestem z tobą w ciąży.
Gale zamiera,nie potrafi wykrztusić z siebie ani jednego słowa ja tak samo ,natomiast Katniss podchodzi do niego i Judy i przytula ich do siebie.
-Gratuluję-uśmiecha się do obojga.
-Ale.... ale....-Gale zaczyna się jąkać.
-Który miesiąc?
-Drugi.
- Ja ten..Judy......-zaczyna Gale
-Gale ja też jestem w szoku-siada na krześle.
-To może nie będziemy wam przeszkadzać.Musicie sobie teraz wszystko wyjaśnić-proponuję.
Chwytam dziewczynę za dłoń , wychodzimy z sali i kierujemy się do wyjścia.
-Niesamowite,Gale będzie tatą-mówi półszeptem.
-Widziałaś jego minę?Nigdy nie widziałem u niego takiego szoku jak dziś.
Szarooka uśmiecha się do mnie, po czym zaczyna się cicho śmiać.
Kiedy wracamy do domu ,jest już druga w nocy.Wchodzimy najciszej jak potrafimy i kierujemy się do sypialni Katniss.Kładę się obok niej i obejmuję ją .Dziewczyna kładzie głowę na mojej klatce i szepcze najpiękniejsze słowa na świecie.
-Kocham cię.
-Zawsze-odpowiadam.
2 miesiące później.
Budzę się wczesnym rankiem,Katniss nadal leży wtulona w moją pierś. Kiedy śpi wygląda tak słodko, że nie miałbym serca jej budzić, wolną ręką odgarniam brązowe kosmyki jej włosów z czoła i przyglądam się jej pięknej twarzy. Przyglądam się jej uważnie, dopóki nie otworzy swoich szarych oczu.
-Jak się spało?-szepczę.
-Z tobą jak zawsze dobrze-uśmiecha się do mnie.
Przyciągam dziewczynę bliżej siebie i składam na jej miękkich, ciepłych ustach długi czuły pocałunek.
Dziewczyna kładzie dłonie na mojej klatce piersiowej ,a ja przytulam ją jeszcze mocniej do siebie.
-Jesteś głodna?
-Tak,ciebie-uśmiecha się figlarnie do mnie.
Podnoszę Katniss i kładę się na niej i wbijam się w jej usta, pieszcząc delikatnie jej udo.Przygryzam lekko jej dolną wargę, a ona cicho jęczy do mojego ucha.
Naszą namiętną chwilę przerywa huk otwieranych drzwi. Johanna wpada do naszego pokoju jak poparzona i nawet nie zwraca na nas najmniejszej uwagi.
-Johanna??!
-Twoja mama kazała mi was obudzić.Podobno dziś organizujesz przyjęcie powitalne dla tego całego Gale'a-
syczy.
-Rany to już dzisiaj??-pyta zaspana.
-Tak ciemna maso, lepiej wstawaj i zacznij coś robić, a nie wyleguj się do 10 w łóżku.
Johanna wychodzi z pomieszczenia i trzaska drzwiami a Katniss zrywa się z łóżka i biegnie do łazienki.
wtorek, 24 listopada 2015
Notka informacyjna!
Witam wszystkich bardzo serdecznie!Postanowiłam zacząć pisać bloga o Joshifer <3.Tutaj w linku jest informacja na temat bloga http://joshifermockingjay.blogspot.com/
Czekam na wasze opinie w komentarzach na tamtym blogu.Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego wieczoru.
Czekam na wasze opinie w komentarzach na tamtym blogu.Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego wieczoru.
niedziela, 15 listopada 2015
Rozdział 11.Ratunek
Przepraszam was wszystkich za tak długą nieobecność ale mam ostatnio dużo pracy.Tak więc dziś kolejny rozdział,zapraszam was wszystkich do czytania i komentowania.Każda wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna. Rozdział dedykuję Weronice Pataj .Pozdrawiam Aaliyah Hunger Games.
-Jeżeli tylko chcesz to z miłą chęcią-uśmiecha się do mnie ciepło.
Chłopak chwyta mnie za rękę i idzie ze mną do mojego domu.Gdy tylko wchodzimy za nim postanowię ugryźć się w język krzyczę na mamę.
-Ktoś próbował nas zabić!-wrzeszczę na nią.
Moja mama przewraca duży, biały wazon na komodzie,który po zetknięciu z podłogą rozsypuje się na miliony małych kawałków.
-Matko nic wam się nie stało?-skrzeczy podbiegając do nas.
-Nie nic nam nie jest ale znów będziemy musieli jechać do Kapitolu tylko,że teraz do Paylor.
-Musicie o tym niezwłocznie powiadomić panią prezydent.Nic wam nie jest?-mama ogląda nas z każdej strony.
-Tak musimy tylko,że to jej sprawka.
-Co takiego?Jak to możliwe?Przecież Paylor jest porządną ,dobrą kobietą i nie chciałaby wam zrobić krzywdy a tym bardziej zabić to niedorzeczne kochanie.
-Mamo!!To jej sprawka to ona kazała nas przejechać!Gale wszystko mi opowiedział wiem do czego ona jest zdolna-wycieram łzę z policzka.
-Kochanie nie płacz.
-Katniss nie płacz proszę już wszystko będzie dobrze,jutro tam pojadę-mówi ciepło Peeta.
-Ktoś po raz kolejny chce nas zabić jak mam nie płakać.
-Kochanie ty jesteś tego pewna,że to ona?Proszę nie płacz-kładzie rękę na moim ramieniu.
-Tak jestem!-krzyczę i odtrącam jej rękę.
-Proszę nie krzycz -Peeta obejmuje mnie ramieniem.
-Peeta jak mam nie krzyczeć?Ja się boję o własne i wasze życie-wybucham płaczem.
-Chodźmy lepiej się położyć,musisz odpocząć.
-Peeta dobrze mówi kochanie,jutro porozmawiamy o tym na spokojnie,dobrze,że nic wam się nie stało.
-Powiadomię jeszcze Haymitcha i za chwilę do ciebie przyjdę dobrze?
-Dobrze.
Peeta całuje mnie w czoło i idzie do domu Haymitcha,mama patrzy na mnie przestraszona i nie potrafi wydusić z siebie żadnego słowa.Podchodzi do mnie i mocno mnie przytula.
-Kochanie jak dobrze,że nic ci nie jest.
-Nagle się martwisz o mnie?-prycham.
-Kochanie przepraszam,że cię zostawiłam już ci mówiłam co wtedy myślałam.
-Nie mam ochoty z tobą teraz rozmawiać.Idę do siebie.
-Dobranoc kochanie.
Nie odzywam się do mamy tylko idę szybko po schodach na górę.Jestem na nią za bardzo zła,że nadal nie potrafi się ze mną zgodzić w żadnej sprawie.Zawsze kiedy mówię jej cokolwiek to ona zawsze mów coś całkiem odwrotnego.Nie potrafię z nią rozmawiać,każda nasza rozmowa kończy się kłótnią i niczym dobrym.Może lepiej by było gdyby wyjechała.
-Jutro jedziemy do Kapitolu-mówi blondyn wchodząc do pokoju.
-Muszę się z nią rozmówić jutro.
-Ty zostaniesz w domu.
-Nie!Nie ma mowy Peeta.
-Przecież chciała nas zabić, ona jest nieobliczalna.Nie pozwolę aby coś ci się stało Katniss.
-Pojadę tam czy ci się to podoba czy nie.
-Nie pozwolę ci,jeśli coś się stan.....
-Peeta nic mi się nie stanie,jadę z wami-przerywam mu.
-Katniss....
-Będę na siebie uważać,nie traktuj mnie jak małe dziecko.Co ty sobie myślisz,że nie dam sobie rady.Dałam sobie rady na igrzyskach to dam sobie rady z Paylor.
Odwracam się bokiem do chłopaka na łóżku.
-Proszę nie złość się na mnie,ja tylko cię o ciebie martwię,po prostu nie chcę aby coś ci się stało bo cię kocham-ostatnie słowo mówi ledwo słyszalnym głosem.
Niemal odruchowo się do niego odwracam i patrzę w jego błękitne oczy.Patrzy na mnie wyczekująco z lekkim uśmiechem,ja podnoszę się delikatnie i całuję go czule w usta.Chłopak uśmiecha się do mnie figlarnie po czym ja zaczynam cicho się śmiać.Nie wiem co bym zrobiła bez niego,on jest tak dobrym,ciepłym człowiekiem,że po prostu nie da mu się oprzeć .Kocham go najbardziej na świecie.
Peeta obejmuje mnie swoimi szerokimi ramionami i przykrywa nas kołdrą .Całuje mnie w czoło a ja odwracam się twarzą do niego
-Kocham cię.
-Zawsze-szepcze po czym zasypiam wtulona w jego ramiona.
Jestem w swoim starym domu,dookoła nie widzę nikogo,jestem całkiem sama.Opieram się o stare drewniane krzesło w kuchni.Rozglądam się po niej i widzę na stole stare zdjęcie mojego taty oraz perłę od Peety,którą dał mi na Ćwierćwieczu Poskromienia.Biorę do ręki zdjęcie taty i przecieram palcem zakurzoną powierzchnię po czym przyglądam się zdjęciu.Mija kilka sekund gdy czuję,że zdjęcie rozsypuje się w drobny mak i spada na starą popękaną drewnianą podłogę.Szybko biorę do ręki perłę od chłopaka i przyciskam ją do swoich ust.Ona tak samo jak zdjęcie mojego taty rozsypuje się a jej resztki spadają na podłogę.Wstaję z krzesła i wychodzę na zewnątrz.Rozglądam się dookoła i idę w stronę starej kopalni i zatrzymuje się obok tłumu patrzących na nią ludzi.
Obserwuję ich jak oni patrzą na górników wchodzących do kopalni.Przedzieram się przez tłum i dostaję szoku.Widzę Peetę oraz mojego tatę wchodzących do środka.
Krzyczę na nich lecz oni mnie nie słyszą i wchodzą do środka.Podbiegam do wejścia i siła uderzenia rzuca mną o jakieś 5 metrów do tyłu.Czuję ból,który przechodzi przez całe moje ciało,nie mogę się ruszyć,wokół mnie biegają ludzie uciekający w popłochu,słyszę krzyk kobiety obok siebie.
-Oni nie żyją!Zginęli!
-Oni nigdy już nie wrócą.
Zaczynam krzyczeć i rzucać się po łóżku,wybucham niekontrolowanym płaczem.
Ktoś obejmuje mnie i mówi,że to tylko koszmar,na początku nie rozpoznaję tego głosu dopiero po chwili orientuję się,że to Peeta.
-Katniss to tylko sen,jestem przy tobie nie bój się.
-Ty żyjesz-szepczę.
-Oczywiście,że tak Kat...
-Zginąłeś w kopalni razem z tatą-mówię przez szloch.
-To tylko koszmar jestem tutaj przy tobie nie bój się-całuje mnie w policzek.
-Ale to było takie prawdziwe Peeta- krztuszę się łzami.
-Cii Katniss to tylko zły sen.Jestem tutaj przy tobie-przytula się do mnie mocniej.
Budzę się wczesnym rankiem,obracam się i nie widzę Peety.Dotykam dłonią miejsce w,którym leżał,które już zdążyło wystygnąć co oznacza,że musiał wstać już jakiś czas temu.Niechętnie wstaję z łóżka i idę do łazienki wziąć prysznic.Następnie otwieram szafę i wyciągam z niej pomarańczowy bawełniany sweter oraz białe spodnie.Otwieram drzwi od sypialni i do moich nozdrzy dostaje się aromat pieczonych bułek serowych.Zbiegam ze schodów i wbiegam do kuchni z,której wydobywa się ten piękny zapach.
Peeta z uśmiechem na twarzy pomaga mamie robić ciasto.Stoją naprzeciwko siebie i śmieją się do siebie.To jest nieprawdopodobne,mama rozmawia z Peetą i na dodatek razem się z nim śmieje?Jeszcze wczoraj myślała,że jestem z Gale'm a tu proszę bardzo.Postanawiam nie mówić nic o tym Peecie,żeby nie potrzebnie się nią przejmował,odłożę tę rozmowę z mamą na potem.
-Dzieńdobry
-Dzieńdobry kochanie.
-Dzieńdobry.
-Jak się spało?-pytam chłopaka.
-Z tobą?Cudownie- uśmiecha się figlarnie, podchodzi i całuje mnie w policzek.A tobie?
-Mi również,co to za piękny zapach?
-Bułeczki serowe?Chcesz skosztować?
-Oczywiście-uśmiecham się i siadam na krześle obok mamy.
-Proszę,twoja mama mi pomogła.
Biorę do ręki ciepłą bułeczkę i daję ją do ust.
-Jest przepyszna.
Delektowanie się bułeczką nie jest mi dane ponieważ do naszej kuchni wchodzi Haymitch.
-Szykujcie się,poduszkowiec już tu będzie.
-Chodź Katniss.
Idę za Peetą,ubieramy kurtki i buty i wychodzimy na dwór.Na dworze zrobiło się całkiem ciepło mimo wczorajszej chłodnej nocy.Teraz świeci słońce i nie ma śladu po śniegu.
-Cholera zapomniałem wyłączyć piekarnik.
-Moja mama go wyłączy.
-Dajcie mi minutkę za raz wrócę.
Peeta wraca do domu a ja idę za Haymitchem do bramy .
-Skarbie zgadnij kto jeszcze z nami poleci.
-Nie mam pojęcia,mów.
-Cześć Kotna.
Odwracam się i widzę Gale'a ubranego prawie całego na czarno z wyjątkiem grubej szarej bluzy,która trzyma w dłoni.
-Nie mów,że jedziesz z nami.
-Muszę się z nią rozprawić.
Peeta podchodzi do nas i patrzy z zdezorientowaną miną na mnie i na Gale'a.
-Cześć Mellark.
-Cześć-mówi niepewnym głosem.
-Poduszkowiec już jest chodźmy-pokazuje ręką Abernathy.
Siadam w poduszkowcu między Peetą a Gale'm.Towarzyszy mi bardzo dziwne uczucie gdy siedzę między nimi,Gale to mój dobry przyjaciel z,którym byłam kiedyś bardzo blisko ...aż za bardzo co doprowadziło,że kilka razy się z nim całowałam natomiast Peeta to mój ukochany,którego kiedyś nie cierpiałam,nie chciałam mieć z nim nic do czynienia a teraz kocham go całym sercem i oddałabym za niego życie.Wiem,że on nadal jest zazdrosny o Gale'a kiedy z nim jestem i z nim rozmawiam chociaż nic nie czuję do bruneta,wiem też,że on nadal go nie lubi i nie chce z nim rozmawiać ale może kiedyś zmieni do niego nastawienie kiedy lepiej go pozna lub uda mi się go jakoś przekonać.Obserwuję blondyna,który nerwowo strzela palcami co oznacza,że jest na coś zły ale nie daje tego po sobie poznać poza tym jednym szczegółem.Kiedy wrócimy muszę z nim poważnie porozmawiać.
Idziemy razem za Haymitchem do domu prezydenta.Cały budynek pokryty jest ciemnoszarą farbą powodując,że wygląda odstraszająco.Wokół budynku nie ma praktycznie niczego oprócz wysuszonej trawy,nie ma tu żadnych fontann czy drzew jak to było za prezydentury Snowa.Czuję się tu nieswojo,najchętniej bym stąd uciekła ale muszę załatwić sprawę z Paylor.Gdy podchodzimy bliżej dostrzegam,że wszystkie okna są również w kolorze szarym lub są niemyte od bardzo dawna.Drzwi otwierają nam dwaj ochroniarze Paylor bardzo dobrze zbudowani mężczyźni z czarnymi okularami i słuchawkami w uszach.
-My do pani prezydent-informuje ich Haymitch.
-Proszę za mną- odpowiada jeden z nich.
Idziemy na mężczyzną na drugie piętro budynku kierując się do gabinetu Paylor.Wnętrze budynku także pokryte jest szarą warstwą farby tylko schody są koloru ciemno brązowego,na suficie wiszą ogromne,ciężkie ciemnoszare lampy oświetlające długie korytarze.
-My tam pójdziemy a ty zostań tutaj z Haymitchem.
-Nie ma mowy idę z wami.
-Mellark mówi dobrze ona jest nieobliczalna,może ci się coś stać Kotna.
-Ale..-nie kończę ponieważ Peeta mnie całuje.
-Katniss wrócimy za chwilę,nic nam nie będzie obiecuje.
-No dobra-mówię zrezygnowana.
Gale razem z blondynem wchodzą do gabinetu Paylor i zamykają drzwi.W okół nas panuje idealna cisza,nie słychać praktycznie nic oprócz oddechów Haymitcha.Mijają kolejne minuty,ja żeby się czymś zająć obgryzam nerwowo paznokcie natomiast Haymitch co jakiś czas popija bimber z małej buteleczki.
Ciszę przerywa głośny krzyk Gale'a.
-Mellark uważaj!-słyszę strzał z pistoletu.
Wstaję jak poparzona i rzucam się na drzwi.
-Peeta!!-wydzieram się na całe gardło z przerażenia .
-Katniss nie!!-wrzeszczy na mnie Haymitch.
-Odwal się stary idioto muszę im pomóc-próbuję otworzyć drzwi lecz Haymitch odciąga mnie od drzwi i wchodzi pierwszy do pomieszczenia.
Najszybciej jak potrafię wbiegam do pomieszczenia i potrącam przy tym Haymitcha,widzę stojącego na środku oszołomionego Peetę i leżącego na podłodze krwawiącego z prawej piersi Gale'a,Paylor trzyma pistolet w kierunku Peety i patrzy na nas nieobecnym wzrokiem.
-Katniss natychmiast stąd wyj....-mówi Haymitch gdy widzi Paylor.
-Nigdy mnie nie dostaniecie-cedzi przez zęby Paylor.
-Co ty zrobiłaś??Jak mogłaś go postrzelić ty wariatko!!
-To jest wasza wina!-krzyczy
-Co takiego???My nic tobie nie zrobiliśmy-mówię przez łzy.
-Katniss- szepcze prawie nieprzytomny Gale.
Klękam obok krwawiącego bruneta i chwytam go mocno za rękę.
-Haymitch zawołaj pomoc-mówi Peeta.
Haymitch wybiega jak poparzony z pomieszczenia.
-Wy nic nie rozumiecie prawda?!!-wrzeszczy na nas Paylor.
-Czego od nas chcesz Paylor?Dlaczego chciałaś mnie postrzelić?
-Wy jesteście wszędzie!Każdy mówi tylko o was a mną nikt się nie przejmuje!!Gdziekolwiek spojrzę tam jesteście wy albo ktoś o was gada!Macie mnie wszyscy gdzieś,dlatego popamiętacie mnie sku*****ny!!Musicie zginąć!A ty będziesz pierwszy!-kieruje broń w stronę Peety.
-Nieee!-krzyczę.
-Jakieś ostatnie życzenie Mellark?
Do pomieszczenia wbiegają żołnierze Paylor,ubrani w kaski,kamizelki kuloodporne z pistoletami wymierzonymi w jej głowę.
-Odłóż broń natychmiast!!-krzyczą na nią.
-Jestem prezydentem macie się mnie słuchać!Macie zastrzelić Mellarka a potem Everdeen.
-Odłóż broń Paylor,koniec zabawy.
-Zamknijcie się!Macie ich zastrzelić to rozkaz.
-Nie ma mowy,odłóż broń bo my strzelimy do ciebie pierwsi!
-Nie dorwiecie mnie żywcem,zastrzelę się pierwsza niż mnie złapiecie.
-Paylor odłóż tą cholerną broń zanim komuś jeszcze stanie się krzywda.
Żołnierze podnoszą Gale'a i wynoszą go z pomieszczenia.
-Paylor to jest ostatnie ostrzeżenie.Odłóż tą broń.
-Idioci-kieruje pistolet do swojej głowy i strzela.
Pada na ziemię z jej czaszki spływa ciepła czerwona krew.Jej oczy jak były tak zostały nieobecne.
-Katniss-Peeta podbiega do mnie i mocno mnie przytula.
-Jak dobrze,że nic ci nie jest-płaczę.
-Gale uratował mi życie.
Niemożliwe.Gale uratował Peetę,którego nigdy nie lubił.Zawsze był do niego wrogo nastawiony a teraz ratuje mu życie?To jest niemożliwe jak on mógł się poświęcić dla Peety ryzykując swoim własnym życiem.Może jednak faktycznie źle go oceniłam,może on się naprawdę zmienił i chce dla nas wszystkich dobra?Muszę się z nim jak najszybciej zobaczyć i być z nim.
Razem z Peetą i Haymitchem wychodzimy i kierujemy się w kierunku schodów.
Zbiegam z nich prawie,że lecąc gdy widzę jak wynoszą Gale'a na zewnątrz do karetki.
Peeta razem z Haymitchem biegną za mną próbując mnie dogonić.Wybiegam na zewnątrz i podbiegam do ratowników i niemalże wybucham płaczem.
-Co z nim?-pytam zdenerwowana.
-Jest w ciężkim stanie musimy go jak najszybciej zabrać do szpitala.
-Jadę z nim-spoglądam na Peete.
-Ja również,uratował mi życie -Peeta chwyta mnie za rękę i wchodzimy do ambulansu.
Gale leży na noszach podłączony do jakichś urządzeń,których nazw nie znam.Na szczęście szpital nie znajduje się daleko i po kilku minutach jesteśmy już na miejscu.
Wysiadamy z samochodu i idziemy za pielęgniarkami ,które wiozą Gale'a kilka pięter do góry na salę operacyjną.Jest to bardzo męczące,najchętniej nie szłabym dalej ale jestem to winna Galeowi za uratowanie życia Peecie.Nigdy mu się za to nie odwdzięczę.
Pielęgniarki zawożą Gale'a na salę operacyjną a my razem z Peetą siadamy na krzesłach i czekamy na informację od lekarzy.Długą ciszę przerywa Peeta.
-On mnie uratował-szepcze.
I jak podobał wam się ten rozdział?
-Jeżeli tylko chcesz to z miłą chęcią-uśmiecha się do mnie ciepło.
Chłopak chwyta mnie za rękę i idzie ze mną do mojego domu.Gdy tylko wchodzimy za nim postanowię ugryźć się w język krzyczę na mamę.
-Ktoś próbował nas zabić!-wrzeszczę na nią.
Moja mama przewraca duży, biały wazon na komodzie,który po zetknięciu z podłogą rozsypuje się na miliony małych kawałków.
-Matko nic wam się nie stało?-skrzeczy podbiegając do nas.
-Nie nic nam nie jest ale znów będziemy musieli jechać do Kapitolu tylko,że teraz do Paylor.
-Musicie o tym niezwłocznie powiadomić panią prezydent.Nic wam nie jest?-mama ogląda nas z każdej strony.
-Tak musimy tylko,że to jej sprawka.
-Co takiego?Jak to możliwe?Przecież Paylor jest porządną ,dobrą kobietą i nie chciałaby wam zrobić krzywdy a tym bardziej zabić to niedorzeczne kochanie.
-Mamo!!To jej sprawka to ona kazała nas przejechać!Gale wszystko mi opowiedział wiem do czego ona jest zdolna-wycieram łzę z policzka.
-Kochanie nie płacz.
-Katniss nie płacz proszę już wszystko będzie dobrze,jutro tam pojadę-mówi ciepło Peeta.
-Ktoś po raz kolejny chce nas zabić jak mam nie płakać.
-Kochanie ty jesteś tego pewna,że to ona?Proszę nie płacz-kładzie rękę na moim ramieniu.
-Tak jestem!-krzyczę i odtrącam jej rękę.
-Proszę nie krzycz -Peeta obejmuje mnie ramieniem.
-Peeta jak mam nie krzyczeć?Ja się boję o własne i wasze życie-wybucham płaczem.
-Chodźmy lepiej się położyć,musisz odpocząć.
-Peeta dobrze mówi kochanie,jutro porozmawiamy o tym na spokojnie,dobrze,że nic wam się nie stało.
-Powiadomię jeszcze Haymitcha i za chwilę do ciebie przyjdę dobrze?
-Dobrze.
Peeta całuje mnie w czoło i idzie do domu Haymitcha,mama patrzy na mnie przestraszona i nie potrafi wydusić z siebie żadnego słowa.Podchodzi do mnie i mocno mnie przytula.
-Kochanie jak dobrze,że nic ci nie jest.
-Nagle się martwisz o mnie?-prycham.
-Kochanie przepraszam,że cię zostawiłam już ci mówiłam co wtedy myślałam.
-Nie mam ochoty z tobą teraz rozmawiać.Idę do siebie.
-Dobranoc kochanie.
Nie odzywam się do mamy tylko idę szybko po schodach na górę.Jestem na nią za bardzo zła,że nadal nie potrafi się ze mną zgodzić w żadnej sprawie.Zawsze kiedy mówię jej cokolwiek to ona zawsze mów coś całkiem odwrotnego.Nie potrafię z nią rozmawiać,każda nasza rozmowa kończy się kłótnią i niczym dobrym.Może lepiej by było gdyby wyjechała.
-Jutro jedziemy do Kapitolu-mówi blondyn wchodząc do pokoju.
-Muszę się z nią rozmówić jutro.
-Ty zostaniesz w domu.
-Nie!Nie ma mowy Peeta.
-Przecież chciała nas zabić, ona jest nieobliczalna.Nie pozwolę aby coś ci się stało Katniss.
-Pojadę tam czy ci się to podoba czy nie.
-Nie pozwolę ci,jeśli coś się stan.....
-Peeta nic mi się nie stanie,jadę z wami-przerywam mu.
-Katniss....
-Będę na siebie uważać,nie traktuj mnie jak małe dziecko.Co ty sobie myślisz,że nie dam sobie rady.Dałam sobie rady na igrzyskach to dam sobie rady z Paylor.
Odwracam się bokiem do chłopaka na łóżku.
-Proszę nie złość się na mnie,ja tylko cię o ciebie martwię,po prostu nie chcę aby coś ci się stało bo cię kocham-ostatnie słowo mówi ledwo słyszalnym głosem.
Niemal odruchowo się do niego odwracam i patrzę w jego błękitne oczy.Patrzy na mnie wyczekująco z lekkim uśmiechem,ja podnoszę się delikatnie i całuję go czule w usta.Chłopak uśmiecha się do mnie figlarnie po czym ja zaczynam cicho się śmiać.Nie wiem co bym zrobiła bez niego,on jest tak dobrym,ciepłym człowiekiem,że po prostu nie da mu się oprzeć .Kocham go najbardziej na świecie.
Peeta obejmuje mnie swoimi szerokimi ramionami i przykrywa nas kołdrą .Całuje mnie w czoło a ja odwracam się twarzą do niego
-Kocham cię.
-Zawsze-szepcze po czym zasypiam wtulona w jego ramiona.
Jestem w swoim starym domu,dookoła nie widzę nikogo,jestem całkiem sama.Opieram się o stare drewniane krzesło w kuchni.Rozglądam się po niej i widzę na stole stare zdjęcie mojego taty oraz perłę od Peety,którą dał mi na Ćwierćwieczu Poskromienia.Biorę do ręki zdjęcie taty i przecieram palcem zakurzoną powierzchnię po czym przyglądam się zdjęciu.Mija kilka sekund gdy czuję,że zdjęcie rozsypuje się w drobny mak i spada na starą popękaną drewnianą podłogę.Szybko biorę do ręki perłę od chłopaka i przyciskam ją do swoich ust.Ona tak samo jak zdjęcie mojego taty rozsypuje się a jej resztki spadają na podłogę.Wstaję z krzesła i wychodzę na zewnątrz.Rozglądam się dookoła i idę w stronę starej kopalni i zatrzymuje się obok tłumu patrzących na nią ludzi.
Obserwuję ich jak oni patrzą na górników wchodzących do kopalni.Przedzieram się przez tłum i dostaję szoku.Widzę Peetę oraz mojego tatę wchodzących do środka.
Krzyczę na nich lecz oni mnie nie słyszą i wchodzą do środka.Podbiegam do wejścia i siła uderzenia rzuca mną o jakieś 5 metrów do tyłu.Czuję ból,który przechodzi przez całe moje ciało,nie mogę się ruszyć,wokół mnie biegają ludzie uciekający w popłochu,słyszę krzyk kobiety obok siebie.
-Oni nie żyją!Zginęli!
-Oni nigdy już nie wrócą.
Zaczynam krzyczeć i rzucać się po łóżku,wybucham niekontrolowanym płaczem.
Ktoś obejmuje mnie i mówi,że to tylko koszmar,na początku nie rozpoznaję tego głosu dopiero po chwili orientuję się,że to Peeta.
-Katniss to tylko sen,jestem przy tobie nie bój się.
-Ty żyjesz-szepczę.
-Oczywiście,że tak Kat...
-Zginąłeś w kopalni razem z tatą-mówię przez szloch.
-To tylko koszmar jestem tutaj przy tobie nie bój się-całuje mnie w policzek.
-Ale to było takie prawdziwe Peeta- krztuszę się łzami.
-Cii Katniss to tylko zły sen.Jestem tutaj przy tobie-przytula się do mnie mocniej.
Budzę się wczesnym rankiem,obracam się i nie widzę Peety.Dotykam dłonią miejsce w,którym leżał,które już zdążyło wystygnąć co oznacza,że musiał wstać już jakiś czas temu.Niechętnie wstaję z łóżka i idę do łazienki wziąć prysznic.Następnie otwieram szafę i wyciągam z niej pomarańczowy bawełniany sweter oraz białe spodnie.Otwieram drzwi od sypialni i do moich nozdrzy dostaje się aromat pieczonych bułek serowych.Zbiegam ze schodów i wbiegam do kuchni z,której wydobywa się ten piękny zapach.
Peeta z uśmiechem na twarzy pomaga mamie robić ciasto.Stoją naprzeciwko siebie i śmieją się do siebie.To jest nieprawdopodobne,mama rozmawia z Peetą i na dodatek razem się z nim śmieje?Jeszcze wczoraj myślała,że jestem z Gale'm a tu proszę bardzo.Postanawiam nie mówić nic o tym Peecie,żeby nie potrzebnie się nią przejmował,odłożę tę rozmowę z mamą na potem.
-Dzieńdobry
-Dzieńdobry kochanie.
-Dzieńdobry.
-Jak się spało?-pytam chłopaka.
-Z tobą?Cudownie- uśmiecha się figlarnie, podchodzi i całuje mnie w policzek.A tobie?
-Mi również,co to za piękny zapach?
-Bułeczki serowe?Chcesz skosztować?
-Oczywiście-uśmiecham się i siadam na krześle obok mamy.
-Proszę,twoja mama mi pomogła.
Biorę do ręki ciepłą bułeczkę i daję ją do ust.
-Jest przepyszna.
Delektowanie się bułeczką nie jest mi dane ponieważ do naszej kuchni wchodzi Haymitch.
-Szykujcie się,poduszkowiec już tu będzie.
-Chodź Katniss.
Idę za Peetą,ubieramy kurtki i buty i wychodzimy na dwór.Na dworze zrobiło się całkiem ciepło mimo wczorajszej chłodnej nocy.Teraz świeci słońce i nie ma śladu po śniegu.
-Cholera zapomniałem wyłączyć piekarnik.
-Moja mama go wyłączy.
-Dajcie mi minutkę za raz wrócę.
Peeta wraca do domu a ja idę za Haymitchem do bramy .
-Skarbie zgadnij kto jeszcze z nami poleci.
-Nie mam pojęcia,mów.
-Cześć Kotna.
Odwracam się i widzę Gale'a ubranego prawie całego na czarno z wyjątkiem grubej szarej bluzy,która trzyma w dłoni.
-Nie mów,że jedziesz z nami.
-Muszę się z nią rozprawić.
Peeta podchodzi do nas i patrzy z zdezorientowaną miną na mnie i na Gale'a.
-Cześć Mellark.
-Cześć-mówi niepewnym głosem.
-Poduszkowiec już jest chodźmy-pokazuje ręką Abernathy.
Siadam w poduszkowcu między Peetą a Gale'm.Towarzyszy mi bardzo dziwne uczucie gdy siedzę między nimi,Gale to mój dobry przyjaciel z,którym byłam kiedyś bardzo blisko ...aż za bardzo co doprowadziło,że kilka razy się z nim całowałam natomiast Peeta to mój ukochany,którego kiedyś nie cierpiałam,nie chciałam mieć z nim nic do czynienia a teraz kocham go całym sercem i oddałabym za niego życie.Wiem,że on nadal jest zazdrosny o Gale'a kiedy z nim jestem i z nim rozmawiam chociaż nic nie czuję do bruneta,wiem też,że on nadal go nie lubi i nie chce z nim rozmawiać ale może kiedyś zmieni do niego nastawienie kiedy lepiej go pozna lub uda mi się go jakoś przekonać.Obserwuję blondyna,który nerwowo strzela palcami co oznacza,że jest na coś zły ale nie daje tego po sobie poznać poza tym jednym szczegółem.Kiedy wrócimy muszę z nim poważnie porozmawiać.
Idziemy razem za Haymitchem do domu prezydenta.Cały budynek pokryty jest ciemnoszarą farbą powodując,że wygląda odstraszająco.Wokół budynku nie ma praktycznie niczego oprócz wysuszonej trawy,nie ma tu żadnych fontann czy drzew jak to było za prezydentury Snowa.Czuję się tu nieswojo,najchętniej bym stąd uciekła ale muszę załatwić sprawę z Paylor.Gdy podchodzimy bliżej dostrzegam,że wszystkie okna są również w kolorze szarym lub są niemyte od bardzo dawna.Drzwi otwierają nam dwaj ochroniarze Paylor bardzo dobrze zbudowani mężczyźni z czarnymi okularami i słuchawkami w uszach.
-My do pani prezydent-informuje ich Haymitch.
-Proszę za mną- odpowiada jeden z nich.
Idziemy na mężczyzną na drugie piętro budynku kierując się do gabinetu Paylor.Wnętrze budynku także pokryte jest szarą warstwą farby tylko schody są koloru ciemno brązowego,na suficie wiszą ogromne,ciężkie ciemnoszare lampy oświetlające długie korytarze.
-My tam pójdziemy a ty zostań tutaj z Haymitchem.
-Nie ma mowy idę z wami.
-Mellark mówi dobrze ona jest nieobliczalna,może ci się coś stać Kotna.
-Ale..-nie kończę ponieważ Peeta mnie całuje.
-Katniss wrócimy za chwilę,nic nam nie będzie obiecuje.
-No dobra-mówię zrezygnowana.
Gale razem z blondynem wchodzą do gabinetu Paylor i zamykają drzwi.W okół nas panuje idealna cisza,nie słychać praktycznie nic oprócz oddechów Haymitcha.Mijają kolejne minuty,ja żeby się czymś zająć obgryzam nerwowo paznokcie natomiast Haymitch co jakiś czas popija bimber z małej buteleczki.
Ciszę przerywa głośny krzyk Gale'a.
-Mellark uważaj!-słyszę strzał z pistoletu.
Wstaję jak poparzona i rzucam się na drzwi.
-Peeta!!-wydzieram się na całe gardło z przerażenia .
-Katniss nie!!-wrzeszczy na mnie Haymitch.
-Odwal się stary idioto muszę im pomóc-próbuję otworzyć drzwi lecz Haymitch odciąga mnie od drzwi i wchodzi pierwszy do pomieszczenia.
Najszybciej jak potrafię wbiegam do pomieszczenia i potrącam przy tym Haymitcha,widzę stojącego na środku oszołomionego Peetę i leżącego na podłodze krwawiącego z prawej piersi Gale'a,Paylor trzyma pistolet w kierunku Peety i patrzy na nas nieobecnym wzrokiem.
-Katniss natychmiast stąd wyj....-mówi Haymitch gdy widzi Paylor.
-Nigdy mnie nie dostaniecie-cedzi przez zęby Paylor.
-Co ty zrobiłaś??Jak mogłaś go postrzelić ty wariatko!!
-To jest wasza wina!-krzyczy
-Co takiego???My nic tobie nie zrobiliśmy-mówię przez łzy.
-Katniss- szepcze prawie nieprzytomny Gale.
Klękam obok krwawiącego bruneta i chwytam go mocno za rękę.
-Haymitch zawołaj pomoc-mówi Peeta.
Haymitch wybiega jak poparzony z pomieszczenia.
-Wy nic nie rozumiecie prawda?!!-wrzeszczy na nas Paylor.
-Czego od nas chcesz Paylor?Dlaczego chciałaś mnie postrzelić?
-Wy jesteście wszędzie!Każdy mówi tylko o was a mną nikt się nie przejmuje!!Gdziekolwiek spojrzę tam jesteście wy albo ktoś o was gada!Macie mnie wszyscy gdzieś,dlatego popamiętacie mnie sku*****ny!!Musicie zginąć!A ty będziesz pierwszy!-kieruje broń w stronę Peety.
-Nieee!-krzyczę.
-Jakieś ostatnie życzenie Mellark?
Do pomieszczenia wbiegają żołnierze Paylor,ubrani w kaski,kamizelki kuloodporne z pistoletami wymierzonymi w jej głowę.
-Odłóż broń natychmiast!!-krzyczą na nią.
-Jestem prezydentem macie się mnie słuchać!Macie zastrzelić Mellarka a potem Everdeen.
-Odłóż broń Paylor,koniec zabawy.
-Zamknijcie się!Macie ich zastrzelić to rozkaz.
-Nie ma mowy,odłóż broń bo my strzelimy do ciebie pierwsi!
-Nie dorwiecie mnie żywcem,zastrzelę się pierwsza niż mnie złapiecie.
-Paylor odłóż tą cholerną broń zanim komuś jeszcze stanie się krzywda.
Żołnierze podnoszą Gale'a i wynoszą go z pomieszczenia.
-Paylor to jest ostatnie ostrzeżenie.Odłóż tą broń.
-Idioci-kieruje pistolet do swojej głowy i strzela.
Pada na ziemię z jej czaszki spływa ciepła czerwona krew.Jej oczy jak były tak zostały nieobecne.
-Katniss-Peeta podbiega do mnie i mocno mnie przytula.
-Jak dobrze,że nic ci nie jest-płaczę.
-Gale uratował mi życie.
Niemożliwe.Gale uratował Peetę,którego nigdy nie lubił.Zawsze był do niego wrogo nastawiony a teraz ratuje mu życie?To jest niemożliwe jak on mógł się poświęcić dla Peety ryzykując swoim własnym życiem.Może jednak faktycznie źle go oceniłam,może on się naprawdę zmienił i chce dla nas wszystkich dobra?Muszę się z nim jak najszybciej zobaczyć i być z nim.
Razem z Peetą i Haymitchem wychodzimy i kierujemy się w kierunku schodów.
Zbiegam z nich prawie,że lecąc gdy widzę jak wynoszą Gale'a na zewnątrz do karetki.
Peeta razem z Haymitchem biegną za mną próbując mnie dogonić.Wybiegam na zewnątrz i podbiegam do ratowników i niemalże wybucham płaczem.
-Co z nim?-pytam zdenerwowana.
-Jest w ciężkim stanie musimy go jak najszybciej zabrać do szpitala.
-Jadę z nim-spoglądam na Peete.
-Ja również,uratował mi życie -Peeta chwyta mnie za rękę i wchodzimy do ambulansu.
Gale leży na noszach podłączony do jakichś urządzeń,których nazw nie znam.Na szczęście szpital nie znajduje się daleko i po kilku minutach jesteśmy już na miejscu.
Wysiadamy z samochodu i idziemy za pielęgniarkami ,które wiozą Gale'a kilka pięter do góry na salę operacyjną.Jest to bardzo męczące,najchętniej nie szłabym dalej ale jestem to winna Galeowi za uratowanie życia Peecie.Nigdy mu się za to nie odwdzięczę.
Pielęgniarki zawożą Gale'a na salę operacyjną a my razem z Peetą siadamy na krzesłach i czekamy na informację od lekarzy.Długą ciszę przerywa Peeta.
-On mnie uratował-szepcze.
I jak podobał wam się ten rozdział?
Subskrybuj:
Posty (Atom)